RECENZJE
Nao

Nao
February 15 (EP)

2015, Little Tokyo 6.9

Jeszcze kilka tygodni temu Nao była postacią praktycznie anonimową, mimo że miała już na koncie debiutancką EP-kę. Potem zaliczyła występ u zdobywającego coraz większą popularność w kręgach post-r&b producenta Mura Masy, czym zainteresowała kilku muzycznych nerdów i koniec końców February 15 spotkało się już z taką atencją, na jaką zasługuje. Przyznam, że również i ja zatrzymałem wzrok na Nao dopiero teraz, gdy z dumą wrzuca na fejsie sygnowane swoją własną ksywką Best New Music. Jeśli chodzi o wspomniany debiut, So Good, to ujmę to tak: dawka miejscami ekscentrycznego, zainfekowanego electro-funkiem r&b to nie jest coś, do czego bym zniechęcał, więc jeśli macie akurat wolne 15 minut, to potraktujcie powyższe jako wskazówkę, co z nimi zrobić.

February 15 to z kolei rzecz nieco bardziej introwertyczna. Zaczyna się od mocnego, wściekle soulującego groove’u "Inhale Exhale", w oczywisty sposób zadłużonego w ulicznym etosie kolektywu Soulquarians. Zaborczo zasuwający bas z przytupem pieczętuje retro-sznyt kawałka, ale wszystkich zaniepokojonych potencjalną ortodoksją uspokajam: owszem, na swoim drugim wydawnictwie Nao jara się przeszłością, ale nie boi się dokonywać jej aktualizacji do realiów bliższych współczesności i w efekcie otrzymujemy blend r&b , funku, neo-soulu, downtempo i różnych księstw przyległych post-dubstepu, a krąg skojarzeń rozciąga się od SBTRKT po FKA Twigs. Wpływu tej ostatniej szczególnie ciężko nie usłyszeć w "Apple Cherry", brzmiącego jak coś żywcem wyrwanego z repertuaru Barnett (choć może trochę przystępniejszego) i nawet przy postępującym zmęczeniu tą estetyką wypadającego całkiem przyzwoicie.

Cechą odróżniającą February 15 od większości coraz nudniejszych albumów z powoli gnijącej z przeładowania szufladki alt-r&b jest różnorodność. Mój ulubiony "Zillionaire" mógłby się na przykład odnaleźć na Body Music, gdyby George Reid postanowił do swoich zdigitalizowanych struktur wprowadzić odrobinę funkowego życia. Dziwacznie sprężynkowe, rozstrzelone po dwóch stronach skali synthy tworzą bardzo chwytliwy podkład, ale show i tak kradnie świetny refren utrzymany w tradycji najlepszych najntisowych wzorców. Rozpędzone "Golden" nakręcają natomiast krzepkie gitarowe breaki, a całość EP-ki wieńczy "It’s You" – zadymiony, odrobinę rozwleczony lament, który sam w sobie nie jest zły, ale w kontekście całej tracklisty odrobinkę odstaje. Coś jeszcze? W zasadzie ciężko się do czegokolwiek konkretnego przyczepić, ale do skali rocznej zabrakło mi definitywnego postawienia kropki nad "i", jakichś dwóch-trzech automatycznie zapamiętywalnych motywów, które przez tydzień nie będą chciały wylecieć z głowy. Przy takiej żarliwości, jaką Nao zaprezentowała na February 15, nietrudno mi sobie wyobrazić, że na longplayu będzie w stanie tę lukę wypełnić i to z nawiązką. Właśnie tego bym sobie życzył.

Wojciech Chełmecki    
27 maja 2015
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy