RECENZJE

Nadsroic
Room Mist (EP)

2009, LuckyMe 6.7

BD: Generalnie wysłałbym do internisty kogokolwiek, kto stoi za tym skromnym zbiorkiem miniaturek post-digi-fidget-avant-2step-r&b. Do internisty dlatego, że wpierw należy tu zdiagnozować przypadłość, a dopiero potem wysłać pacjenta na kurację. Na szczęście igraszki z muzyką to nie igraszki ze zdrowiem, więc czuję się zafascynowany tą laską, bo brzmi ona jak Uffie, która autentycznie ćpa i bzyka na lewo/prawo, a nie tylko o tym opowiada.

KB: Słucham słabych kawałków, liczba odsłuchań takiego trójkowego "Leopards" już jakiś czas temu pewnie przekroczyła pół setki, z kolei przeciętne szóstkowe "Surveillance" Wynter Gordon już dawno sto ma za sobą. "Oh don't you know I'm sorry for my views / I musta been confused". Nadsroic ewokuje wspomnienia złotej ery Missy, Timby i Neptunes, staje się wyśnioną hybrydą Uffie i Cassie (nieśmiało próbowała tego samego Ventura i to już było sporo, samo wyobrażenie połączenia jest już czystą rozpustą), ale nieokrzesane beaty uciekają poza klasyfikacje współczesnego r&b, kontrastując z rozdygotanymi, błyszczącymi, przepuszczonymi przez jakiś psych-pryzmat tłami. Boję się 2010s, ale ciekawość zaczyna mnie pożerać, elektroniczne czarne dziury.

FK: R&b nie było zbyt często niszczone młotkiem przez pojebów, chyba że się mylę. Tutaj zebrało się ich aż dwoje, co zaowocowało piekłem. Pani Ciorsdan zachęca tym, czym zachęcały jej bardziej zrównoważone i doświadczone poprzedniczki, ale jest w tym tak chora, że chcę jej słuchać. Mohawke pretenduje do stworzenia najbardziej neurotycznych i nieprzyswajalnych podkładów, jakie trafiły do tej rubryki w tym roku. I raczej rządzi, wyłączając upopowione "Leopards", które miało być najlepsze, a nikt o nim nie pamięta. Skoro świat nie chce grać MU, to może skusi się na tych dwoje.

MJ: Na czasy podstawówki, moje czasy podstawówki, przypada społeczna popularność formułki "gołym, nieuzbrojonym okiem". Formułki obecnej właściwie wszędzie: w dyskursie edukacyjnym, na podwórkach, w kościołach, w chlebach zwykłych ludzi czy nawet w raczkującej telewizji komercyjnej. Wspominam o tym z dwóch powodów: (1) gdybyście poznali pannę Brown w tym najbardziej niewinnym okresie swojego burzliwego rozwoju intelektualno-emocjonalnego, ani chybi skończylibyście najbliższej nocy mocząc łóżko. Bynajmniej nie browarem. I oczywiście pod warunkiem, że nie bylibyście debilami, bowiem, i tu przechodzimy do powodu drugiego (patrz mamo, zawiązałem narrację!), (2) Room Mist za nic w świecie nie daje się objąć metaforycznemu oku (tutaj: uchu) nie mającemu zabezpieczonych w bagażu poznawczym co najmniej kilkudziesięciu singli Timbalanda. Nie żeby to wystarczało, nie. Musimy dodatkowo posiadać rozbudowane pojęcia lasera, dobrej dupy, anagramu, baunsu i malformacji, gdyż wszystkie tu występują. Bo rozumieć jak taka miła dziewczyna może być tak bezwstydna, dopiero zrozumiemy. A w ogóle to tymi słowami na zawsze żegnam się z Porcys i idę współtworzyć bloga z użytkownikiem 17.

Kamil Babacz     Mateusz Jędras     Filip Kekusz     Borys Dejnarowicz    
1 grudnia 2009
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie