RECENZJE

Nao
For All We Know

2016, Little Tokyo 6.9

Często następnego dnia po imprezie czuję niemałe zażenowanie, jak po paru dozach napojów wyskokowych bardzo potrafię wznieść się na wyżyny zarozumiałości i toczyć niekończące się dyskusje, przerzucając się z rozmówcami tytułami świeżutkich piosenek i albumów. Ale chyba nie zawsze wypada to bardzo tragicznie, skoro po jakimś czasie ofiara moich wynurzeń odzywa się, przypominając, że miałam posłuchać jakiegoś longplaya. I chwała Bogu, że przypomina, bo pewnie inaczej nie miałabym czego katować przez kolejnych parę dni.

Nao bardzo długo czekała na to, żeby ze swoją muzyką wystąpić przed szereg. Dobiega trzydziestki i dopiero teraz wydaje debiutancki album, wcześniej przydarzały jej się przygodne chórki u Kwabsa albo Jarvisa Cockera. W międzyczasie występowała z The Boxettes, ale czy ktoś o nich w ogóle słyszał? I właśnie wtedy, kiedy grupa miała się już ku upadkowi, Neo Jessica Joshua wydała solową EP-kę So Good. Jeśli poznawanie Nao zaczniecie od tego wydawnictwa, to zanim odpalicie jej kolejny minialbum, porzućcie wszystkie osądy, które do tej pory zdążyliście sobie na temat artystki wyrobić. February 15 to obrót może nie o 180 stopni, ale o 90 na pewno, a za razem już jakaś wskazówka, czego można by się spodziewać po For All We Know. A jeśli dorzucicie do tego jeszcze "Superego" nagrane dla Disclosure, to macie już jakieś mgliste pojęcie, w jakim kierunku jesteście prowadzeni.

For All We Know to album, w którym mniej już soulujących wstawek, a więcej soczystego funku zmielonego z energetycznym UK Bassem, a wszystko to zalane sosem ze zmysłowego R&B. Mówiąc "zalane", nie mam na myśli, że gdzieś to ginie pod ciężarem bitu, a raczej delikatnie wysnuwa się z organoleptycznej mgiełki. Z każdym utworem rośnie wrażenie, że wokal Nao wznosi się coraz wyżej, zostawiając Alunę Francis daleko w tyle. Ale kiedy już wydaje się, że ona już serio opuściła stratosferę z tym swoim wysokim timbre głosu, to na moment wciska hamulec do oporu i zniża się jakieś miliony lat świetlnych, tylko po to żeby to jedno słowo na tym ściśniętym gardle wypowiedzieć – tak jest właśnie z "lemonade" w singlowym "Bad Blood", które zniewala basem, ale i nie wynurza się poza downtempo. Nie wspomniałam jeszcze o przewijających się to tu to tam synthach, które swoje apogeum osiągają w "In the Morning", gdzie zwielokrotnione do granic miejscami stają się kiczowate. W tym samym utworze Nao szaleje też z podwyższaniem tonu, sprawiając wrażenie, jakby Janet Jackson postanowiła wesprzeć swym głosem Smerfne Hity.

Nie da się odmówić Nao tego, że swoją świeżością tworzy R&B nowocześniejsze od nowoczesnego, ale jednocześnie dalej czerpie ze starych wzorców: po wysłuchaniu "We Don't Give A" Prince mógłby z uznaniem pokiwać głową. Jeśli jesteśmy już przy księciu, to gdyby nie funkowa gitara, to takie "DYWM", w którym przeplata się ona z odgłosami poduszki–pierdziuszki, byłoby raczej mdławe. Podobnie jest w przypadku "Get To Know Ya". Tu warto też poruszyć kwestię tekstów, bo gdyby do tego dorzucić jeszcze "Adore You" i "Girlfriend", to otrzymujemy idealny zestaw dla tych, którzy w sferze romantycznej są raczej życiowymi przegrywami. Tak jak tutaj utożsamiam się z każdą smętną linijką, to ostatnio zdarzyło mi się tak w przypadku Lovelife Lush. A że poruszane są tu tematy najróżniejszych związków, to przywołałabym też tegoroczne TWENTY88, ale usuwając z duetu Big Seana.

For All We Know balansuje po cienkiej granicy listy roku. Osiemnaście tracków zdaje się być dość potężną liczbą, ale nawet voice memos trudno byłoby się pozbyć, mimo to jednak coś ciągle sprawia, że trudno Nao tę siódemkę przekroczyć, ale jeśli przeskoczyła już Franka Oceana i AlunaGeorge, to już chyba niewiele jej brakuje.

Agata Kania    
29 sierpnia 2016
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy