RECENZJE

Mirah
(a)spera

2009, K 6.5

Ach te Stany, kraj możliwości. Chyba nigdzie indziej singer-sonwriterka nie wyglądająco jakoś specjalnie porywająco (no offense) i nie będąca w stanie nagrać więcej niż czterech kompozycji zapadających w pamięć per album, nie miałaby szans na wyrobienie swojej marki. Mirah tymczasem jest niemal legendą i można najwyżej przypuszczać, jak jej się to przytafiło: fajne tytuły daje swoim krążkom (mój faworyt to debiut w K: You Think It’s Like This But Really It’s Like This), kumpluje się z Elverumem, Calvinem Johnsonem i całą resztą Olympii i okolic, ponadto dobre pisze teksty i zadziwia zagadkowym rodzajem charyzmy kujonicy-okularnicy. Jest to kolejny przykład na to, jak wielkie znaczenie ma "fajność" ach w tym naszym świecie. Choćbym nie wiem jak szybko zapominał kolejne tracki tej czy innej płyty Miry, to słuchając jej czuję się niczym ululany do snu (nie mylić z uśpionym) niczym duży bob, jej skromnie plumkająca gitara łatwo kojarzy się z przestrzeniami Arizony a enigmatycznie wyzuty z emocji głos z deszczowym Portland, i tak dalej w ten podróżniczy deseń właśnie.

Od spostrzeżeń natury ogólnej, można przejść do szczegółu: pierwsza rzecz która wyróżnia (a)sperę na tle poprzedników to opener, odpowiedź Miry na debiut Final Fantasy i jednocześnie jedna z piosenek roku, oj fani starych filmów mogą prześcigać się w skojarzeniach. Później poziom albumu w zasadzie nie ulega wahaniom i trudno wybrać fragment godny wspomnienia – ale niech będzie nim "Education" numer, który mógłby z powodzeniem być highlightem na którymś z dwóch ostatnich albumów Cat Power. "Country Of The Future" to spotkanie północno-amerykańskich indian z mieszkańcami slumsów Rio, tymi, którzy nie załapali się na teledysk z Michaelem (gdy ten jeszcze ruszał kończynami). Latynoskie wątki kontynuuje trąbka w "The Forest" ale to akurat to niezbyt trafiona przymiarka do nieco agresywniejszego przesteru – oj nie do twarzy w tym pani, proszę pani. Poza tym nie ulega Mirah pokusie przyklejenia sobie etykietki eksperymentatorki (najlepiej jeszcze "freak-folkowej", phi) i tak konserwatywnie gra to samo, co na swoich poprzednich płytach, że zaczynam się zastanawiać, czy aby nie głosowała na wojaka McCaina. Czytam gdzieś, że jest lesbijką, więc pewnie jednak nie – uff, wciąż jest cool zatem, słuchajmy dalej.

Jędrzej Michalak    
3 czerwca 2009
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja