RECENZJE

Nite Jewel
One Second Of Love

2012, Secretly Canadian 6.7

KBM: Po pierwsze, one second of love to trochę mało. Dalej, głos eksperta od Ramon podpowiada mi, że charyzma nadejdzie z innej strony. Ekspresja niby wycofana, ale na pozycje mainstreamowe. A łatwość, z jaką przyjmuje się te kompozycyjnie zgrabne i produkcyjnie zadbane piosenki, wywołuje nastroje prawicowe. Cóż, jeśli o nite jewels mowa, bardziej intrygują mnie okoliczności, w jakich gubi się po nocach kolczyki, niż zabiegi, jakim poddano pasaże synthów na nowym krążku Nite. Bo czy w końcu mówi się: lepiej z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć? Fakt, tajemniczy urok gdzieś zwietrzał, ale szczęśliwie, nad ranem Ramona wciąż daje radę.

JW: Koniec z pościelową pajęczyną szumów, śnionego planktonu granulkowych pejzaży i puchowego ciepełka. Ramona Gonzalez na swoim sofomorze dokonuje spektakularnej wolty stylistycznej, wyskakując z wyciągniętej piżamy i wciskając się w stylowe vintage ciuszki. Zamiast onirycznych półbajań otrzymujemy zestaw starannie wyprodukowanych, dokładnie wypolerowanych brzmieniowo tracków oscylujących gdzieś między estetyką stonowanego chamber popu a motoryką przestrzennego, niebanalnego rytmicznie smooth-r'n'b spod znaku Sade. Całość składa się na album równiejszy od debiutu, ale wciąż pozbawiony przebłysków geniuszu w rodzaju wyłącznie singlowego ''Want You Back''. Tajemnicą pozostaje też stylistyczny twist piosenkarki; na tym etapie kariery Ramonie trudno łamać One Second Of Love jakiekolwiek przyzwyczajenia fanów, a te, bądź co bądź smętne, wciśnięte w obcisły gorset, późno-ejtisowe introspektywne szkice mają dzisiaj mniejszy potencjał komercyjny od arielowych odjazdów. Tak czy owak – wyszło bardzo ładnie, aczkolwiek blisko czterdziestominutowa tracklista w swojej drugiej połowie nieco obniża loty.

PM: Nietrudno było się domyślić, że backlash względem muzyki "pamiętanej z dzieciństwa przez mgłę" nastąpi prędzej czy później w postaci dźwięków "świadomie słuchanych w liceum". Jako zapalony kolekcjoner płyt, DJ i (okazjonalnie) krytyk, Gonzalez śmiało wychodzi naprzeciw mainstreamowi lat dziewięćdziesiątych (which is soooo 2012), równocześnie nie tracąc punktu zaczepienia w starszych nieco królestwach synth- i sophisti-popu. Retro w wykonaniu Nite Jewel jest jednak niczym post-modernistyczny paradoks czasoprzestrzenny, filtrując całą nagromadzoną nostalgię przez sito świeżej, pachnącej folią technologii. Śmiem twierdzić, że w hi-fi jednak bardzo jej do twarzy – zaskakuje wręcz skala głosu, nagle uzewnętrznione umiejętności wokalne czy wyczucie produkcyjnego szyku. A gdy do popisowego brzmienia dochodzą sensowne piosenki, jak na przykład rześko-sentymentalny "Memory Man" lub powiew rwącego r'n'b w "Autograph", nowe oblicze Gonzalez prezentuje się równie niekonwencjonalnie i orzeźwiająco, jak "Want You Back" trzy lata temu.

MH: Ja nie dostrzegam jakiejś spektakularności zmiany stylistycznej. Od debiutu odbywało się to płynnie z kluczowym Am I Real? EP po drodze. Nasuwające się za sprawą otwierającego krążek "This Story" oraz singlowego "She's Always Watching You" porównanie do St.Vincent jest wskazane o tyle, że ukazuje jak można oprzeć się swoistemu wyrachowaniu i, rzekłbym, kindersztubie, jaką nieraz narzuca się kompozycjom przez chamber popową aranżację. Nite Jewel jednak ciągle jest bardziej sypialniana niż teatralna. I słysząc "Mind & Eyes" lub "Memory Man" ciągle doszukuję się tu powinowactwa odczuwania z drużyną Ariela Pinka - tym razem z jej ostatnim, wyleczonym z lo-fi dziełem. Ramona Gonzalez może zbyt asekuracyjnie, bez eksperymentu i dziwactw, ale chyba właśnie dzięki temu unikając manieryzmu, klei klasowy bedroom pop album. Ewokuje zaledwie jedno przeciągłe ziewnięcie ("No I Don't"), lecz ogólnie pobudza zmysły tym zapomnianym zapachem jedynego słusznego Coccolino.

Karolina Miszczak     Jakub Wencel     Patryk Mrozek     Michał Hantke    
10 marca 2012
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy