RECENZJE

Necks
Unfold

2017, Ideologic Organ 7.2

Miło mi zakomunikować, że Necks świętują trzydziestolecie działalności w przewyborny sposób. Legendy minimalizmu zwyciężają tym, że nie traktują swojego jubileuszu w kategoriach przaśnego benefisu. Abrahams, Buck i Swanton sprawiają wrażenie wyznawców filozofii nieustannej ewolucji. Kiedyś ta chęć wiecznej transformacji wyrażała się w specyficznej strukturze utworów, opartych o subtelne modyfikacje drone'owatych prologów. Obecnie można stwierdzić, że panowie poszli o krok dalej. Nie dość, że ich kompozycje są bardziej dynamiczne niż kiedykolwiek, to jeszcze zostały one opakowane w zupełnie nową, konceptualną jakość.

Zanim zacznę rozwodzić się nad wyżej wspomnianym progresem, muszę jeszcze napomknąć o jednym kluczowym elemencie twórczości Necks, który nie uległ zmianie. Mam na myśli wyjątkową dyscyplinę, jaką odznaczają się muzycy. Unfold to już piętnasty album w karierze zespołu, który od 1989 roku, mniej więcej co dwa lata przypomina o sobie nowym wydawnictwem. Dodajmy do tego niesamowity kunszt pokazywany podczas występów na żywo, a także mnóstwo projektów pobocznych, w jakie jest zaangażowana trójka z Sydney i już wiadomo, że autorzy Hanging Gardens to stuprocentowi profesjonaliści. Ich kariera ma w sobie coś z etosu Williama Faulknera, sumiennie przeznaczającego każdy poranek na przelewanie myśli na papier. Podobnie jak słynny pisarz, grupa koncentruje się na systematycznym samorozwoju i dlatego imponująca ilość dzieł idzie w parze z równie spektakularną jakością. Mozolnie wypracowany kunszt widać też w relacji pomiędzy członkami zespołu. Dialog trzech instrumentów zdaje się być dla nich bardziej naturalną formą komunikacji, niż słowna konwersacja. Dzięki temu, pomimo zakorzenienia w jazzowej improwizacji, dokonaniom Australijczyków nie można zarzucić chaotyczności. Na swoim najnowszym krążku zgrabnie łączą swobodną nieprzewidywalność, z doświadczeniem nabytym podczas wielu godzin wspólnej praktyki.

Artystyczne poszukiwania na Unfold pokazują także nieco odmienione oblicze formacji. Widoczną na pierwszy rzut oka woltą jest zmiana podejścia do prezentowania sztuki. Do tej pory wirtuozi awangardy trzymali się dość radykalnej formy pojedynczego, kilkudziesięciominutowego utworu wypełniającego osamotnioną tracklistę zarówno debiutu jak i większości najważniejszych późniejszych dokonań. Natomiast tym razem rozbili transową impresję na cztery, samowystarczalne części, których unikalny smak, pokazuje wszechstronność twórców. Kolejność odsłuchiwania kompozycji nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Jak widać technika "cut-up" Burroughsa wciąż żyje i ma się dobrze. Podobnie jak czytelnicy Nagiego Lunchu, mamy więc szansę na wykreowanie idiosynkratycznego przeżycia w oparciu o indywidualne preferencje. To oczywiście efekciarski ukłon w stronę pokolenia wychowanego na streamingowych playlistach, ale kto nie podnieca się układaniem idealnej, dźwiękowej sekwencji, ten niech pierwszy rzuci kamieniem.

Kolejna estetyczna metamorfoza jest widoczna w konstrukcji samych utworów. Po trzydziestu latach przyozdobionego subtelnymi wariacjami ambientu, dostajemy pakiet nieco odważniejszych brzmieniowo doznań. Każdy z tych czterech mini-dziełek ukazuje bardziej energiczne oblicze formacji, zbliżające studyjną aktywność do witalności koncertowej. Krótsze kompozycje rozwijają się w znacznie szybszym tempie w porównaniu z godzinnymi monolitami, w jakich do tej pory lubowali się muzycy. "Rise", "Overhear", "Blue Mountain" i "Timepiece" śmielej atakują nasze zmysły niż standardowy repertuar zespołu. Oczywiście podkręcenie poziomu intensywności zabiło nieco hipnotyczny urok, z jakim jest kojarzona nazwa Necks. Bądźmy szczerzy – żadna z tych siedemdziesięciu pięciu minut nie ma w sobie transcendentalności najlepszych momentów Drive By. Mimo to ciężko nie docenić rozmachu nowo odkrytego rytmu.

Unfold to interesująca kontynuacja artystycznej drogi formacji, która przez całą swoją karierę stawiała na dyscyplinę i profesjonalizm. Ich płodność przyczyniła się do wycyzelowania stylistyki, w której stali się liderami peletonu. Na szczęście czempioni o których mowa, nie zadowolili się osiągniętym sukcesem i postanowili nieco odświeżyć proponowaną przez lata formułę. Tak więc najnowsze dzieło Australijczyków należy traktować jako wyjątkowo miły prezent-niespodziankę.

Łukasz Krajnik    
2 marca 2017
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy