RECENZJE

New Pornographers
Challengers

2007, Matador 4.8

Przykro mi to mówić, ale po raz pierwszy w przypadku Kanadyjczyków poziom miałkości niemal wszystkich utworów, które raczyli zaprezentować, przekroczył granicę poniżej której jest już tylko płacz i zgrzytanie zębów. Niebywałe, ale nawet obecność Mistrza Dana nie była w stanie tego zmienić. Tak sobie myślę, czy oni naprawdę nie mogli spokojnie usiąść z Case i Newmanem, i pokomponować z nieco większym zaangażowaniem? Nie kumam co się stało się, że Bejar rok temu jako żywo wymiótł wspaniałym Destroyer’s Rubies, a teraz wraz z ekipą wystawia swych wiernych zwolenniczaków (czyli nas) na bardzo ciężką próbę cierpliwości. Co prawda, już od znakomitego skądinąd Electric Version zaczęła się powolna dewaluacja New Pornographers (chyba wszyscy to dostrzegliśmy), ale dopiero teraz dzięki kawałkom w stylu "All The Things That Go To Make Heaven And Earth", raptownie sięgnęła ona granicy wkurzania swą słabością. Jeśli macie wątpliwości zapuśćcie sobie dla porównania "okołolistowe" Twin Cinema, a niechybnie zauważycie, że jest miedzy nimi prawdziwa jakościowa przepaść. Względnie dobrze na Challengers wypadają jedynie A.C. Newmanowy opener "My Rights Versus Yours" i Destroyerowy "Entering With Cecilia". No może jeszcze "Go Places" – specjalnie dla Neko.

Kurde, ja naprawdę lubię ten zespół, ale mimo szczerych chęci nie widzę możliwości by tak ubogi zbiorek, nudzących się w połowie średnich pioseneczek, był w stanie kogokolwiek zachwycić. Mnie dla przykładu, obecnie zdecydowanie bardziej od Challengers interesuje polityczna przyszłość Jana Marii Rokity.

Paweł Greczyn    
1 października 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie