RECENZJE

Men
Open Your Heart

2012, Sacred Bones 5.9

Statystycznie moje ulubione płyty i kawałki to w dużej mierze gatunkowe crossovery – najbardziej uniwersalne muzycznie, upopowione dokonania niekoniecznie popowych zespołów, oraz dzieła korzystające z doświadczeń multum muzycznych epok i stylów. Ulubiony utwór Can? Proszę bardzo: "Sing Swan Song". Najfajniejsze metale ostatnich dziesięciu lat? Bez zaskoczenia, Mastodon i Wolves In The Throne Room. Najdroższy klasyk muzyki house? "Big Fun" Inner City. Jest coś w tym, że gdy wyspecjalizowanym zespołom przychodzi tworzyć dla szerszej publiczności, uciec się muszą najczęściej do języka MUZYKI aniżeli dialektu swojego genre; tak się również składa, iż słownik ten zawiera bardzo pokaźny leksykon odpowiedzialny za kreatywne melodie czy wpadające do głowy hooki. Prawidłowość ta sprawdza się w przypadku punka nawet częściej niż w innych gatunkach – no bo kto z nas naprawdę woli Never Mind The Bollocks od London Calling?

Podążając tym tokiem rozumowania, druga "oficjalnie" wydana płyta Men to wet dream dla fanów encyklopedii amerykańskiego rocka po ’76. W ciągu dziesięciu utworów Open Your Heart kolesie wałkują swoją wersję połowy alternatywnych estetyk wypełniających półki każdego szanującego się hipstera-rockisty (z bonusowymi elementami między wierszami). Otwierające "Turn It Around" oraz "Animal" to szalenie proste i rytmiczne punkowe kawałki, lecz niekoniecznie nadają one ton reszcie utworów. Już "Country Song", indie-rockowy jam drogi z połowy lat dziewięćdziesiątych miesza w kotle, ale największą niespodziankę stanowi (znakomity skądinąd) "Oscillation", czyli No Age kowerujący Neu!, tudzież eksperymentalna strona Je Suis France. Zaskakująco zwiewnego gitarowego pop "Please Don't Go Away" nie powstydziliby się Lilys (albo, ehem, Pains Of Being Pure At Heart); tytułowy utwór wpada w ucho mimo zrzynania z Buzzcocks (a może właśnie dzięki zrzynaniu z Buzzcocks), a "Candy" to najbardziej psych-garażowy moment w kolekcji. Krążek wieńczy długaśny eightiesowy niezal rock, niebezpiecznie zbliżający się do klasycznych kawałków Sonic Youth z tamtego okresu.

Problem w tym, że Men nie do końca sprawdzają się w nowej roli. Zeszłoroczny Leave Home bazował na ciężkości i repetycji; potężne prog-punkowe lokomotywy vide "If You Leave…" przekazywały energię waląc po pysku w zwolnionym tempie. W połączeniu z mięsistą produkcją (głęboookie brzmienie perki) była to recepta na granie faktycznie w swoim poletku oryginalne, a na pewno wyróżniające się pośród zapatrzonej w lata dziewięćdziesiąte młodzieży. W przypadku Open Your Heart Men mają momentami więcej wspólnego z Cloud Nothings niż samymi sobą sprzed kilku miesięcy. Mimo, że nie zatracili umiejętności pisania solidnie chwytliwych piosenek, liczę na mniej kompromisów w przeszłości. Just be yourselves, guys.

Patryk Mrozek    
16 marca 2012
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie