RECENZJE

Mercury Rev
All Is Dream

2001, V2 7.1

Od kiedy pamiętam, zawsze urzekała mnie barwa głosu Jonathana Donahue. Jakkolwiek dziecinnie by to nie brzmiało, mam słabość do tego kruchego, delikatnego wokalu, na wczesnych płytach Mercury Rev w pewien sposób kamuflowanego i rozwiniętego w oryginalną wartość dopiero na Deserter’s Songs. Ta niegroźna ułomność subiektywizmu ma w tym wypadku dość podstawowe znaczenie, wpływając znacznie na pozytywny odbiór All Is Dream, najbardziej piosenkowego dokonania w dyskografii zespołu. To było do przewidzenia. Słuchacze śledzący poczynania nowojorczyków (z Buffalo) od dream-noise-psychodelii Yerself Is Steam, poprzez poszukujące Boces i równie niełatwo definiowalne, niezwykle eklektyczne See You On The Other Side (chyba drugie po debiucie artystyczne osiągnięcie Mercury Rev), mogli czuć się skonfundowani w zetknięciu z "Holes" czy "Goddess On A Hiway", piosenek zrównoważonych na Deserter’s Songs eksperymentalnymi kolażami i utworami o klimacie bajkowych musicali. Grunt pod All Is Dream był już przygotowany: ta płyta to właściwie logiczny krok na obranej ścieżce.

Cudownie ładnie jest już od rozpoczynającego się podniosłą partią orkiestry "The Dark Is Rising". Ta orkiestra pełni tu zresztą role refrenu, w zwrotce jest wręcz ascetycznie: jedynie delikatne smyczki w tle, na pierwszym planie jednostajne pianino i Jonathan snujący przejmująca miłosną opowieść. Po krótkiej chwili z ciszy powoli wyłania się świetny mroczny motyw, przeradzający się w chyba najwspanialszy tutaj "Tides Of The Moon". Każdy instrument oddzielnie buduje dramaturgię: szumiące klawisze, rewelacyjny hipnotyczny bas, z wielkim wyczuciem gdzieniegdzie pojawiające się pianino, charakterystyczne sola gitary. Kunszt Grasshoppera, który wypracował już rozpoznawalny styl, pozwala malować wiosłem senne, refleksyjne krajobrazy. Także tłem baśniowego "Lincoln's Eyes" udowadnia on, że swoje granie podporządkowuje klimatowi kompozycji i poetyckiej wizji Donahue. Ale do tego w odniesieniu do Mercury Rev zdążyliśmy się już przyzwyczaić.

Poszukiwanie nowych środków wyrazu poprzez między innymi śmielsze wykorzystywanie brzmień orkiestrowych rozpoczęte na See You On The Other Side nie zostało wraz z All Is Dream porzucone. Tylko że na tym etapie zdążyliśmy się już z owym novum oswoić; podniosłe formy stanowią naturalny element lub dodatek wielu kompozycji, tak jak chociażby w przypadku wspomnianego "The Dark Is Rising", nie ujmując płycie piosenkowego charakteru. Niby o takim właśnie krążku myślałem po usłyszeniu singlowego materiału Deserter’s, ale teraz, kiedy koncepcja została urzeczywistniona, brakuje mimo wszystko czegoś dźwiękowo głębszego. All Is Dream jest rzeczywiście snem wyjątkowo ładnym, ale na dobrą sprawę najmniej interesującym w całej dziesięcioletniej karierze Mercury Rev.

Michał Zagroba    
17 grudnia 2001
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja