RECENZJE

Nicole Scherzinger
Killer Love

2011, Polydor 3.8

Dochodziła siedemnasta, za oknem panowała typowo włoska, wiosenna pogoda. Słońce powoli zaczynało skłaniać się ku zachodowi, pojawił się lekki wietrzyk od strony południa, a na obrzeżach Genui dominowała już wszechogarniająca błogość. Robert Kubica westchnął i opadł z powrotem na łóżko. Chociaż przyzwyczaił się już do spania na plecach, to wciąż odczuwał w związku z tym pewien dyskomfort. Ale to i tak nic przy nudzie, której zaczął ostatnio doświadczać. Znajomi, widząc, że najgorsze już za nim, przestali pojawiać się tak często jak kiedyś, nie mówiąc o innych gościach. Pielęgniarki wchodziły tylko z posiłkami, lekarze też mieli już dosyć humorów naszego rodaka a dziennikarze w ostatnich dniach byli zajęci innymi sprawami i trudno im się dziwić. Chociaż do pełnej sprawności kierowcy brakowało wciąż sporo, to z ostatnich opinii ekspertów można przypuszczać, że powrót Roberta na tor zdaje się być czymś jak najbardziej realnym.

Z zamyślenia wyrwał Kubicę dopiero dzwoniący telefon.
– Taak, słucham?
– Cześć Robert, Lewis Hamilton z tej strony… Jak się trzymasz, ziom? – usłyszał Polak w słuchawce.
– O stary, nie uwierzysz, ale czekałem na twój telefon! Ze mną coraz lepiej, rehabilitacja przebiega zgodnie z planem, zacząłem już lekkie ćwiczenia, więc przynajmniej się nie nudzę… Żartuję, słabo jest, przesłuchałem wszystkie nowe płyty, skończyłem oglądać Community, od czytania już mnie mdli. A właśnie! Oglądałem ostatnie GP, czemu tak słabo ci poszło?
– No co ja poradzę na tych mechaników, przecież sam sobie nie będę kół zmieniał w pit-stopie… – westchnął Hamilton.
– Zawsze możesz zatrudnić Nicole, z jej ambicją to pewnie szybko się nauczy i będzie rozstawiać wszystkich po kątach – zaśmiał się Polak.
– Kurwa ziom, nie żartuj tak nawet… Mamy teraz sądne dni, codziennie odwlekam powrót do domu tak bardzo jak tylko mogę… Dramat trochę, w końcu ile razy można jeździć po treningu na myjnię moim Porszakiem? Już mi lakier zaczyna odłazić na masce…
– Uuu, to współczuję, ale o co właściwie chodzi? Co ją ostatnio ugryzło? – spytał Kubica.
– Właśnie, przecież to wszystko tak naprawdę twoja wina – stwierdził tonem nie znoszącym sprzeciwu kierowca McLarena.
– Moja? Przecież ja z Nicole ostatni raz to rozmawiałem jeszcze przed wypadkiem, wtedy u was na grillu… I pilnowałem się wtedy, naprawdę!
– No tak, ale pamiętasz jak rozmawialiśmy parę dni temu? Wysłałeś mi w mailu linka do tej recki Toro Y Moi na tym, no… Jak temu diabłu było, cholera… – zamyślił się Brytyjczyk.
– Ale co, o Porcys ci chodzi? Fajna recka przecież! – dopowiedział Polak.
– No tak, ucząc bawi, ale z tym to nie problem. Dzisiaj rano wrzucili recenzję Killer Love… – Hamilton zawiesił głos.
– Ale o co chodzi? Przecież ile razy o tym nie rozmawialiśmy to mówiłeś, że będzie zajebisty album! – zdziwił się Kubica.
– Stary, ale to było dwa lata temu, wtedy, kiedy miał się inaczej nazywać i kto inny miał go robić! I inne piosenki były, noo… Fakt, Nicole puściła mi wtedy parę tych utworów, ale w sumie szkoda że to zrobiła, prawie się przez to rozstaliśmy… Nie wiem jak ona mogła mnie posądzać kradzież tego pendrive'a, co, ja nie mam nic lepszego do roboty? Przecież to jakiś absurd! – obruszył się Lewis.
– Taa, coś pamiętam, czym to się w ogóle skończyło?
– Musieliśmy zwolnić naszą gosposię, Conchitę. Niby Nicole znalazła pendrive'a z tymi nagraniami po tygodniu w którejś szufladzie, ale wiesz, niesmak pozostał.
– Nie no, jasne, ale wróćmy do meritum – co z tym Porcys, co napisali? – Kubica starał się naprowadzić rozmówcę na właściwy temat rozmowy a w międzyczasie postanowił odpalić laptopa i przekonać się na własne oczy o czym opowiada kierowca McLarena.
– Wiesz, już jak zobaczyłem, że Nicole odpala Google translatora, to wiedziałem, że jest niedobrze, ale jak wysłała mnie do sklepu po fajki, to wtedy tak naprawdę zdałem sobie sprawę z powagi sytuacji… Ziom, przecież ona od siedmiu lat nie pali! Ale przysięgam, nie miałem wyjścia, żebyś widział jej wzrok… Jak wróciłem to od razu wyrwała mi paczkę i wyszła na taras gadać z RedOnem przez telefon. Ja w tym czasie szybko prześlizgnąłem się do pokoju i rzuciłem okiem na tę reckę. No i stary, nie jest dobrze. Bartosiak, wiesz, ten młody od chillwave'u, irytował się na toporną produkcję i ganił się za naiwność. Że, wiesz, tyle lat czekasz na płytę tej… A ona tu z tym trollem… To chyba jakiś in-joke, nie do końca załapałem, może potem mi wyjaśnisz, nieważne. W każdym razie RedOne'owi dostało się jeszcze mocniej, głównie za te "tępe klubowe bangery bez hooków" i za to, że "jego piosenki, jak hamburgery w McDonalds, niczym się ostatnio od siebie nie różnią"… Poza tym zżymał się na te ślady jodłowania w "You Will Be Loved" i wykpił cwaniactwo StarGate, którzy w "Wet" "twórczo" odtworzyli swoje dokonania z "Only Girl In The World"…
– Ale wiesz, chłopak ma chyba sporo racji. Jak na 4 lata czekania to ta płyta przecież dupy nie urywa... – wtrącił Kubica, który nie dalej jak przedwczoraj słuchał Killer Love i nie miał na temat tej płyty najlepszego zdania.
– Ziom, ja tam się nie znam na tej współczesnej muzyce, mówiłem ci przecież, że moja wiedza kończy się na ostatniej płycie XTC…
– Tak, pamiętam, mówiłeś żeby dać ci znać jak będą robić Wielką Grę o nich, hi hi. W sumie dobrze że wywołałeś ten temat. Co z "Super Villain"? Czemu na tym albumie nie ma takich piosenek? – spytał Polak.
– Znasz Nicole, to perfekcjonistka. Cholerna p-e-r-f-e-k-c-j-o-n-i-s-t-k-a. Dejnarowicz kiedyś coś pisał o Wilsonie w spódnicy i w sumie niewiele się pomylił, bo jeśli idzie o ten produkcyjny pietyzm to wiesz, ona potrafiła siedzieć w studiu trzy tygodnie nad jedną piosenką, bo jakiś dźwięk jej nie pasował w mostku… Wiesz, ona mi wielokrotnie opowiadała o tym koncepcie. Ta płyta miała rozsadzać słuchaczom membrany swoim eklektyzmem, każda piosenka miała się od siebie znacząco różnić i puszczać oczko w kierunku fanów innej muzycznej ligi. Właściwie to ten album powstawał trzy razy, za każdym razem miał inną tracklistę i za każdym razem coś było nie tak. Raz już prawie mieliśmy dać to do tłoczenia, ale w ostatniej chwili Nicole postawiła veto. Wiesz, koniec końców ona chciała wyciągnąć to co najlepsze z współczesnego electro, teen-popu, house’u, eurodance’u i szantów, stąd ten pomysł ze Stingiem… Zrobić z tego wszystkiego taką zabójczą mieszankę…
– Właśnie, z tym Stingiem… – wtrącił się Kubica – Poważnie, Lewis, O CO CHODZI? Jak wy go zaciągnęliście do studia? On widział kiedyś Nicole, wie co ona gra, jak wygląda?
– I tak, i nie – stwierdził zmieszany Hamilton – Wiesz, na jakiejś premierze poznałem kiedyś Guya Ritchiego i przez niego się dogadaliśmy z Gordonem, bo on kiedyś tam grał u niego w filmie… Powiedzieliśmy mu, że chodzi o piosenkę na składankę Pomóż Ziemi i był kupiony. On tam siedzi na tej swojej wsi, nie ma telewizora nawet a my mamy sporo kasy, dodaj jedno do drugiego…
– Jasna sprawa – przerwał Brytyjczykowi Kubica – Ale wiesz, znając ambicję Nicole to jednak nie mogę wyjść z podziwu, że ona zdecydowała się to wydać. Przecież to brzmi tak płasko… W dodatku to nastawienie na wiksę… No nie ogarniam za bardzo, przecież to zupełnie nie ona. I ten ostatni numer to chyba jakieś żarty? Nicole i pianino? Co, Regina Spektor czy Fiona Apple jej to podrzuciły? Nawet nie o to chodzi, że brzmi to źle, bo jest całkiem spoko, ale przecież to zupełnie nie jej repertuar, nie mówiąc o tym, że do tych baunsów RedOne'a w ogóle nie sposób tego przyłożyć… Teraz czytam tak tę recenzję i dobrze tam Bartosiak napisał, że "eklektyzm jest czymś pożądanym kiedy stanowi naturalną wypadkową szerokich zainteresowań artystycznych, natomiast zabawy Nicole na Killer Love wyglądają potwornie sztucznie i chwilami wręcz tandetnie".
– No to ogólnie mądry chłopak jest, będą z niego ludzie – przyznał Lewis – Tym niemniej stary, ja tu mam piekło w chacie. Wiesz przecież czym kończą się takie recki na Porcys. Ten Perfume Genius podobno przestał w ogóle wychodzić z domu, Rebece Black niedawno przepisali antydepresanty, nie mówiąc o Niwei... Nie mogli odpuścić tego tematu? Tyle jest tych płyt teraz, ech…
– Ja tam ich rozumiem. Co, po tylu latach czekania mieli przemilczeć tego kasztana? Widać że znasz ich od niedawna. Zresztą 3.8 to u nich ledwie mizeria a nie jakiś epicki pojazd, nie przesadzajmy… Jak na płytę, na której słychać Enrique Iglesiasa i Stinga to nie ma tragedii – trzeźwo zauważył Kubica.
– Taa, weź i jej to powiedz… Oho, znowu drze ryja, muszę kończyć, powiem, że matka mi się rozchorowała i muszę jechać ją odwiedzić, przecież to jakaś masakra co ja tu się z nią mam ostatnio…
– Dobra ziom, to wiesz co, mam taką małą prośbę jeszcze na koniec – nieśmiało zagaił Kubica.
– Dajesz, ale szybko – ponaglił Brytyjczyk.
– Bo wiesz, leżę i nie mam co robić… Teraz, jak już jest po wszystkim, to wyślesz mi tę demówkę Her Name Is Nicole? Wiesz, tę z bitami od Neptunes, Dr’a Luke'a i Kurstina o której tyle mówiłeś…
– Normalnie to bałbym się tej baby, ale teraz to chętnie jej na złość zrobię. Zapodam ci jeden z trzech egzemplarzy tego cacka po najbliższym GP we Włoszech, ale to zostaje między nami. Ciao! – Hamilton skończył rozmowę.

Robert Kubica, na tyle, na ile to było możliwe, rozparł się wygodnie w swoim szpitalnym łóżku i włączył telewizor. Wybiła piąta, na TVN właśnie zaczynał się kolejny odcinek Sędzi Anny Marii Wesołowskiej.

Kacper Bartosiak    
12 kwietnia 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie