RECENZJE

Microexpressions
Deep Snow (EP)

2010, self-released 7.3

MJ: Z wielu dostępnych hermeneutyk w polskim reckopisarstwie w odniesieniu do Microexpressions najpopularniejszą wydaje się name checking i rozmaite warianty tegoż. Podążając tym tropem, ryzykujemy przerost, także wszech-obecnie punktowanej w tekstach krytycznych, entropii. Bez patyczkowania się i biorąc etykę zawodową (hobbystyczną?) w nawias jeszcze większy niż ten sprzed trzydziestu czterech znaków, spróbujmy wysilić się na jak najszerszy intersubiektywizm w tym modelu. Zatem: Deep Snow = debiutancka EP-ka Interpolu zagrana przez późne Animal Collective, produkowanych przez Maxa Tundrę. Alternatywnie, debiut Tigercity przemacerowany przez ostatnią płytę Q And Not U. Trochę też tu kompilowania zjawisk występujących na liście 10 najlepszych płyt 2006 według Porcys: tendencja do rozwlekania Guillemotsowego kodu wyrazu (minus egzaltacja), nieoczywiste hooki jak z Everything Wrong Is Imaginary, post-radioheadowa ambicja mieszania faktur wprost od TVOTR, mglistość planu może nawet nieświadomie nabyta via Function czy wreszcie wtłaczany w to wszystko melodyczny konkret Changes. Daje to razem wielomian któremu tylko tyci brakuje, żeby niebawem osiągnąć stan który będziemy określać "najlepszą polską płytą ostatnich lat". Nie zapeszajmy niby, ale to może być naprawdę proste jeśli panowie utrzymają taki progres. Te bombastyczne refreny z dzwoneczkami, głośnymi bębnami, obsesyjno-komplusywnie przyjaznymi ścianami – poliestrowo-lnianymi parawanami może – przesteru i ukrytego tajemniczo w miksie drone'ującego zgrzyciku to TA nowa rzecz, rzecz o której wszyscy piszący piszą i którą należy się jarać. I choć taki zestaw odniesień wskazywałby rejony ambientowych piosenek z przypadkowymi akordami jednej gitary podnoszonej z podłogi na pół etatu, nic z tych rzeczy, bowiem – gdyby słuchać zainteresowanej EP-ki jak big bandu – mamy tu także indie-wzniesienia niczym w hitach Broken Social Scene, dążące crescendo do jakiegoś oppenheimerowskiego wyładowania, które jednak zostawia nas nienasyconymi, przejawiając się jedynie w kilku wycinkach poszczególnych partii. Zazwyczaj w tych z wyższych pięter, głośniejszych. Taki proper climax widzimy, owszem, w "Brief Exposure", z tym, że trwa on funkcjofalowo na przestrzeni całego utworu, kulminując dopiero zwrotką: "You feel alone but do you / Let all my vibes go through you / Into the spine we'll take it / Into the spiiiineeee". Widzicie zachwiania logiki? Listoworoczne sprawy.

Naturalnie słychać w tym tongeist ostatnich lat niezalu: pitchforkowe nu-indie, ambicjonalne piosenki o semi-ważnych sprawach zazwyczaj zawierające popisowe, rapsodyczne mostki i często, ale nie zawsze – bezpośrednio szturchające układ limbiczny chorusy. Teraz, skoro już mamy zindywidualizowany do granic rozsądku obraz brzmienia i struktury piosenek, wypadałoby sprawdzić co tak naprawdę dzieje się na Deep Snow. Teraz, skoro już mamy w domu internet bo przestaliśmy pić wina, wypadałoby znaleźć ich oficjalną stronę i ściągnąć darmowy albumik z błogą antycypacją w kręgosłupie. Zróbcie to. Bez sugerowania się oceną, która mogła ulec nam urojeniu: to EP-ka, a Jędras znany jest ze stosowania zabiegów typu "EP tax", komunikujących mniej więcej: "No tak, ale nie sztuka przy pięciu kawałkach tyle materiału zawrzeć. Czekamy na longplaya". Druga opcja to zachłyśnięcie się najbardziej konkretnymi "Brief Exposure" i "Festival", a w konsekwencji przeoczenie kosmologicznego masywu bitowo-clapowo-strunowego "Hyperspace" czy nieśmiałego hymniku z monochromatycznymi a wciąż dekoracyjnymi niczym lampki na choince plamami klawisza w osobie utworu tytułowego.

ŁŁ: Nie bardzo jestem w stanie wskazać jeden konkretny punkt w historii muzyki polskiej ostatnich lat, kiedy wzniosłe inspiracje zaczęły być obowiązujące, i nie mówię tu nawet o Interpolu czy CKOD. Ciężko dodawać na starcie same punkty za wpływy, w konsekwencji ograniczania taryfy ulgowej nie pamiętam, żebym przez ostatnie lata słyszał polską, gitarową płytę która nie powodowałaby ziewania w połowie 1 utworu, dlatego też Microexpressions już na starcie mnie mają, bo "Brief Exposure" to kawałek, który mógłby zmieścić się na Galanterii, gdyby były tam tak dobre piosenki jak chcą niektórzy. Opener i "Festival" to największe highlighty tej EP-ki, mieszczące w sobie z 5 piosenek na własnych prawach. "Deep Snow" to rządząca miniaturka, łącznik między robiącym najmniejsze wrażenie "Great Haze" a opisywanym przez Konia "Festivalem" i "Hyperspace" – prawdopodobnie jedynym na płytce utworem przywołującym (w swobodny sposób) ducha post-rockowej przeszłości bandu. Jazzpospolita, Furia Futrzaków, Microexpressions – wygląda na to, że jesteśmy w czołówce światowej. HE.

MZ: O kurde, "Great Haze" to w ogóle Teda Leo przypomina. Chwytliwe i zwięzłe, miło chrzęszczące hooki, odlegle zawodzące morskie motywy i operowanie falsetem, zupełnie oniemiałem, że to Słowianie – mistrzostwo. Inny highlight, "Festival", to turlający się temat przyjemnie rozkołysany przez lekko zacinające gitarki, ze szczyptą cyfrowych efektów i rewelacyjną "przemianą" w środku. "Brief Exposure" – epicki gitarowy pop z delikatnie mglistą osnową i onirycznymi wątkami zlewającymi się w finale z jazgotem wioseł, think Broken Social Scene. "Hyperspace" też kładzie na ziemię, brzmiąc jak rozbudowana kolaż-indie-ballada w typie Tv On The Radio. Kończę apelem o skierowanie wzroku na Jelenią Górę.

ŁK: Deep Snow trwa dziewiętnaście minut, ale może przysporzyć problemów w ogarnięciu swojej treści. Możecie potrzebować kilku przesłuchań pod rząd i możecie potrzebować słuchawek, tyle tu wciskają Microexpressions rzeczy na sekundę. Pozwólcie, że wam tu trochę pomogę – rozgryźmy ten orzech track po tracku. Zaczyna się od "Brief Exposure", piosenki, która narasta i narasta i narasta by w końcu wybuchnąć niepohamowanym (szu)gejzerem – ekstatyczny jazgot gitary walczy z brutalnie wysoko zmiksowanymi bębnami podczas gdy niewinne cymbałki sobie to wszystko ozdabiają. Tak naładowany, intensywny opener każe myśleć o zespole, który planuje dać z siebie wszystko. No i dalej dają – "Great Haze" jest mniej przesycone, bardziej dynamiczne i jeszcze lepsze. Michał słusznie porównuje do Teda Leo, ale to jest futurystyczna wersja jego dokonań, robotyczny punk z wiercącym refrenem. Żeby zapewnić moment wytchnienia, ale jednocześnie uświadomić, że jest amibtny, zespół wstawia następnie pulsującą elektroniczną miniaturkę tytułową. A skołatane serce będzie potrzebowało uspokojenia przed "Festival". "Festival" to w tej chwili koronne dokonanie Microexpressions, trzy minuty, w które postanowili zmieścić tyle pomysłów ile się da w trzy minuty. Motywy zmieniają się jak w kalejdoskopie, a każdy z nich to mała perełka. Rezultat to piosenka, która wydaje się chwytliwa, ale NIE zapamiętacie jak leci za pierwszym, drugim, trzecim razem. EP-ka kończy się epicko, ponad siedmiominutowym "Hyperspace", utworem z największym długiem u TV On The Radio na Deep Snow. Do tego stopnia, że to właściwie mogłaby być piosenka TV On The Radio, ale może też, o bez kitu, z ich kawałkami rywalizować. Moment, w którym syntetyczny efekt dusi wokal – mistrzostwo. Mam nadzieję, że to tylko próbka możliwości duetu, ale to bardzo sycąca próbka.

Mateusz Jędras     Łukasz Konatowicz     Łukasz Łachecki     Michał Zagroba    
21 kwietnia 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja