RECENZJE

Maria Minerva
Cabaret Cixous

2011, Not Not Fun 6.1

Panie, ale o co chodzi, co się tutaj dzieje, do kurwy nędzy? O, najmocniej przepraszam panienkę, kłaniam się uniżenie. Wszystkie panie przepraszam, sorry for the inconvenience, dopiero wstałem, przemęczony coś jestem. Oczy się sklejają, ale przeszłość nie może dłużej wytyczać przyszłości. "Czarny kontynent" nie jest ani czarny, ani niezgłębiony: pozostał do tej pory niepoznany, gdyż kazano nam wierzyć, że jest zbyt ciemny, by go zgłębić. Jakże oni drżą, świętoszkowie, że pokażemy nasze obrządki.

No, ale z tym Tallinem toście przesadzili. To jest qui pro quo, Votre Altesse. Estonia też jest w Unii, to wszystko zmienia. Mentalność inna, strefa euro, Ryanair. Nadal w głębokim lesie, ale nie róbmy tu dyskursu postkolonialnego. Seks postkolonialny, ktoś napisał, zbyt długo to jeździło na odwłokach warszawskich autobusów, na pośladkach wywłok. Cyrk na kółkach. O, przepraszam najmocniej panienkę. To nie o to tu chodzi, somma jest nieważna jako czysta fizyka, ona samą psyche, weź o tym poczytaj. Nie tańczymy w kółko wokół najwyższej dziury.

Lęk przed wpływem jest tu kategorią centralną, inaugurującą i warunkującą. Clinamen czytelny niczym zwód Sebastiana Niemczyka, ekwilibrystyczne rozważania o kondensacji nadmiaru pomysłów na warunki piosenki. Tej piosenki. Ale nie rozgryzajmy tego, pozostańmy bierni. Nie popadajmy w akademizm nadmierny, przecież nie trawimy recwriterskiego bałwochwalstwa. Ukontentujmy się zdradą, dajmy się udobruchać, to nie takie straszne. Przegraliśmy, zmyślnie produkujmy miód.

W kolejnych kawałkach minimalnymi środkami stara się tworzyć rozmyte, niedbałe piosenkowe mgiełki i wychodzi jej to zupełnie solidnie. Uważam, że wszystko, co robią, jest maksymalnie średnie, nudne. Który to wrzucał na walla? David Bowie musi być dumny z takiego ucznia. Tej koncepcji biseksualności jako stopienia, zatarcia różnic, służącej zażegnaniu lęku przed kastracją, przeciwstawiam inną biseksualność, taką, w której żaden z podmiotów nie zamyka się na scenie fallocentrycznej gry, ale każdy ustanawia własny świat erotyczny. Znowu wracamy do punktu wyjścia i zostańmy tu jeszcze przez chwilę. To jest pop, dziecinko. Są mężczyźni (tak nieliczni), którzy nie boją się kobiecości.

...

NIE MA RECENZJI NA PITCHFORKU. Kiedyś Guardian pisał, a teraz nie, dlaczego? To tylko zdziwienie, bo nie chodzi o to, by przejąć ich metody, ich pomysły, ani by chcieć zająć ich miejsca i zyskać pozycję panów. Kobieta lepiej rozumie dziecko niż mężczyzna, ale psychicznie mężczyzna jest bardziej podobny do dziecka. Niewinnością jest dziecko i zapomnieniem, rozpoczynaniem od nowa, grą, kołem, co samo z siebie się toczy, pierwszym ruchem i świętym, wymówionym "Tak". "Kraść i latać" - to gest kobiety. Kobieta nie jest z pewnością tą z fantazji Nietzschego: nie po to daje, by brać. Jej język nie zamyka, przenosi, nie zatrzymuje, lecz umożliwia.

Sorry, najebałem się. Szkoda, że zamiast rozbuchanej barokowej ornamentyki otrzymaliśmy surowe wersje tych eklektycznych, kabaretowych standardów. Gdzie podziali się goście? To najgłębszy poziom autoparodii i złośliwego komentarza do kondycji krajowej sceny muzycznej. Zawsze na siebie natrafiamy.

Krzysztof Michalak    
11 sierpnia 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie