RECENZJE

Niemen
Spodchmurykapelusza

2001, Pomaton EMI 0.0

Uwaga: powrót jednego z najważniejszych artystów w historii polskiej muzyki, żywej legendy i pomnika narodowego zarazem, postawił nas do pełnej gotowości. Zdecydowaliśmy, że sytuacja wymaga rozwiązań nieszablonowych. Każdy z nas napisał swoją część i wystawił płycie ocenę. Później fragmenty połączyliśmy w jeden tekst, a z not pojedynczych wyciągnęliśmy średnią, która dała ocenę końcową. Tak oto powstała ta wyjątkowa recenzja.

"Podtrzymuję nadal stwierdzenie, że ładne piosenki, jakie miały powstać, dawno powstały. Dlatego nie podejmuję się samooceny" – Czesław Niemen, wstęp z książeczki do płyty.

Spodchmurykapelusza jest absolutnym fenomenem. Ten krążek po prostu wbija w ziemię i nie daje się podnieść. Czesław Niemen, legenda polskiego rocka, jak sam utrzymuje, nigdy nie był konformistą. On po prostu chce robić swoje. No i robi. Tak jak planował, stworzył płytę totalnie niekomercyjną, inną niż wszystkie. Paraboliczne teksty wzorowane na twórczości Kamila Cypriana Norwida, niekonwencjonalne brzmienie instrumentów, wzniosły, patetyczny ton. Każdy z dwunastu utworów jest wyjątkowy, dopieszczony w najmniejszych szczegółach. Czemu się tu jednak dziwić, w końcu muzyk sam napisał, nagrał, zaaranżował i zmasterował całą płytę. Czesław Niemen przyznał w jednym z wywiadów, że Spodchmurykapelusza nie wyczerpuje jego energii i pomysłów, których starczyłoby na wyprodukowanie jeszcze jednego albumu. Ależ panie Czesiu! Nie podejmuj się samooceny, nagrywaj!

Czesław Niemen żyje już we własnym czasowymiarze. W świecie Mistrza główną postacią i muzycznym zbawcą wszechświata jest oczywiście on sam. Tworzy on bowiem płyty nowatorskie, trudne w odbiorze, skomplikowane. Ale nie tylko jest Czesław Niemen genialnym kompozytorem i wokalistą, także wielkim poetą. Co tu dużo mówić, pan Czesław jest po prostu doskonały. Wszystkich, którzy myślą inaczej uznajmy za niepełnosprawnych debili. Tych intelektualnie sprawnych, podzielających zdanie Niemena na swój własny temat, można w ostateczności zaszczycić rozmową. Ech, w dzisiejszym materialistycznym świecie nikt nie rozumie wielkich idei, wielkiej sztuki. Dlatego radio serwuje nam papkę, pozbawiając ludzi praktycznie wszystkiego co w ich życiu cenne, a więc poznawania tego co w ubiegłym roku wykluło się w głowie cudownego Artysty.

Jednak konfrontacja dwóch rzeczywistości – świata realnego i sfery urojeń Niemena – mogłaby wypaść dość brutalnie dla autora Spodchmurykapelusza. Powstrzymam się przed tym także dlatego, że jak będę kiedyś wypełniał formularz Prousta dla pisma "Wysokie Obcasy", to w rubrykę "ulubiona postać życia codziennego" zamierzam wpisać Czesława Niemena. Trudno to wyrazić, ale ten pan potrafi dostarczyć mi tyle rozrywki swoimi "wierszami", felietonami i disco-polowymi piosenkami pokroju "Jagody Szaleju", że będę mu za to dozgonnie wdzięczny.

Niemena Pamięci Żałosny Rapsod. Och, dlaczegóż tak zniewalająca aura twa. Opatrzność wskazując Twój cień rodzi mech na głazie. Motyl podfruwając wysoko złamał sobie skrzydełka. Pan Czesław zamiast zająć się ondulacją, krzywieniem rond i moczeniem nóg, atakuje odbiorców muzyki progresywną midiktroniką. Z jednej strony to największy kabaret, jaki słyszałem od dłuższego czasu. Powodem ubawu jest artystyczna hermetyczność produkcji pana Czesia, która wzbudza szyderczy śmiech. Z drugiej jednak strony, gdzieś w tle, przywalony grafomaństwem, daje się odczuć niezaprzeczalny talent wokalny harnasia znad Niemenu. Niestety prymitywna warstwa muzyczna, nie przystająca do dzisiejszych czasów, zwyczajnie razi i tragicznie bawi. Konkluzją do albumu może być refleksja na temat: "Co powiedziałby Squarepusher o nowej płycie Niemena, a co Niemen o ostatniej płycie Squarepushera...?". Śmieszne to niewątpliwie.

Czesław Niemen to nie byle kto, więc chyba nikt się tego po jego nowym albumie nie spodziewał. W końcu jednak to nadeszło. Uderzyło w nas z wielką i nieporównywalną do niczego siłą. Wątpię, by był człowiek, który przetrzymał by takie natarcie. Taki opis może dotyczyć płyty albo fantastycznej, albo niestrawnej. Tym razem jest to opcja numer 2... Bum-cykcyk-bum-cykcyk. Tratatatata. Umcy-umcy-bum, umcy trach, umcy-bum. Tak mniej więcej wyglądają podkłady na najnowszej płycie Czesława Niemena. Lepsze ma w swoim dorobku Voyager, o Shazzie nie wspominając. Czasy midi minęły (jeżeli w ogóle kiedyś były...). Jak widać nie wszyscy zwrócili na to uwagę.

Teksty. No cóż, są takie, jak wiersze autorstwa Niemena. Nadumane, ohydnie kaleczące język, kiczowate, bezsensowne. Czy może być gorzej? Melodie. Hm. Nie, nie mogę o nich pisać. Zdaje się, że nie ma o czym! Od pierwszych taktów Spodchmurykapelusza narażeni jesteśmy na niebezpieczeństwo dostania szału. Co bardziej porywczy mogą użyć wobec płyty (albo gorzej: wobec niczym nie zawinionego sprzętu) siły. Każda z tych dwunastu piosenek to cios nie tylko w słuchacza, ale i w Niemena. Jak on mógł podpisać się pod takim czymś???

"Piosenki" z tej płyty to twory bezkształtne, prymitywne, nieznośne. Wszystkie to przerost formy nad treścią. Coś niewyobrażalnie kiczowatego, denerwującego. Niemen gdzieś się w tych swoich (niegdyś trafnych) wizjach zaplątał. Straszliwie zaplątał... Życzę mu wyjścia z tej matni myślożerczoniszczącej. Dla jego ale i przede wszystkim naszego dobra. Nie lubię krytykować tak ostro, ale... uznałem, że w tym wypadku trzeba to zrobić. Trzeba ostrzec ludzkość, by nie zapuszczała swych dźwiękopochłaniarek niezmiernie zgrabnych na arenę Spodchmurykapelusza. Nie warto się katować!

To, co stało się z Niemenem, wystarcza, bym odczuwał teraz silny ból głowy każdego dnia. Ból jest tym silniejszy, że uważam pana Czesława za twórcę wybitnego, jednego z niewielu polskich wykonawców światowego formatu. Gdy pierwszy raz usłyszałem "Dziwny Jest Ten Świat", poczułem na plecach ciarki. Padam na kolana przed fantastycznym albumem Niemen Enigmatic, który uważam za absolutne mistrzostwo świata. I nie wiem właściwie, co tu powiedzieć. Spodchmurykapelusza załamuje, przygniata, pozostawia w bezsilności. Zakończył się pewien etap. Wieloletni proces degradacji wielkiej osobowości, który obserwowałem z niepokojem (choćby wspieranie kampanii wyborczej AWS) sięgnął na nowej płycie zenitu. Głupio mi, czuję się nieswojo. Chciałbym, by zawartość Spodchmurykapelusza była tylko nieudanym żartem, pomyłką. Niestety, wypowiedzi samego autora wskazują, że jest dokładnie odwrotnie. Głębiej chyba nie da się już zejść.

Redakcja Porcys    
10 kwietnia 2002
BIEŻĄCE
ObjektCocoon Crush
1975A Brief Inquiry Into Online Relationships