RECENZJE

Nas
Hip Hop Is Dead

2006, Def Jam 5.0

Nas wyszykował w zamyśle prowokujące, otwierające umysły, rozdmuchane gabarytowo, pełne najatrakcyjniejszych w mainstreamie nazwisk "wydarzenie", tymczasem najważnieszym historycznie faktem jaki zapamiętamy w kontekście Hip Hop Is Dead jest sztama zawarta z Jayem. Podkreślmy, NIE ich triumfalne przechwałki na "Black Republicans" (numer niby nie kuleje, ale sztampa), tylko samo zdarzenie: w sensie, że oni razem. Tylko, że od takich rewelacji mamy "Pudelka" i kolorowe gazety i równie zaskakujących historii prawdopodobnie znalazło by się tam na pęczki. Tak więc jako się rzekło muzycznie nie jest to choćby skromne nawiązanie do Illmatic, co było tyleż niespodziewane co fakt, że nie ja i nie ty trafiliśmy ostatnio szóstkę w Lotka. Napewno wciąż rozkłada rap Nasa, choć jedynie w kwestii czysto technicznej, wszak trywialne opowiastki o upadku kultury hip-hopu jakoś mnie nie ruszają. Niegłupie "Can't Forget About You" z hipnotyzującymi horusami Chrisette Michelle w deseń kultowego Reasonable Doubt, czy osadzony w zbliżonej scenerii, mój faworyt "Hold Down The Block" rządzą, podobnie jak bardziej wyrafinowany produkcyjnie "Play On Playa" ze Snoopem, czy też rozmarzone Kelisowe "Not Going Back", jakby żywcem wyjęte z solowego dorobku uroczej żony.

Hip Hop is Dead to umiarkowany sukces, 16 z grubsza równych kawałków za które Nas nie może się wstydzić, choć końcowy efekt psuje niezrozumiałym i nieuprawnionym kozaczeniem, próbami postawienia siebie w pierwszym szeregu rycerzy walczących z demonem hip-hopu dla kasy / bez przesłania / lichej kalki pomysłów z przeszłości etc. Kurde no, trochę dystansu do samego siebie gwiazdo. Czy Hannawald komentuje dziś sukcesy Małysza słowami: "Cieszę się, że w tych trudnych dla sportu zawodowego czasach totalnej komercjalizacji, razem z Adamem wciąz walczymy o dobre imię tej zacnej dyscypliny"?

Jacek Kinowski    
26 marca 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja