RECENZJE

Mosqitoo
Synthlove

2010, MaMocRecords 5.8

Zespół Mosqitoo przeszedł długą drogę, by odnaleźć swój własny głos. Pierwszy raz widziałem ich chyba na Top Trendy, gdzie wystąpili z singlem "I Feel You", przyzwoitym i raczej nudnym, choć wtedy prezentował się dość świeżo – dzisiaj próby przenoszenia neptunesowej rytmiki w tak uproszczonej formie nie wydają się porywające, w tamtym czasie utwór jednak zwracał uwagę, mimo że na krótko, ponieważ ewidentnie zabrakło im pomysłów na całą długość piosenki. Płytę Mosqitoo Music zapamiętałem jako próbującą łączyć feelgoodowy vibe zgarniającego wtedy cały poklask r&b w białej wersji z 80'sowymi syntezatorami, ale nagraną jakby na siłę. Album Black Electro zbliżył zespół do dzisiejszej postaci, choć gdzieś między usilnymi próbami wymyślenia tanecznego hitu (moim zdaniem inspirowanego zamieszaniem wokół Confessions On The Dancefloor Madonny), jakim miał być kwadratowy "Chcę", odzywały się inspiracje Junior Boys w "Blessing Eyes" i udane próby łączenia nowoczesnego italo z potencjałem komercyjnym eurodance-popu w "This Is What I Feel". Historia zespołu to głównie marnowanie producenckiego potencjału w kiepskich kompozycjach, tak że czasem ciężko było na to patrzeć. I kiedy właściwie postawiłem na zespole krzyżyk, nagle rzucili przemyślanym, dopracowanym materiałem, którego nie trzeba ani bronić, ani przymykać oczu na niedociągnięcia.

"Kraftwerk, Roisin Murphy, Kylie, Sally Shapiro, Junior Boys, Italo, Depeche Mode, Tangerine Dream, Eurythmics, Moloko, Jarre, Cut Copy, Chemical Brothers, Prince, Juvelen, The Knife, Lindstrom, Dam Funk, Madonna, Justice, Michael Jackson" – tak wygląda rubryczka Wpływy na MySpace. Jeśli wiemy już, że zespół nas dość często czyta, to warto rozstrzygnąć sprawę, jaki pożytek ma z tych inspiracji. Wydaje się, że spory – płyta naładowana jest chłodnym brzmieniem electro-italo, składowe elementy stylu Junior Boys słychać w prawie każdym kawałku, Monika przybiera postawę divy zimnego disco, jaką gra czasem Murphy, inspirowana pewnie starszą koleżanką Grace, a stylowy dance-pop Juvelena i Kylie to jest prawdopodobnie podstawa ich własnej muzykologii. Wpływów Riddicka raczej nie słyszę, momentami co najwyżej objawiają się one ewentualnie w metodach budowaniu nastroju.

Synthlove jest zupełnie równym albumem, gdzie nawet nieuwielbiany przeze mnie singiel brzmi bardzo porządnie w kontekście całości, ale wydaje się równym chyba aż za bardzo. Jasne, są to wymuskane produkcje, starannie napisane piosenki, ale gdzieś w połowie płyty, na wysokości knife'owego "Cold Without You" zawsze lekko ziewam. Dalej jest moje ulubione "Getting Closer" o słodkim refrenie, więc maruderstwo długo nie trwa, ale to w końcu ta uberwierność obranej konwencji wydaje się ciążyć nad materiałem. Monika Głębowicz odnajduje się wśród chłodnych, nieludzko czystych dźwięków o wiele lepiej, niż gdy musi wskakiwać na pierwszy plan i wyciągać ludzi na parkiet, ale momentami drażni mnie jej emocjonalna monotonia i może jak w przypadku Grovesnora, materiał nieco przewyższa wokalistkę. Można się tym jednak specjalnie nie martwić – dla miłośników stylowego electro-popu dzieje się tu sporo dobrego. Ostatecznie jest to płyta bardzo staranna, która jednak może odrobinę bardziej zainteresuje fanów gatunku, niż przeciętnego popowego odbiorcę – cieszą tu nawiązania, cieszy wysoka jakość, ale brakuje czegoś, co wybijałoby Synthlove wyżej niż na poziom dopracowanej poprawności, bądź co zwyczajnie kazałoby do niej wracać. Z drugiej strony nie ma się co martwić – pod tym względem ostatnie płyty Mosqitoo i Plastic idą prawie łeb w łeb, to Furia Futrzaków tak wywindowała moje oczekiwania.

Kamil Babacz    
4 czerwca 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja