RECENZJE

Namelessnumberheadman
Your Voice Repeating

2004, Record Machine 5.9

Jak w ogóle na taką nazwę wpadli. Zaczerpnięta ze Schizopolis Soderbergha, ale to wiadomo. Można powiedzieć, że głupia, ale przynajmniej chwytliwa, chyba bardziej niż sama zawartość ich drugiej płyty: dobrej, lecz nie rewelacyjnej. Bo to jest album trochę bez wyrazu, jeden z tych poszukujących. Ale ze znajdywaniem już nieco gorzej (choć "momenty" są). Songwriting niewątpliwie wali głową w ścianę, ale z dystansu wygląda to wszystko ciekawie. Laboratoryjne doświadczenia w sferze bitu, akustyk, klawisze, wokal chcący być bardzo ujmującym, syntezatorowe brzmienia – taki chaotyczny miks elektroniki i organicznego grania z gęstą powłoką eksperymentu. Szmery, stuki. Tak brzmi strywializowana wersja próby podjęcia się napisania czegokolwiek o NNHM. Strywializowana, bo wierzcie mi, brak czasu nie pozwala na rozwodzenie się na temat płyty, o której nie trzeba pisać elaboratów.

Tu się naprawdę dużo dzieje: wszechogarniające rozedrganie, neurotyczne zwierzenia nocą, wiecie, drżenie rąk, ugniatanie paczek po papierosach, przepełniona popielniczka. Te klimaty. Ambientowe wejście openera z subtelnym wokalem, "Time Has Pulled Away", potem gitary i wypełniające całą przestrzeń bębny niczym od Flaming Lips. Jakby Drozd tam był. (I te klawisze.) Widać też, że kolesie wyraźnie lubią Yo La Tengo. Znowu ujmujący wokal (gdy wchodzi, perkusja cichnie i zespół osiąga wrażenie subtelności). A potem akustyczna. I znowu śpiewany tekst, że smutno się robi i pięknie zarazem: "Clouds and stars collide / Pushing air expands then subsides". A przynajmniej powinno. Ja to kupuję, ale widać że nie każdy załapie. Hej, to dopiero trzy utwory. A czwarty? Bardziej pulsująca wersja "Shy Retirer", hmm? Tylko czemu taka progresja. I znowu akustyk. Potem wątki syntetycznego avant-popu. Notwist? Tak. Kombinują aż miło, generalnie tak to leci. Wyżej wymienione techniki przewijają się przez cały krążek. Przejścia elektroniki w tradycyjne alt-balladowanie, tak właśnie. Lubimy Wilco?

Ja polecam Your Voice Repeating, niezależnie od tego po ilu przesłuchaniach się znudzi. A ocena jest niska asekuracyjnie; mogłoby być i 6.5 na przykład. Ale głowa w mur to tu trochę za często.

Mateusz Jędras    
14 grudnia 2004
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja