RECENZJE

Myslovitz
Korova Milky Bar

2002, Sony Music 3.7

Zespół, w którym po Miłości W Czasach Popkultury i pobocznym projekcie Artura Rojka Lenny Valentino pokładano wielkie nadzieje, niestety nie potrafił ich spełnić. Jak na razie możemy tylko pomarzyć o powtórzeniu osiągnięć polskiej sceny z poprzedniego roku. Na Korova Milky Bar potwierdzają się wcześniejsze obawy o przesadną skłonność do smęcenia. Dobitnym tego przykładem jest "Wieża Melancholii", utwór z powodzeniem wpisujący się w nurt "new acoustic movement". Oznacza to, że po dziesięciu sekundach wiemy już jak wyglądać będą kolejne cztery minuty. W zamyśle poruszająco, jednak podobnie jak w całym "ruchu" zamiar nie przechodzi w realizację. Zresztą ten album częściej należałoby rozpatrywać w kategorii zamysłów bardziej, niż efektów. W kilku przypadkach od razu słychać komu chcieli oddać hołd goście z Myslovitz, ale trzeba wykazać się dużą dawką dobrej woli, żeby wymieniać inspiracje bez uszczerbku dla renomy tych artystów.

Wojciech Kowalczyk, skonfliktowany kilka lat temu z trenerem reprezentacji, mówił: "Pan Piechniczek został w blokach, podczas gdy cała światowa piłka poszła do przodu". Analogicznie można powiedzieć o spojrzeniu zespołu z Mysłowic na powolne, gitarowe ballady. Po Ok Computer niektórzy pomyśleli, że wystarczy ułożyć kilka akordów na akustycznej, popłakać trochę w trakcie śpiewu i wyjdzie pięknie i wzruszająco. Okazuje się, że nie każdy może być jak Radiohead, nawet jeśli jego nazwisko jest fajnym anagramem. Samo operowanie patentami, a to właśnie zdają się robić Mysłowiczanie, sukcesu jeszcze nie gwarantuje. "Exit Music" czy "True Love Waits" są kompozycjami chwytającymi za serce, "Chciałbym Umrzeć Z Miłości" już nie bardzo.

Stosunkowo wysoka ocena nie bierze się jednak z powietrza. Płyta zaczyna się bardzo fajnie. "Sprzedawcy Marzeń" to bardzo zgrabny popowy kawałek, lekko położony przez odrobinę infantylny bristolsko-myslovitzowy refren, wyśpiewany z charakterystyczną denerwującą, rojkową manierą. Prawdopodobnie tego typu partie wokalne zainspirowały Mietalla Walusia do wymyślenia własnej wkurzającej maniery. Okazało się, że uczeń przerósł mistrza: śpiew Mietalla jest pod tym względem bezkonkurencyjny. Skoro już mówimy o irytującej manierze Rojka, od razu przychodzi na myśl pierwszy singiel z Korovy – "Acidland". Piosenka ta bywa w pewnych kręgach porównywana do klasycznego już "Powiedz", moim zdaniem niesłusznie: w "Acidland" brakuje tej podniosłości, ponadczasowości, która stanowi o wyjątkowości hymnu. Ale na liście przebojów "Acidland" pomiędzy Łzami a Ich Troje.

Miało być o pozytywach. Dobrze, więc powiedzmy sobie o utworze prawie-tytułowym, "Bar Mleczny Korova". Wszyscy już o tym słyszeli, ale ja raz jeszcze powtórzę: tytuł wzięty z Mechanicznej Pomarańczy, którą czytał tylko wokalista Myslovitz (to znaczy tylko w Myslovitz, a nie w ogóle). Jest to chyba jedyny fragment na całym albumie, kiedy zespół w pełni wykorzystuje atut trzech gitar, grając równolegle kilka bardzo dobrych, nerwowych motywów i nie kładąc utworu w refrenie (ewenement jeśli chodzi o tę płytkę). Niech nas jednak nie zwiedzie ten chwilowy przebłysk, bo zaraz potem znowu otrzymujemy porcję muzyki nudnej i bezbarwnej. "Za Zamkniętymi Oczami" i "Kilka Błędów Popełnionych Przez Rodziców" odnotujemy jako numer 3617864 i 3617866 w Wielkim Rejestrze Utworów Muzycznych.

Zaraz. Trzepnijcie mnie w policzek, znowu moje myśli dryfują z plusów na minusy. Wracamy, wracamy. O nie, płyta się skończyła, jest jeszcze tylko ukryty utwór. Śpiew przypomina tu Deriglasoffa, a klimat "Falochron" tegoż właśnie artysty z krążka Yugotonu. "Pocztówka Z Lotniska", bo tak chyba należałoby zinterpretować dwudzielność tytułu ostatniego tracka, to świetna, psychodelizująca (nie "jazzująca" dla odmiany) kompozycja, poparta niestety trochę grafomańskim tekstem. Jest to bez wątpienia powiew świeżości jeśli chodzi o twórczość Myslovitz, pokazujący jak ożywcze mogłoby być urozmaicenie wokalne i w małym stopniu rozbudzający wiarę w możliwości grupy. Korova Milky Bar na pewno nie jest tak nudna i monotonna jak Z Rozmyślań Przy Śniadaniu (zresztą czy to w ogóle możliwe?), ale obawiam się, że jeśli o materiał chodzi to najsłabsza pozycja w dorobku Mysłowiczan.

Michał Zagroba    
19 czerwca 2002
BIEŻĄCE
Moses SumneyAromanticism
BjörkUtopia