RECENZJE

MC Honky
I Am The Messiah

2003, Spin Art 3.7

Nie chcę strugać Mędrka, ani też wyjść na specjalnego Gburka. Wszelako postać E zaczyna mnie szczerze wpieniać. I Am The Messiah to nowe wcielenie lidera Eels, zakładającego najwyraźniej, że jest zbyt płodnym artystą, by zmieścić się w formule rodzimej kapelki. Litości panie gajowy, żyjesz pan z profanowania bogatego dorobku Becka, Beta Band, DJ Shadowa i każdego chyba artysty pod słońcem, który ci przypadnie do gustu. Ale dlaczego masz jeszcze czelność próbować szydzić ze swoich dobrodziejów, bez których talentu nie miałbyś nawet z czego zrzynać. Ty cwaniaczku-pewniaczku, zrobiłeś karierę na plagiatach i myślisz, że jesteś śmieszny? Liczysz, że wszyscy się nabiorą i cię polubią? Po moim trupie. Ojesuuuuuu! Już nie mogę, przestań wreszcie, bo się doigrasz.

Jak widać odbija mi niczym żabci Rere w starciu z bocianem, ale postaram się być dzielnym chłopcem i dokończyć demaskację MC Honky jak należy. Najpierw wzmiankujmy, że szczwany Everett opisując swoją muzykę podsunął krytykom termin "self-help-rock", stwarzając pozory, że robi coś nowego, coś dla ludzkości pomocnego. Nowa muzyka, nowa szufladka, nowa – nie stara, nowa nie zrzynam, nowa jestem cool, nowa, nowa, kupcie moją nową płytę. Nie jestem może Nieśmiałkiem, ale nie zmienia to faktu, że gardzę bezczelnymi typami, którzy z tupetem kołaczą do drzwi sławy nie mając do tego podstaw. Zresztą zostawmy sławę, chodzi mi o samo błaznowanie, udawanie kogoś fajnego, podczas gdy nie ma się do tego rzeczywistych predyspozycji. To żałosne i w moim mniemaniu daje odwrotny efekt.

Niestety, doświadczenie uczy, że właśnie pozbawieni naturalnych hamulców pozerzy osiągają wiele, bo ludzie nie mają ani gustu, ani wyczucia, przez co imponuje im wiele cech na wskroś wieśniackich. I choć to takie oczywiste, a ja pogodziłem się z tym dawno temu, to wciąż boli mnie kiedy (to jest właśnie przykład) na wysokości "3 Turntables And 2 Microphones" ten nikt próbuje satyry na Odelay, konkretnie "Where It's At", gdzie jak każdy pamięta padają słowa "I got two turntables and a microphone". Ej, może on chce powiedzieć, że jest lepszy od Hansena, bo ma więcej sprzętu? O to chodziło, czy to miało być takie śmieszne?

Jakby tego było mało, szajbus dalej znęca się zapamiętale nad Beckiem ("My Bad Seed"), oraz w "What A Bringdown Soft" i "Velvety Fer" szarga świętości, których nazw przez szacunek nie wymienię w kontekście tego chałturnika. Wrrrrr, w takich chwilach odradza się we mnie duch wojownika i mam ochotę przywołać Honkiego do porządku. Ale co ja mogę, pełny jestem. Ostatecznie niech nikt nie ma wątpliwości, że każdy fragment Psyence Fiction, Odelay, czy Midnite Vultures więcej jest wart niż całe I Am The Messiah i uznam, że swoją misję wypełniłem. Chamskie odgrzewanki z tamtych płyt budzą raczej odrazę, a wsłuchiwanie się w dowcipy z debiutu MC to tortura sama w sobie. Jest tak przyka, jak wysilony śmiech z czerstwego żartu wizytującej dom starej cioci, podczas rodzinnego obiadu niedzielnego. Tyle, że wtedy śmiejąc się robimy wszystkim przyjemność, a rozkminiając poczucie humoru E wręcz odwrotnie. Mam nawet poczucie, że robiąc to tracimy dany nam czas, co prowadzi do konkluzji, że grzeszymy.

Tak jak powiadam, znajdziecie tu kolaże sampli, żywych instrumentów i całej gamy nie dających się bliżej zdefiniować brzdęków posklejanych odtwórczo, w dodatku z krótkim okresem trwałości. Nierówno było Krzysiu, kanciasto. Bezwstydnicy powiedzą, że jest funky i cool, ale ci szanujący nieco swoje gusta przyznają, że najlepsze fragmenty ("Sonnet No. 3", "The Object", "Baby Elephant Rock-A-Bye") to zaledwie zlepki bitów z pierwszego UNKLE, rozchmurzone fantazją Beta Band, gdzieniegdzie wzbogacone niemal Beastie Boysowymi rapowankami, ugładzone przez przystępniejszą dla telewizyjnego fana dawkę popu z gatunku Moby czy Morcheeba. Bezspornie najlepiej jest, jak autor ordynarnie ściąga i nic już sam nie kombinuje, co jest zarazem niechlubną, acz prawdziwą wizytówką MC Honky.

Jacek Kinowski    
10 września 2003
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja