RECENZJE

Mu
Out Of Breach

2005, Output 5.1

Zastanawiałem się długo jak by tu w naszej polszczyźnie ojczyźnie oddać wiernie i całościowo naturę wybryków małżeńskiego stadła japońsko-amerykańskiego i ostatecznie, pokonany, pozostawiam to bystrzejszym. W przypadku Afro Finger zdołałem zarejestrować masę wcieleń – przeniesienie masochistycznego industrialu (klimaty "smyczy, kabli" gdzieś w tle pobrzmiewają) w kraj elektro, obrzędową polikosmorytmię i trans, ambient-dub Orb, house, we fragmentach pod koniec odsapnięcie dancefloorowym zgrywem. Słowem czego dusza nie zapragnie o wspólnym pierwiastku klimatycznym przybliżanym przez Tomka w recce debiutu. Odejmując elementy sofciarskie wszystko to znajdziemy na Out Of Breach, dziełku wykręconym jeszcze bardziej, bliższemu egzotycznemu i pojebanemu zjawisku dźwiękowo-kulturowemu, niż kolejnej zwyczajnej płycie z muzyką. Rzekłbym synkretyczny sci-fi horror teatrzyk, skupiający wszelkie japońskie dziwactwa i perwersje; hard-porno wyrażone językiem androidalnego dark-electro, psychokolażu, sprośnych kabaretowych gagów, post-industrialnego piłowania. A widowisko w największym stopniu ubarwia show Mutsumi Kanamori, chrząkającej, gdakającej, rechoczącej, popiskującej, zabawiającej się w wyliczanki i co chwila wykrzykującej jakieś, nie zawsze sensowne, wulgaryzmy w rodzaju "sak maj dik ju stiupid bicz!" albo rozpaczliwe "I want my vodka you fuuuckin assol'". Do moich faworytów należy szczególnie radośnie bujająca piosnka "You little bitch, you little fuck / I'm gonna erase your family tree". Ale ogólnie to lekko nie jest, obrazoburcze sprawy, praktycznie nie do oceny. Sprezentujcie swojemu proboszczowi, a pewnikiem czeka was ekskomunika.

Michał Zagroba    
5 września 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja