RECENZJE

Max Tundra
Parallax Error Beheads You

2008, Domino 7.3

Ostatnie, co Jacobs wydał i grało długo, było bardziej masakrą niż fantastyczne, wbrew temu co możecie przeczytać w archiwach co bardziej hardkorowych serwisów muzycznych (te pedalskie nie słuchają noopopu). Dobre teksty. Dobra płyta dobre teksty. "MBGATE" było wymiatało, "Hilted" wykończyło deklinację, ta o jednym z aminokwasów niezbędnych też dobra, nawet "Gondry". Powyższe, pomiędzy innymi, wymiatały jak wszystko z czym można było je od pierwszego rzutu skojarzyć bez tracenia na koherencji, a gdzie tam do wczesnego IDM-u, atari-r'n'b czy co lepszych nagrań prostych ludzi z harpunami o symetrycznej nazwie zespołu. Dycha dwutysięcznych. I oto, dwa lata przed końcem dekady, dwa lata przed końcem dekady znów Domino. "Gum Chimes" jest słodkie, "Will Get Fooled Again" słodkie i prawdziwe, "Which Song" (CZESZE PAŁĘĘĘ) wywołuje wersaliki a "Nord Lead Three" trąci maratonem kabaretu gdzieś pod Łodzią. W Niemczech.

Jest też statement na modłę Partridge'owską: "The deities you count on were just made up by some guy". I tam też tematowość wiedzie daleko i wzwyż. A ile sam Max (Ben) zbierze za to pieniążków? Zwróćcież uwagę, że "Which Song" to prawdopodobnie singiel roku antycypowany (Calsberg) 2007-owym "A Truce" – taki ekstatyzm! Nikt z nas nie potrafi mówić. Jesteśmy zguibieni. Gdzie podział się Jakobson, stary pijus? CPO TRZROBIŁNYY W TAKIEJ SYTUACJI JANUSZ MORRISSSEY? Janusz Morrissey nie żyje (JEBAĆ BRYTYJSKI SHOEGAZE1), nie pomoże nam. Chociaż te kawałki o umieraniu całkiem wymiatają też. To oczywiste masło, chociaż "Orphaned" się broni niemożliwą melodyjką na sam koniec. Jak wyczekiwanie u kataryniarza: "zagraj coś nędzniku, bo zginiesz w przeręblu".

I że jest geekiem śpiewającym wysoko. Od razu usłyszawszy "Which Song" doznałem porozumienia z tym typem, że jest moim nowym fanem. Za pomocą takich skarbeńków jak trzy ostatnie tracki, również. Bo oto są cokolwiek taneczne, o ciężkich górach na lodzie (a my tu mamy taką wódkę). "Did you ever see The Holy Mountain On Ice?" Genialne. Każde podejściu do studia jest takie. O dekoracjach, literalnych tu chyba, bo bębny są piękne, żwawe, Podążaliśmy za jakąś linią synthu która już dawno się schowała przed wejściem całej reszty, czyli sypialnanego noopopu z rytmem, który 4/4 był może dziesięć lat temu, zanim został przyjęty do naszej klasy. Inna piosenka, yoko ona: "My Night Out" – "Fucked reunion on a stage with somebody new / A power residue". Wszystko na pościskanych drumach, bulgotaniach i precyzyjnym głównym synthu. Tak. I list ze Szwecji, który spłynął lunarnym blaskiem na poplamione kawą i lodami wszelkiej kategorii biurko sekretarki redakcji (asystentki2):

"REAssumujęac, zostaję tylo ja i ty – nie, sorry, w meczecie nowe bandanki rozdają akuradtt dziś. A ja ide ne mel;anż, więc stary został Grundgurr3, i jeśli tylko go znajdziesz, morderstwo na klawiszu będzie mega łątwe. Grundgurr jet najlepszy w tym co rorbi a czego nie robi niech szdoastanie tajemnicą. Pmoże odpokopieiecie Morrisseya przy okazji. Nie wiem czy dostałaś mój list, ale wszyscy myślą, że jesteś fajna.

Pozdro,

Grundgurr"

DOMAGAM SAIĘ EKSUMHACJI WZWŁOKK JANKA MORRISSEYA! WALCZYMY O COŚ!

Widać jak na głoni, że skandynaw się doigra. Krążą nad nimi detekktywy i sępi. Wa;czyy o cos!


1 – tego słuchają pedały z pierwszego akapitu.

2 – stąd się wzięły plamy: "As data fills a perspex spool / My sequencers will outsell Tool / So load me in and let me reign / 'Cause I was born to entertain".

3 – Grundgurr to śmiały harpunnik jakich w Szwecji wielu. Ma trzy metry wzrostu i nie dopina spodni. Nie dlatego, że jest za gruby. ON NIE MUSI. Jest jednak orędownikiem grzebania w ciele Janusza Morrisseya przy pomocy złotego harpunca na wieloryby i najlepszego krakowskiego najlepszego patologa w mieście. Autor nie ma takich – oficjalnie – koneksji, stąd problem. Dajmy im wolną rękę i zamówmy MTV. "Serotonin storm FTW".

Mateusz Jędras    
4 grudnia 2008
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie