RECENZJE
Muchy

Muchy
Karma Market

2014, Universal 4.0

Muchy dojrzały – rzecze w recenzji Karma Market Marcin Cichoński. Fakt, od entuzjastycznego przyjęcia Terroromansu minęło sporo czasu i tak jak ten po dziś dzień wciąż się broni, tak wraz z każdym kolejnym nagraniem poznański band notuje ciągły regres. Karma Market wpisuje się w tę tendencję, będąc najsłabszą propozycją w dotychczasowej dyskografii poznaniaków.

Zasadniczy problem tego wydawnictwa to przezroczystość zawartego tutaj materiału. Wcale nie jest to jakaś szczególnie zła płyta, zdarzają się nawet fajne momenty, jak w posiadającym zaczątki ciekawie poprowadzonej melodii "Białym Walcu", jednak przepadają w masie bezbarwnych motywów. Rozumiem koncept stojący za nagraniem – nadanie utworom większej przestrzeni, postawienie na bardziej wyciszony, czasem wręcz eteryczny zestaw środków – ale co z tego, jeżeli brak tutaj dobrych piosenek. Nie chcę się w tym momencie pastwić nad żenującymi próbami przeszczepienia na rodzimy grunt wpływów stoner rocka w duchu QOTSA, nad niekiedy niebezpiecznymi wojażami w stronę Kings Of Leon czy też nad zabiegami mającymi na celu nawiązanie klimatem do GY!BE (otwarcie "Idą Święta"), które ze względu na jakość wykonania bliższe są raczej co bardziej chujowym fragmentom Lateralusa, jednak są to na tyle słyszalne elementy, że ciężko ich nie wytknąć.

Słuchając nowego materiału, po raz kolejny trudno uciec od konstatacji, że jedynie incydentalny udział Maciejewskiego ma zasadnicze znaczenie dla obecnej kondycji zespołu. Siłą Much był umiejętny podział ról, w myśl którego Michał odpowiadał za teksty (zresztą znakomite), a Piotr był głównym songwriterem. Pozornie bekowe zestawienie duetu Wiraszko-Maciejewski z tandemem Morrissey-Marr wcale nie było pozbawione sensu. Poza tym mam wrażenie, że Piotr poprzez swój wkład równoważył wieszcze zapędy Wiraszki, nadając muzyce pierwiastek lekkości, a tym samym odzierając ją z patosu oraz zbędnego nadęcia, które miejscami na Karma Market da się wychwycić.

Trochę robi mi się przykro podczas odbioru nowego albumu Much, bandu mającego w swoim portfolio utwory takie jak "Najważniejszy Dzień", "Zapach Wrzątku" czy "Galanteria": wypełnione po brzegi ciekawymi pomysłami, masą hooków i naprawdę zapadającymi w pamięć wersami – elementami, których tutaj tak bardzo brakuje. Aby oddać płycie należną sprawiedliwość i przełamać negatywny wydźwięk całości, muszę jednak pochwalić staranną produkcję albumu, a także docenić próby rozszerzenia spektrum inspiracji oraz niepowielania utartych na poprzednich krążkach schematów (pomimo miernych efektów tych prób). Cóż jednak z tego, skoro od Karma Market wieje przeciętnością.

Marek Lewandowski    
30 października 2014
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie