RECENZJE

Memoryhouse
The Years (EP)

2010, Arcade Sound 6.3

KFB: On zjadł zęby na poważce (efektem nazwa będąca swoistym hołdem wobec znakomitego albumu Maxa Richtera), ona lubi fotografię (ale jeszcze nie poszła na cytologię i nie została zapłodniona), zatem nie wydaje mi się, że akurat w przypadku dzisiejszych bohaterów kontekst chillwave'u to najlepsze z możliwych odniesień. Sam fakt, że wydają tam gdzie MillionYoung to chyba jeszcze zbyt mało by posuwać się do tej swoistej nadinterpretacji. Dobra, odkładając "etykietkowe" uprzedzenia na bok... Jestem mile zaskoczony, że w tak krótkim, trwającym ledwie kilkanaście minut, materiale Evan i Denise zdołali pokazać tak wiele możliwości. Niepozorny (ale przybierający na sile z każdą sekundą) opener jedzie na prostych patentach, ale każda kolejna z tych "małych melodyjek" urzeka pewną dozą naiwności. A "Lately" to już w ogóle perła warta szerszego opisania, bo ta uroczo smętna balladka jedzie na pamiętnym fragmencie z Eternal Sunshine Of The Spotless Mind (jak już jesteśmy przy filmach Kaufmana – kto nie płakał na Synecdoche, New York ten bej BEZ SERCA). A reszta piosenek? Bardzo przyjemna, ale hooków jakby mało. Kolejna EP-ka podobno już za kilka tygodni, więc z chęcią sprawdzę postępy.

JM: Mi też to słowo na "ch" nie nasuwa się – już o wiele bardziej drążą skroń Sunny Day In Glasgow czy Cranes. Tym samym Memoryhouse tłumaczą Cocteau Twins na język współczesny – i nieźle im idzie, choć z drugiej strony czynią to bardzo hermetycznie i nie pozwalają się inspirować nikomu innemu.

KB: Nigdy za mało ładnej muzyki, ze ślicznymi, nieco przybrudzonymi tłami, zainspirowanymi ambientem i neo-poważką, nawet jeśli wszystko się już trochę zlewa. Jako fan skonkretyzowanej formy i przywiązania do innych popowych wartości, najcieplej odbieram jednak ostatni utwór, "To The Lighthouse". Absolutne nieprzekombinowane wokale na tak mocno przesiąkniętym pozytywnym lenistwem i sentymentem tle, dają całość urzekającą mnie brakiem jakiejkolwiek spiny i muzyczną wrażliwością z jednej z moich bajek. "Lately" jest też niezłym dowodem przywiązania do powtarzanych ładnych motywów (to raczej one, a nie hooki mają być tu wartością) i talentu do bardzo subtelnej aranżacji. To też grupy dźwięków o najładniejszej fakturze na tej płytce. Czasem denerwuje brak olśnień, ale inteligencja i wrażliwość pozwalają wierzyć w zaspokojenie niedosytów w niedalekiej przyszłości, choćby tego najprostszego, związanego w długością nagrania.

RG: Znowu, znowu, nawet potrójne znowu otwieram MySpace zespołu i widzę rozmarzone rozmazania z retro feelem wylewające ze zdjęć, jutubów i wszystkiego czym się projekt opisuje. Nie czas już na jakąś parodię tej mody czy coś? No ale ważniejsze od tego kto jakich filtrów w Photoshopie używa jest dobry poziom The Years. Odbiór tej EP-ki idzie mi w zupełnie inną stronę niż u Kamila i Kacpra, bo zgrabne przełożenie rozmazanego imażu zespołu na dźwięki działa najbardziej z dodatkami takimi jak wchodzący nagle do utworu automat perkusyjny w "Sleep Patterns" czy szept w "The Waves". "Lately" i "To The Lighthouse" trochę zbyt się rozpływa w tych ładniutkich dźwiękach i przytłumionych tłach. Przydałoby się jednak więcej różnorodności, bo całej płyty to by się nie dało zapamiętać.

Jędrzej Michalak     Kamil Babacz     Kacper Bartosiak     Ryszard Gawroński    
23 lutego 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie