RECENZJE

Natalia Kukulska
Ósmy Plan

2015, Warner 5.6

Nie trzeba ślęczeć przed monitorem całe dnie i noce, aby wiedzieć, że dobry komercyjny pop od kilku co najmniej lat zdycha i jakoś nie widać zarzewia zmiany tej sytuacji. Znalazłbym kilka kapitalnych singli w tej dekadzie, ale z płytami jest już gorzej (zaledwie kilka listowych rzeczy, pewnie z Femme Fatale na czele), dlatego wciąż musimy zadowalać się jakimś krzyżówkami, mariażami czy hybrydami przebojowości rodem z bestsellerowych hitów i pokomplikowanego (najczęściej) prog-popu (KNOWER pozdrawia). O polskim radiowym popie nie ma nawet co wspominać. Przynajmniej w skali makro nie ma sensu, ale zdarza się też czasem coś przyzwoitego, co można spokojnie zalinkować znajomym i nie czuć żenady. Wiecie, że piszę w tej chwili o nowej płycie Natalii Kukulskiej, c'nie? Ale czytajcie dalej.

Znana i lubiana piosenkarka już nie pierwszy raz pokazuje, że chce być na bieżąco, szukając coraz to nowych dróg i ścieżek. Pamiętamy Sexi Flexi, pamiętamy wydany przed pięcioma laty CoMix, nagrany wspólnie z Michałem Dąbrówką. Najnowszy album kontynuuje wątek podjęty na poprzednim krążku. Nie ma się zresztą co dziwić, bo Ósmy Plan to płyta stworzona w tym samym duecie. Sięgnijmy po presskit: "Para zafascynowana elektroniczną sceną muzyczną, sięga w tym projekcie po bardzo śmiałe rozwiązania, nietypowe dla pop'u (ach te apostrofy – niedouczonych pismaków można znaleźć wszędzie, nawet w Warnerze – przyp. TS) znajdziemy w nim ciekawe formy piosenek i odważne instrumentarium." Otóż nie znajdziemy. Przynajmniej nie na tyle, żeby jakoś mocno mnie zaciekawiły. Ale nie ma co smęcić, że jest słabo, że "w radiu Natalia Kukulska śpiewała chujoooowoooo". Odpalasz płytę i słyszysz wibrafonowe intro "Pióropusza". Dziwisz się, bo po chwili doklejają się dwie zgrabne, synthowe linie, odpowiednio w dwóch kanałach, i głos Natalii. Wszystko wyważone, poskładane, melodyjne, chce się słuchać. Fajnie? Mnie się podoba, zwłaszcza że gdy w 1:32 słyszę "Pióóóórooooopuuuuusz pooood naaaamioooootem" z chóralną pointą, to mam wrażenie, że słucham jakiegoś zagubionego tracka Róisín Murphy. Ale to nie jest jedyne trafienie na Ósmym Planie.

Do gronia moich ulubionych utworów zaliczam jeszcze orzeźwiający wałek "Dyspensaaaaaaaa". Czas na kąpiel z retro-pianą. Bodaj najbardziej nośny song na albumie, w dodatku w mostku Natalia ładnie zwija żagle w tym pchanym przez ejtisowe fale statku. Na mojej liście highlightów jest jeszcze "Chowam Się", bo choć to bardzo poczciwy i niezbyt porażający numer z pogwizdywaniem, to jednak moment na wysokości linijek "Horyzont pastelowy jest / i zaproszeniem dla mnie staje się" rzeczywiście wprowadza dużo przestrzeni i kolorów, do których chce się lgnąć. Wreszcie closer "My" również zasługuje na chwilę uwagi, bo mimo że zaczyna się niezbyt zachęcająco, to nadrabia straty wznoszącym się chorusem. Dopiszę jeszcze do tej puli "W Nosie", w którym producent dał z siebie bodaj najwięcej, i "Myśli Poczochrane", za łyczek jazzowej esencji na wstępie.

A co ze słabszymi fragmentami? Nietrudno się domyślić, że z całego zestawu najbardziej ssie beznadziejny cover Rezerwatu. Modelowy przykład, jak nie nagrywać coverów, bo właściwie wszystkie elementy są tu okropne. Najgorszym jest oczywiście wokal Krzysztofa Zalewskiego, który nie tylko drażni, ale wręcz wzmaga odruch wymiotny. Dobra, o tym tyle, bo więcej nie dam rady. Lepiej sprawdźcie sobie "So Natural" – jedyny na płycie kawałek zaśpiewany po angielsku, w związku z czym i produkcyjny sznyt musiał być zagraniczny. No i jest, bo powiedzcie, czy nie słychać tu choć odrobiny inspiracji Arcą? Nie mówię, że całkiem polecieli patentami wenezuelskiego wizjonera, ale coś tam się chyba zgadza. Szkoda tylko, że to strasznie mdława i ciągnąca się kompozycja. Poza tym jest parę piosenek, które są mi w zasadzie obojętne, na przykład "Miau", "Ósmy Plan" czy nudnawy singiel "Na Koniec Świata". I to pewnie te momenty najbardziej decydują o ocenie, bo ostatecznie najnowszy długograj Kukulskiej to całkiem solidny krążek, tylko niezbyt porywający. Tak czy inaczej warto posłuchać, bo to będzie prawdopodobnie najlepsza propozycja mainstreamowego popu z naszego kraju w tym roku. Choć bardzo chciałbym się mylić.

Tomasz Skowyra    
13 marca 2015
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie