RECENZJE

National
High Violet

2010, 4AD 4.9

RP: Zespół The National funkcjonuje w mojej wewnętrznej płytoteczce jako zespół nie schodzący poniżej pewnego poziomu, ale jednocześnie jako zespół rzadko ponad pewien poziom się wznoszący oraz nie obiecujący niespodzianek i innych gruszek na wietrze (efekt zmęczenia). Solidność, polityka. High Violet w żadnym wypadku nie zawodzi, ergo: nie zaskakuje. Przynosi kolejną porcję przewidywanych hitów koncertowych – obstawiam w toku trwania albumu: "Sorrow", "Afraid of Everyone" (7.0), "Conversation 16" i "England". Ale na przykład też ostatni to jakiś materiał na wzruszenie w sprzyjających warunkach. Przy okazji – pamiętam doskonale obrazek z zeszłego Off Festivalu – Matta Berningera popijającego wodę ze szklanego kieliszka. Nie wiem wprawdzie co właściwie o tym obrazku myśleć, ale mam go w głowie jak pocztówkę z Ciechanowa i pozostaje to dla mnie trochę alegorią tego zespołu – The National zaznacza się wyraźnie swoją obecnością, nie będąc w żaden sposób zespołem wybitnym. Przy czym szacunek dla eleganckich fanów (The National jest zespołem tylko dla swoich fanów) – dla was High Violet to może nawet 8.0, jesteście tu? I dlaczego nie chodzi wam o muzykę? Nadal przy okazji – ocena takiego (oczywiście lepszego niż High Violet) Boxera na Porcys wg mnie jednak trochę zaniżona.

ŁK: Wszyscy kochają National. Gazety i internety prześcigają się w pochwałach High Violet. Jak tu nie złapać tej gorączki? Ja także dam ujście swojemu entuzjazmowi! Oto powody, dla których ostatnia płyta kwintetu jest tak dobra jak jest:

- jest trochę mniej nudna niż, niektóre inne płyty National
- nie jest aż tak nudna, jak ostatnia płyta Vampire Weekend
- poziom nudności poszczególnych piosenek jest różny, to swoiste urozmaicenie
- produkcja jest spoko
- niektóre aranżacje są spoko
- perkusista spoko gra
- pierwsza piosenka jest niemal spoko
- nie ma dużo długich piosenek
- jeśli jesteś fanem niemodnych rzeczy jak U2 albo alt. rocka w stylu Goo Goo Dolls, możesz zacząć słuchać National, żeby lepiej wyglądać przed znajomymi nie rezygnując z lubianej estetyki
- National sami piszą swoje piosenki

Także, do słuchania marsz!

RG: Mijają lata, a The National wciąż wysyłają nam wyrazy dozgonnej szlachetnej nudy. Jasne, jasne, nie jest to coś złego ani denerwującego (no może jak trzeba o tym pisać to jest trochę inaczej), ale nie zmusza to do żadnej redefinicji i rozkmin na temat nowego albumu. Porcysowi zdarzyły się już cztery opisy (wliczając ćwiartki powyżej), więc ja dla rozerwania proponuję grę: wstaw w tekst jakiejś piosenki nazwę zespołu tak, żeby najlepiej opisywała całą sytuację. Wymyśliłem, więc pierwszy rzucam propozycję: "Czas pomyka godzina za godziną / Słuchamy National i popijamy wino / Za oknem nuda i nic nie kusi / Nic się nie dzieje, bo dziać się nie musi". Albo "National, starzy, pies i ja", hm.

JM: Ostatnio sam Herr Sufjan wystąpił u boku The National w amerykańskiej telewizji, także chyba mili z nich goście. Oczywiście zakładając, że sam Stevens jest spoko, ale zerkając na jego koncertowy outfit z trasy promującej Illinois, ciężko jest nie uznać tego za oczywistość. Ściśle muzycznie najbliżej The National do Arcade Fire, przy czym nie są oni nawet kolejnym produktem post-Neutral Milk Hotel, mamy tu bardziej do czynienia z post-Funeral. Także stypa, mógłbym snuć dalszy opis, wgryzać się w szczegóły, analizować kontekst i w końcu zastanawiać się, czy krążek jest czwórkowy, czy piątkowy – ale mam zbyt duży szacunek wobec swojego jak i waszego czasu.

Jędrzej Michalak     Radek Pulkowski     Łukasz Konatowicz     Ryszard Gawroński    
31 maja 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie