RECENZJE

Noname
Telefone

2016, self-released 6.4

W zeszłym roku tytuł najbardziej kreatywnego użytkownika telefonii komórkowej należał do Drake’a, w bieżącym – do Noname. Choć ich dyskusja raczej pozostaje nierozstrzygnięta. Kiedy on rozpacza: "You used to call me on my cell phone", ona raczej nie rwie się do słuchawki: "I'm sitting on my front lawn waiting for him to call me".

Noname Gypsy to od półrocza po prostu Noname, powodów skrócenia pseudonimu raczej nie trzeba tłumaczyć, tak samo jak tego dlaczego Viet Cong to teraz Preoccupations. Może jednak dobrze się stało, że Fatimah Warner odżegnała się od dawnej nazwy, bo w ten sposób też rozpoczęła nowy etap swojej kariery, którego uświetnieniem jest wydanie debiutanckiego mixtape'u Telefone. Wcześniej raczej nie wychylała się poza szereg, najczęściej występując u boku Chance The Rappera, z którym to zakumplowała się jeszcze będąc nastolatką, bo oboje udzielali się w projekcie YOUMedia skupiającym młodych artystów. Poezja slamowa i udział w open micach czyniły raperkę coraz lepszą, ale szerszej publiczności dała się poznać dopiero po featuringu na Acid Rap. I tak zaczęła się seria gościnnych wokali, w tym chociażby u Micka Jenkinsa czy Donnie Trumpet & The Social Experiment. Z tych wszystkich featów chyba najlepszą zapowiedzią tego, jak mógłby wyglądać solowy materiał Noname, był "Israel".

Gdyby jakimś trafem, wbrew czasoprzestrzeni, Chance The Rapper i Kate Nash wydali na świat muzykalne dziecko to pewnie byłaby to Noname. Telefone łączy w sobie popową delikatność z hip hopową zwięzłością. Rap Noname to dużo smutku i trudnych tematów, ale dzięki podkładom z tego śniegu jakieś zawilce przebijają. Trochę jak w "Big Yellow Taxi" Counting Crows – często w refrenie następuje wielkie oczyszczenie, jest tak już w otwierającym album "Yesterday", czy kolejnym "Sunny Duet". Zdecydowaną większość utworów urozmaicają featuringi: singlowe "Diddy Bop" byłoby raczej mdłe, gdyby nie hooki Cam O’bi. Podobnie jest w przypadku "All I Need", gdzie hookami strzela Xavier Omar, a Noname odpowiada Beatlesom, że rzeczywiście tej miłości potrzebuje. Dalej na trackliście mamy "Reality Check" czyli hołd dla Yeezusowej filozofii. "Casket Pretty" z wsamplowanym śmiechem dziecka już zwiastuje aborcyjny temat z "Bye Bye Baby", tak jak i "Forever" rozpoczynające się odgłosami dzwoneczków znad niemowlęcego łóżeczka. Wreszcie finałowe "Shadow Man" z gospelowymi elementami, w którym artystka ostatecznie rozprawia się ze swoim dawnym pseudonimem.

Telefone to taki śmiech przez łzy, kiedy budzisz się w tym samym beznadziejnym życiu, ale mimo to słowiki ćwierkają. Wychodzisz na łąkę i jak księżniczka Fiona zaczynasz z ptaszęciem śpiewać, aż ten wychodzi zdecydowanie poza swoją skalę i najzwyczajniej pęka z wysiłku, a ty czujesz się trochę winny, że w zasadzie sam go do tego skłoniłeś. Może Noname bez poczucia winy przeskoczy jeszcze Chance’a.

Agata Kania    
19 września 2016
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie