RECENZJE

!!!
Me And Giuliani Down By The Schoolyard (A True Story) (EP)

2003, Touch & Go 7.5

Pojęcie singla ulegało w ciągu z górą czterdziestu lat istnienia rocka ogromnym przeobrażeniom. U zarania dziejów gatunku małe płyty rządziły rynkiem i wyznaczały wykonawcom miejsce w szyku. Beatlesi sukcesywnie uzupełniali swą albumową ofertę atrakcyjnymi przebojami. Rubber Soul towarzyszył zestawik "Day Tripper" / "We Can Work It Out". Równocześnie z Revolver ukazał się "Paperback Writer" / "Rain". Edycji Sierżanta Pieprza akompaniował "Penny Lane" / "Strawberry Fields Forever". Żaden z tych utworów nie ustępował swoim długogrającym odpowiednikom. Stonesi w ogóle nie umieszczali największych hitów na brytyjskich wydaniach swych dużych płyt: do "Satisfaction", "Paint It Black" i "Let's Spend The Night Together", o ile nie mieszkali w Stanach, dostęp mieli tylko właściciele singli.

Jednak dziś rzadko traktuje się single na serio. Przeważnie spełniają one funkcje promocyjne, lądując ostatecznie w zakurzonych szufladach prezenterów radiowych (którzy po kilkakrotnej emisji na antenie otrzymują egzemplarz całego albumu), lub okupując specjalnie wydzielone do tego celu, wątłe regały sklepowe. Singlami przejmują się tylko maniacy, kolekcjonerzy. Kto by wydawał ciężko zarobione pieniądze na cacko składające się z piosenki, remixu, remixu alternatywnego i remixu poszerzonego. Zespoły takie, jak Radiohead, dostarczają wprawdzie fascynujących "stron b", w rodzaju "Talk Show Host", "Meeting In The Aisle", czy "Kinetic". Ale gro wydawnictw tego typu odrzuca swoim bezsensem: w dobie szaleńczego pościgu za bieżącymi nowinkami i objawieniami trudno nie skwitować propozycji kupna singla śmiechem.

Tym bardziej sensacyjne jest to, co powiem za moment. Oto radzę wam zaopatrzyć się jak najszybciej w dwu-utworową, osiemnastominutową płytkę !!!, zanim będziecie żałować zwłoki. Powody mojego stanowiska są dwa. Po pierwsze, grupa !!! swój drugi długogrający album zapowiedziała dopiero na rok 2004. Nie jest to broń boże wybieg, czy strategia marketingowa. !!! nie są sztuczną kreacją wytwórni i snobistycznych magazynów. Mają osiągnięcia i to znaczne. Self-titled debiut, antycypujący niejako całe obecne dance-punkowe halo, wydali hen w 2000. A pół roku temu jako Out Hud (nie wnikając w szczegóły to są ci sami ludzie właściwie) spreparowali niesłychanie kręcący, instrumentalny avant-disco-punkowy eksperyment Street Dad, plasujący się w absolutnej czołówce dokonań ostatnich miesięcy.

Lecz ważniejszy jest fakt merytorycznej zawartości krążka. !!! bywało chamsko zjeżdżane pewnie właśnie dla dziwności, nowości. Przewidzieć najżywotniejszy dziś punkowy nurt z takim wyprzedzeniem: to się nazywa intuicja. Teraz, wobec natłoku ciotków naśladujących to, co !!! robili już "sto lat temu", grupa rzuca na kolana, zachowując idealne proporcje między tanecznością i nowofalowością we fragmencie tytułowym. Zasadzony na zaraźliwym basie i beacie automatycznie wprawiającym kończyny w ruch, przywołujący bystro ducha Talking Heads (polirytmia, perkusjonalia) i Gang Of Four (skreczujące gitary!), "Giuliani" rozwija się jak klubowy high-mix. Nic Offer majaczy niskim, gardłowym wokalem. Przejście na 2:32 to najbardziej imponujący kawał funkowego smażenia, jakiego zaznałem od Dismemberment Plan. Następuje chwila wahania, po której wkracza wybuchowy chorus, by stopniowo oddalać się w amoku szczęśliwego przyśpiewu.

Inaczej wygląda ekstatyczne "Intensifieder – Sunracapellectroshit Mix 03", wciągające w świat kapel "madchesterskich", operujących na pograniczu psych-rocka i electro. Chore cięcie grubej warstwy dźwięku wspomaga efekt. Pomny wielu doświadczeń daleki jestem od dzikiego entuzjazmu i wybujałych oczekiwań. Pamiętajmy, że to zaledwie singiel. Widzieliśmy nie raz, jak nastawianie się pod kątem rzekomego arcydzieła owocowało marnym rozczarowaniem. Jest mnóstwo potencjalnych geniuszy, zdolnych przenieść dance-punk w inny wymiar: Liars, Radio 4, Hot Hot Heat. Ale suszę zęby do Me And Giuliani, czekam na ich płytę i nie oszukujmy się, to jest so fucking danceable! Oh yeah! Zobaczymy, czy to rzeczywiście będzie dopiero początek.

Borys Dejnarowicz    
16 czerwca 2003
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie