RECENZJE

Niechęć
Niechęć (EP)

2010, self-released 6.9

ŁŁ: Hasło "skrzyżowanie Johna Coltrane'a i Joy Division" to nośna formuła, ale poszukałbym innych odniesień. Gęstniejące struktury przywodzą na myśl post-rock, wszystko spięte jest aurą soundtrackowości (jak w otwierającym "Taksówkarzu", jak już mówiłem: seriale "Zmiennicy" czy "07 Zgłoś Się" goszczą, choć ja bardzo słabo znam "Zmienników"). Początek płyty jest zresztą najmocniejszy w tym wszystkim, nie przypadkiem "Taksówkarz" i "Etanol" znalazły się na MySpace. Gdyby ten poziom (plus znane już wcześniej, równie znakomite "Mojry") udało się utrzymać do końca, mielibyśmy do czynienia z solidnym kandydatem do najlepszej EP-ki roku. Warto pokombinować i zdobyć ten albumik, bo tak urzekających rzeczy jak "Etanol" można słuchać, na dobrym sprzęcie, z fajnymi słuchawkami, w nieskończoność. To mocno zabawne, ale najlepsze polskie indie fundują nam ostatnio głównie jazzmani.

KM:

Drodzy Czytelnicy, nie popełniajcie błędu Anki i Gośki. Nauczmy młode pokolenie doznawać przy dobrej muzyce.

MJ: Jest coś dziwnie późnodavisowskiego w tym temacie z "Etanolu". Nie wiem, może po prostu Niechęć jest klasycystyczną odmianą Jazzpospolitej, tylko, że to najwyżej taki naciągany klasycyzm, czyli od Speak No Evil w górę, podtapiany później psychodelicznym rozmyciem. W każdym razie panowie mają wszystko na miejscu (?), żeby z frazowania McLaughlina zrobić coś, co spokojnie mogłoby być dronem. Brawa dla pana Błaszczaka w tym miejscu za złowieszcze pasaże gitary. A to tylko taki detal, bo unikalność płyty polega przede wszystkim na przepoconych acz trzymających fason relacjach kontrabasu z fortepianem. Nowakowski momentami dyktuje napięcie sprawniej – leniwiej, też – niż w macierzystej formacji. Ale serio. Podskórne rzężenie i ekspercka urokliwość mniej więcej wyczerpują temat. Póki co.

FK: A tak już zupełnie serio, to Niechęć (przekozacka nazwa, o wiele lepsza niż tytuł Czy Jest Tu Piekło?, sądzę), stanowi brakujące ogniwo między muzycznymi ledwo-indie-tłukami i elitarnym jazzmaństwem, co wspomniana przez ŁŁ etykieta ogólnie oddaje. Kawałki nie za długie, nie za bardzo kombinowane, oparte na gęstych dialogach instrumentów. Do prostactwa pierwszego Kultu – najprostsze skojarzenie pierwszych dźwięków "Taksówkarza" – tutaj też daleko, ale nie na tyle, by mnie nie zainteresować. Ja zgadzam się, że Jazzpospolita miażdży erudycją, ale centrowość Niechęci może zainteresować dwie duże grupy elektorskie. A stąd już prosta droga – przy odpowiednim doborze spin-doktorów – do miażdżącego poparcia i możliwości samodzielnego dyktowania warunków.

Krzysztof Michalak     Mateusz Jędras     Łukasz Łachecki     Filip Kekusz    
12 lipca 2010
BIEŻĄCE
SZACtrl
Saint EtienneHome Counties