RECENZJE

MGMT
Congratulations

2010, Columbia 5.3

BD: Ok, więc to jest ich "ambitne", anty-przebojowe dzieło, którym chcą udowodnić, że są kimś więcej, niż tymi kolesiami od "Kids". LOL. Debiut z początku nieco niedoważyłem, ale sofomor pokazuje, że nie ma to żadnego znaczenia. Otóż właśnie element disco był w nich najlepszy. Bez niego zostaje jakiś rozmyty, niby malarski i "odważnie" unfocused, lecz przeraźliwie *zeszłoroczny* śnieg, nikomu do niczego niepotrzebny. W konkurencji "szlachetnego nudziarstwa" to Grandaddy to oni nie są. Boli też inwazyjnie zły tytuł utworu "Brian Eno", konkurujący swoim złem z nazwą zespołu Bruno Schulz. To kwestia wyczucia, którego panowie nie mają. Na plus tylko wielowątkowe "Siberian Breaks" (w suicie między innymi kolejna i najlepsza ich imitacja Bowiego z early 70s, barok-folk, którego nie powstydziłby się Gottschalk na Sunchild i progresywne outro na modłę środkowego Yes). Oraz pyszna okładka (jak SFA minus brzydota). Pa pa?

PM: Po freak-folku i elektronice przyszedł najwyraźniej czas na pokręcony retro-pop o sixtiesowych inklinacjach (pewnie wpływ "perkusisty" – jego ostatni solowy zdradzał w końcu oznaki kierunku). Lilys robili to co prawda dużo lepiej dziesięć lat temu, ale i tak płyta zaskakuje ogólną miodnością i (momentami) inwencją. Dodać do tego trochę tanecznych rytmów, a na następnym krążku mogą pojawić się hity!

RG: Swojego czasu z Kamilem próbowaliśmy znaleźć piosenkę, która w jakiś sposób definiowałaby nasze pokolenie urodzone w okolicach 1990 roku i kurcze, jedynym kandydatem zahaczającym o jakieś sensownie pretendowanie było "Kids". Wiadomo, pewnie każdy 90s kid ma pewnie inną taką piosenkę, ale coś jest co tkwi w tym tanecznym kawałku, w tych wokalach i w pomalowanych twarzach na nieoficjalnym teledysku, w tym, ze ten teledysk działa wyłącznie w kontekście jutuba, co sprawia, że trochę w tym naszym luźnym strzale zahaczyliśmy o prawdę. Co nie zmieniało faktu, że Oracular Spectacular dało się słuchać w połowie, a ta mniej słuchalna część teraz przeszła na Congratulations i się panoszy nudą, brakiem poziomu i nawet chęci dotknięcia emocji wywoływanych przez "Kids". Sound fagi polubią za ładne brzmienie, wszyscy objęci obowiązkiem ogarniania zacisną zęby i będą musieli przesłuchać, a Ty, jeżeli nie jesteś indie indykiem w okularkach, może serio sobie odpuść.

ŁK: Z popularnych młodzieżowych zespołów, ten jest jednym z najmniej ciekawych. Yeasayer brzmią przy nich jak demony kreatywności. Natomiast Congratulations to nie jest jakaś szczególnie słaba płyta, chociaż pierwsze przesłuchanie zostawia właśnie takie wrażenie. MGMT ewidentnie myślą o piosenkach, których nie potrafią napisać, tak było w przypadku debiutu, tak jest teraz. To słychać nawet w najlepszych piosenkach. "Siberian Breaks" składa się z kto-tam-wie-ilu psychodelicznych części, które są fajne, ale żadna nie potrafi się wznieść ku świetności, pozostawiając nas z dwunastoma minutami dość solidnej przyjemności zamiast epickiej miazgi. "It's Working" i "Song For Dan Treacy" wyróżniają się tu w kategorii piosenek o zwyklejszym formacie, ale to tylko dobrze wykonany, bardzo spowszedniały psych-pop. Reszta już zupełnie tonie w średniości – elektro-prog "Flash Delirium", zupełnie tapetowy instrumental "Lady Dada's Nightmare", żwawe Wire z Chairs Missing / 154 (znów!) w "Brian Eno"... cokolwiek. Nie ma znaczenia czy współpracują z Davem Fridmannem czy Sonic Boomem, żadne uwiarygadniające kolaboracje nie poprawią nijakości ich utworów. Nieważne gdzie gonią za swoją muzą – tutaj niby porzucili przebojowość, żeby realizować swoją wizję – bo jej tam nie ma.

Łukasz Konatowicz     Patryk Mrozek     Ryszard Gawroński     Borys Dejnarowicz    
15 kwietnia 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja