RECENZJE

New Pornographers
Twin Cinema

2005, Matador 7.9

Szeroko hype'owane ostatnie osiągnięcie kolektywu z krainy nad Stanami stojącej nabyłem od razu (od razu po przypomnieniu, że do premiery doszło beze mnie). I plakat, mimo że jego funkcją jest tylko rozszerzenie w przestrzeni artworkowej strony albumu, wisi obok ściany. (To miał być łącznik między wstępem a starterem ewaluacji. Cóż, konkretnych przykładów nie będzie. Fabułę strukturalną pozostawiam dziewiczą dla waszych tych.) Natomiast, co ciekawe, Twin Cinema to raczej liga pierwszej niż drugiej płyty Pornosów, dokładnie tam, gdzie "rewelacyjne" przechodzi w "fenomenalne" na skali ocen ustanowionej przez tubylców. I co z tego, że songwriting momentami nie przekracza 7.5, skoro rekompensują to momenty dziewiątkowe (to mnie kiedyś zabije, btw) i timelessowość (vide "evergreenyzm").

Teoretycznie ciągle po staremu, the power and blood will pulse through your song, tylko że mamy do drobnego czynienia z bardziej kombinującym Newmanem. Miast katować temat przewodni kawałka, znęca się nad frazami pobocznymi, pracując średnio na trzech płaszczyznach motywów w obrębie tracka. Nie jest to jakiś sataniczno-paniczny nawał, ale nudno tam raczej wątpię. Rozwój otwieracza już po dwóch minutach wymiata, wraca do początku, wymiata, prowadzenie jakie lubisz. A "Bones Of An Idol" na przykład mógłby istnieć w podręcznikach piosenkopisarstwa jako przykład w rozdziale o narracji w gitarowym popie. Na całej rozciągłości jest zresztą książkowo, szeroko, przeciwieństwo ubóstwa aranżacyjnego zapewnia lista trzynastu osób biorących udział w przedsięwzięciu, zaciągających próbki brzmieniowe od klasyków popu. Jest soczyście, jest gęsto, jest mocny pod względem konstrukcji "Jackie, Dressed In Cobras", "there's a kid going insane over heeer, man, insane over her". Rozpoczyna się mocarnie, ale wyłania nam się Bejar na mikrofonie, potem werbalizując: "Something in the way she moves that shouldn’t be allowed", oraz breaki, jakiś mostek, Dan również w dobrej formie jest. (Newman w lepszej, śmiem twierdzić, jako dowód: drive w "Sing Me Spanish Techno". "Pushing my laaazyy cells". Jak wycinki sprzed czterech dekad.)

Z kolei ekshibicjonistycznie: w "Use It" gdzieś od 1:47 zaczyna się póki co dla mnie motyw roku. Pewnie na tym się skończy, bo komu potrzebne jakieś drobienie pana Dahle, który uderza konkretnie, by czasem powiększyć dziury i odstępy. A tempo przecież wystarczające, przyspieszenia werbli niby niepotrzebne. Neko nałożona na A.C., A.C. na Neko. Tam zaraz po "toooooniiiiight". Dobranoc, misie kolorowe. Harmonicznej przyjemności "Falling Through Your Clothes" niewiele się równa w 2005. Akustykiem zaczynająca się ballada (uh) "The Bleeding Hart Show" po minucie komplikuje się na tyle, na ile nie potrafię ogarnąć, organowy pattern przy wyeksponowanych werblach (skądinąd talerze coraz częściej w cieniu, oszczędne dozowanie drozdyzmu), jakieś zaśpiewy. Wspominałem, że jest ruda? Case wspomagająca wokalnie Bejara i Newmana w ich kompozycjach to najlepsze momenty tutaj-tytaj. Jak jej użyli w "These Are Fables"! "Tak wam jeszcze nie śpiewałam." Ach. "Masz tu killera i pokaż im, bejb." (Trochę z solowego krążka, jakby.)

A to dobry materiał jest. Lepszy niż wszystko co jarałem do tej pory w tym roku. Jeśli jednak nie uważacie, że New Porns nie nagrali żadnej słabej piosenki, odejmijcie pół od oceny.

Mateusz Jędras    
16 września 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja