RECENZJE

Niechęć
Niechęć

2016, Wytwórnia Krajowa 7.1

Chociaż w ciągu czterech lat od ukazania się Śmierci W Miękkim Futerku zespół nie wydał żadnej płyty, w materiałach prasowych napisano, że nowy album grupy jest trzecim już longplayem – drugi miał podobno po prostu trafić do kosza. Niezależnie od tego czy jest to prawda, czy też ma to być żart związany z "syndromem drugiej płyty", sam eponimiczny tytuł sugeruje dążenie do zdefiniowana na nowo muzyki Niechęci (symptomatyczne zresztą, że na trackliście poprzedniczki najlepiej odnalazłby się chyba "Srebrny Strzał", który jest tutaj umieszczony jako utwór bonusowy).

Nowy krążek jest przede wszystkim bardziej spójny. Nie brzmi to jak zestaw niepowiązanych ze sobą samodzielnych kompozycji, a stanowi raczej połączoną nastrojem i rozbudowaną wypowiedź. Słychać inspirację muzyką filmową, a poszczególne fragmenty można sobie wyobrażać jako audialną ilustrację jakiegoś eksperymentalnego (i najlepiej czarno-białego) obrazu. Wynika to z właściwej płycie nieokreśloności. Kojarzące się z twórczością Niechęci chwytliwe motywy roztapiane są w gęstym, doprawionym elektroniką wywarze, a kłęby knajpianego dymu zostały rozrzedzone chłodnym podmuchem surowej energii. Charakterystyka ta pasuje szczególnie do czterech utworów skomponowanych przez odpowiedzialnego za fortepian i syntezatory Tomasza Wielechowskiego. Już na początku (czyli w "Końcu") po niepokojącym wstępie z bezczelnością wkracza dynamiczny riff – podobnie jak na debiucie, sporo tu jednoznacznie rockowego groove’u.

Mnie najbardziej przypadły jednak do gustu te momenty, w których zespół zaskakuje w największym stopniu, wyłamując się z jazz-rocka w stronę malujących dźwiękiem, jakże różnych, a jednocześnie z podobną intensywnością naładowanych emocjami, numerów. Mam na myśli "Echotony" i "Krew". Pierwszy z nich, który spokojnie mogę nazwać swoim osobistym faworytem, wprowadza ambientowy temat i chwyta za gardło łkającymi nutami saksofonu i nostalgiczną wiolonczelą. Gdyby kawałek zakończony został zaskakującym gitarowym fragmentem, to pisałbym o rozganiającym chmury słoneczku, ale powracający lament sprawia, że całość przypomina raczej rozpamiętywanie jakiejś dawno minionej i nie mającej się już nigdy powtórzyć radosnej chwili. "Krew" z kolei przeciwstawia sobie dziko wijący się saksofon i powściągliwą melodię fortepianu, by złączyć je w boleśnie ekstatycznej kulminacji. Panie Strawiński, ja rozumiem, że muzyka sama w sobie jest asemantyczna i tylko my przypisujemy jej znaczenia czy uczucia, ale proszę to powiedzieć tym eksplozjom. Jest to ponadto przykład kompozycji, w której zarysowuje się również swoista obrzędowość materiału: z jednej strony czuć wolność z jaką rozwijają się partie instrumentów, z drugiej sekcja rytmiczna tworzy dla tych muzycznych bachanaliów wyraźnie zarysowaną granicę, a powtarzające się nieubłaganie frazy (w takim np. "Widzeniu") mają w sobie coś z obsesyjnego rytuału.

Niechęć to płyta dojrzewającego zespołu – nie czująca potrzeby instrumentalnych popisów, a skupiona w większym stopniu na synergii i tworzeniu koherentej tkanki dźwiękowej. Jeśli miałbym opisać, czego życzyłbym sobie od kolejnego krążka, to byłoby to pewnie jeszcze głębsze eksplorowanie tych mniej oczywistych inspiracji i postawienie na jak największy eklektyzm, tak jak miało to miejsce w chociażby opisywanych wyżej "Echotonach". Jak na razie wychodziło im to bardzo dobrze i kolejny krok w tę stronę powinien przyczynić się do dalszego rozwoju grupy.

Piotr Ejsmont    
13 kwietnia 2016
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja