RECENZJE

Missy Elliott
Under Construction

2002, Elektra 6.6

"Get your freak on / Get your freak on / Get your freak on / Get your freak on / Get your freak on / Get your freak on / Get your freak on / Get your freak on".

Tę obsesyjnie powtarzaną frazę na tle schizofrenicznie transowego beatu usłyszałem kiedyś niechcący i wryła mi się w mózg na dobre. I ta cholerna melodyjka: "tu, tu tu tu tu tu". Drażniła mnie tak bardzo, że chciałem jej powiedzieć: "Spieprzaj! Spieprzaj z mojej łepetyny!", ale im bardziej namawiałem ją do spieprzania, tym bardziej się tam zadomawiała. W końcu zdesperowany podłączyłem się do MKS-u i wykasowałem wirusa z twardego dysku, ale pamięć o niesławnym zajściu pozostała. I mnie męczyła. Bo tekst pochodził z trzeciej, "skądinąd znakomitej" płyty Missy Elliott.

A na etapie Miss E... So Addictive mało kto traktował poważnie tę dość potężnie zbudowaną artystkę. Po trochu ze względu na teledyski i komercyjną otoczkę, a po trochu za współpracę z wykonawcami, których przeważnie nie ma. Weźmy przeróbkę "Lady Marmalade" z filmu Moulin Rouge. Hm, let's see, kto tam występował? Pink? Mya? Lil' Kim?! Sytuację ratuje Christina Aguilera, ulubienica męskiej części widowni. Mimo to, Missy jakby nie było. Aż tu nagle "trach" – i proszę, jest. Zadziwiająca odmiana. Płyta So Addictive zbiera same pozytywne recenzje. Jeden z cudów początku lat dwutysięcznych. Alternatywne r&b wdziera się na platynowe salony. Wśród najlepszych albumów roku wymieniają Miss E nawet snobistyczne magazyny dla pseudo-intelektualistów.

Nie ukrywajmy, stało się tak za sprawą produkcji Timbalanda, człowieka uważanego za mistrzowego układacza rytmów, specjalisty od "pociętych" i nieregularnych beatów. Wielokrotnie już używaliśmy w tym portalu określenia "młody geniusz", ale skąd mogliście wiedzieć, że pierwotnie chodziło właśnie o Timbalanda. "To jest geniusz po prostu" – tak wypowiadają się o nim początkujący rodzimi raperzy i należy przyjąć to ze zrozumieniem. Oczywiście, ponoć Missy też ma swój udział w muzycznej części swych piosenek. Sama kręci podkłady i popisuje się cynicznym, spryciarskim flow. Ale złośliwcy widzą jej sukces jako pochodną owocnej współpracy z Timbalandem. O tej współpracy chodzą takie legendy... Misdemeanor ponoć idealnie dopełnia się w studiu z Timbalandem.

Zresztą, spiskowa teoria fenomenu Elliott, tłumacząca go otaczaniem się przez artystkę dość znanymi gośćmi, wydaje się dość trafiona także przy Under Construction. Jeśli siedzicie w hip-hopie, to rozpoznacie takie postaci, jak Jay-Z (rapek w "Back In The Day"), czy Method Man (bliska oryginału przeróbka jego "Bring The Pain"). Zresztą, kwestia nawiązań Under Construction do klimatów starego rapu jest dość kontrowersyjna. Mimo padania w czasie trwania płyty zdań jak "this is an old-school Missy exclusive" i dedykacji dla Public Enemy, możemy raczej mówić o mistyfikacji. Siłę twórczości Missy nie stanowią żadne hołdy dla "olskool"! Siłę stanowi świetnie podane r&b, nareszcie przekształcone w jakąś oddzielną wartość, żyjącą własnym życiem.

No właśnie, bo zauważcie, że do tej pory nie było nowoczesnego r&b na tyle kreatywnego, rasowego i nieobciachowego, aby można go było pokazać zawsze i wszędzie, mówiąc "oto jest r&b". Wiecie, każdy gatunek zasługuje na jakiś tam szacunek. Nawet metal wraca ostatnimi miesiącami do łask, vide jakieś Isis, Mastodon, czy High On Fire. (Czekam na odrodzenie wirtuozerskiego niezal-neo-prog-gothic-jazzu, wszystko przed nami.) I ktoś, kto chce prowadzić jakieś klasyfikacje, zapisywać w zeszyciku osiągnięcia poszczególnych stylów, śledzić na bieżąco metamorfozy popularnej muzy, musi absolutnie złapać się za kopię któregoś z ostatnich krążków Missy, żeby chociaż mieć własne zdanie. Ja się przekonałem.

Jarająca pokraczność wokalna w "Gossip Folks", chore i obrzydzające (kurde... suka ta) nawijanie w "Work It" (z dzwonkowym samplem przywołującym wczesne Beastie Boys), jazzujący wstęp do "Go To The Floor" – jak nie przyznać tym kawałkom właściwości "kręcenia". Kręci. Luzacko wypadają udziały królowych komercyjnego r&b: Beyonce Knowles (yo, niezal-fani, stare dobre Destiny's Child!) w "Nothing Out There For Me" i TLC (to były te trzy od futurystycznych huśtawek) w "Can You Hear Me". A dodatkowo, co może być dla jednych atutem, dla innych zaś wadą, Under Construction jest dołpową jazdą na imprezkę. Frajda zwyczajna. Ruchliwe, taneczne, stukające bity, fajowe sampelki, a do tego cała masa świetnych pomysłów. Oj, zabawa była. Jeny.

Borys Dejnarowicz    
3 marca 2003
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja