RECENZJE

Marissa Nadler
Songs III: Bird On The Water

2007, Peacefrog 5.1

Muzyka Marissy Nadler to przykład twórczego wykorzystania tradycyjnie folkowej stylistyki. Delikatne brzmienie akustyka idzie tu w parze z różnorakimi ubogaceniami, wśród których najistotniejszym jest senny, dochodzący nas jakby zza zasłony głos Amerykanki. Inne dodatki które udało mi się wychwycić to: wiolonczela, syntezator, różne dzwonki i dzwoneczki, oraz sporadycznie gitara elektryczna. Często mamy też do czynienia z urozmaiceniami produkcyjnymi (jakieś pogłosy, podwodne echa, podwajanie wokali, i tym podobne). Na pierwszy rzut oka daje nam to wrażenie prawdziwego bogactwa...

Lecz gdy wgryźć się głębiej, okazuję się, że to co napisałem wyżej stanowi tylko część prawdy o albumie. Brakuje bowiem Songs III Bird On The Water jednego elementu, który przynajmniej dla mnie jest w muzyce zasadniczy, a więc odpowiedniej ilości interesujących melodii. Cóż, znajdziemy na krążku również i perełki (na przykład dwie urokliwe ballady "Mexican Summer" i "Dying Breed", gdzie w samo tło wsłuchiwałem się dłuższą chwilę, albo opartą na chwytliwym arpeggio, przesterowym tle i ciekawej melodii wokalu "Rachel"). Ale pozostałe utwory nie dają już tyle satysfakcji. Za dużo z nich opiera się na jednostajnych (często ponad pięciominutowych), niezbyt porywających motywach, które po chwili stają się po prostu nużące. Taki "Thinking Of You" jeszcze się broni, ale już "Silvia" czy mdła interpretacja Cohenowskiego klasyka "Famous Blue Raincoat" nie wyrastają ponad przeciętność. Ich jedynym atutem wydaje się depresyjny, wręcz dołujący klimacik, i mimo iż Marisa jest zapewne szczera w swych smutkach, swoim smęceniem bardziej człowieka męczy niż intryguje. Także jeśli kiedykolwiek przypomnę sobie o tej płytce, zapuszczę "Dying Breed", ewentualnie "Rachel", po czym wiele się nie namyślając wrócę do szarej codzienności.

Paweł Greczyn    
9 lipca 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie