RECENZJE

Mr. Fingers
Outer Acid (EP)

2016, Alleviated 7.1

Fakty mówią, że jeżeli słuchacie przestrzennego, podejrzanie piosenkowego house’u na skraju r&b, soulu i jazzu, to w którymś momencie będziecie musieli podziękować za tę przyjemność Larry’emu Heardowi. Na potwierdzenie niech wystarczy samo Introduction. Album, którego w ciągu dwudziestu kilku lat nic nie zdołało drasnąć, włącznie z zazwyczaj bezlitosnym wobec swoich poprzednich wcieleń rozwojem tak zwanej muzyki elektronicznej. Deep Space, Timeless, Around The House, to jest tego kalibru, kluczowa dla muzyki rzecz, a jej obecność uświadamia mi, że czas nie płynie znów jakoś specjalnie szybko. Zresztą o tym jak wielka moc tkwi w deep house’owym crossie Mr. Fingers dobrze świadczy wydany w 1988 roku pod szyldem Fingers Inc. album Another Side. Dzieło miejscami totalnie adekwatne do tego, czego w ostatnich latach słuchałem, w zasadzie prawdziwy fenomen. Acid house dopiero co zaczyna stawiać pierwsze kroki, a tu album wydaje zawodnik z zakresem od Lone’a do Phantoma, od nu-disco po klawiszowych kombinatorów i zaczyna z kolegami wywoływać duchy z przyszłości.

Piosenki piosenkami, ale medytacyjnego house’u też nigdy za wiele. Cenię sobie na przykład momenty, w których wałkowana przez dłuższy czas gmatwanina utworu redukuje się i oddaje pierwszeństwo prowadzącemu ją, monotonnemu bitowi, a ja uświadamiam sobie, że to ta jednostajność była najbardziej interesująca. To ona stanowiła oś utworu i to od niej wszystko zależało. Coś takiego zachodzi w “Nodyahead”, po którym spodziewałem się raczej wpływów afrykańskich na wzór “Funk Makossa” z nowej EP-ki Cerrone, niż perkusyjnego katharsis w smugach sprzężeń i akustycznych tematów. Funkowe podszycie daje o sobie znać za sprawą basu, jednak istotą numeru jest tutaj bitowy trans, śmiało nakręcany kolejnymi taktami. W podobnym tonie trafia do nas “Outer Acid”, choć tym razem hipnoza odbywa się za sprawą bezbłędnej wykładni kwasowego brzękania, nerwowej gry talerzy i werbli oraz clap-akcentów, które w równych odstępach nitują utwór tak, by nie wyleciał gdzieś poza orbitę. To komunikat równie wciągający, co niepokojący i Heard doskonale wykorzystuje charakter zastosowanego brzmienia. Bardziej klasycznie Fingersowe “Aether” – w takim sensie, że kładące większy nacisk na warstwowość, zestawiając instrumentalne i wokalne sample z przestrzennym tłem – odznacza się w tym zestawie największym spokojem, chociaż w swojej głębi plasuje się raczej w okolicach debiutu Hearda, aniżeli jego opus magnum. Z kolei “Qwazars” doskonale oddaje ten stan, w którym kwas zaczyna rozcieńczać się w ambientowych pejzażach w rodzaju “Pulsewidth”. Rezonujący i wartko płynący utwór wyróżnia się metalicznym posmakiem i mocno Aphexowymi elementami krajobrazu. Cztery raz tak.

Mam natomiast nadzieję, że w przeciwieństwie do większości podobnych rzeczy, które słyszałem w ciągu ostatnich lat, nowemu Heardowi uda się na mnie jakoś wpłynąć. Bo nie brakuje tutaj karty przetargowej, zagadki do rozwikłania, nie powinna ulotnić się niepodlegająca zwyczajnym, wymiernym prawidłom chwytliwość, która nie zadowala się jedynie faktem, że wszystko jest tutaj bezbłędnie zmiksowane. Z drugiej strony, dobrze czasami wrócić do takiego niedocenionego zawczasu albumu i z politowaniem popukać się w głowę na myśl gdzie się miało wtedy uszy. Tak czy inaczej, Outer Acid to skończona i satysfakcjonująca EP-ka. I bardzo w punkt jeśli weźmiemy pod uwagę czas, jaki dzieli nas od debiutu Hearda. Na kolejny album, który trzymałby podobny poziom, nie powinno chyba zabraknąć mu sił.

Krzysztof Pytel    
31 marca 2016
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie