RECENZJE
Mac DeMarco

Mac DeMarco
Another One

2015, Captured Tracks 7.4

Mac DeMarco wydał jeszcze jeden zbiór piosenek. Tak po prostu – nagrał, wydał i niespodziewanie – jakby mimochodem – znów zamiótł, a fakt ten przeszedł przez dzielnię jakoś bez większego echa. Zresztą poniekąd czuje się tej sytuacji współwinien – mnie również ten niespełna dwudziestopięciominutowy albumik przemknął niezauważony gdzieś pomiędzy podsumowaniem półdekady a przeświadczeniem o tymczasowym nasyceniu mac-style’ową estetyką za sprawą świetnego Waxing Romantic Travisa Bretzera, gdzie wpływy Kanadyjczyka czaiły się za każdym winklem. Musiałem się jednak bardzo pomylić, bo piosenki z Another One, jedna po drugiej, wchodzą mi jak souvlaki gorylom.

Samą postać DeMarco łatwo zamknąć w kilku wytartych od dawna kliszach: oto popkultura, w ramach przeciwwagi dla nagminnej pozy smutnego, napuszonego intelektualisty, domaga się wyluzowanego chłopaczka w szelkach, ze slackerskim stemplem na czole i gołębim sercem, który najpierw nieco przesadzi na imprezie, a potem na koniec albumu zaprosi słuchacza do swojego nowego domu na kawę. Banał. Warto jednak wychwycić dysonans między swawolnym wizerunkiem przyćpanego ziomka, jaki znamy z filmików i zdjęć, a wrażliwym usposobieniem ujawnianym na płytach. Niezależnie czy Macky śpiewa o kobietach, czy o papierosach (zachrypnięty wokal we wczesno-reedowskim "I’ve Been Waiting For Her" uznajmy za punkt wspólny obu tych namiętności), robi to z czułością, o jaką z pewnością nie podejrzewalibyśmy gościa wymachującego pindolem na teledysku zaprzyjaźnionego zespołu. Stąd już niedaleko do statusu uwielbianego przez wszystkich niezal-pupilka, a jeśli się jeszcze przy okazji umie pisać mocarne piosenki, to zostaje się także pomostem między listami rocznymi Porcys i Pitchforka.

Przechodząc już do meritum: Another One jest wydawnictwem logicznie wynikającym ze swojego poprzednika. Na Salad Days królowały przestrzenne, janglujące gitary, stanowiące dla DeMarco od dawna naturalne środowisko songwriterskie. Przykłady ciętych riffów "The Way You’d Love Her" i "Just To Put Me Down" pokazują, że w tej niszy artysta nadal czuje się najlepiej, ale odnotujmy również coś innego: zachęcony sukcesem "Chamber Of Reflection" Mac coraz częściej sięga po klawisze. Jak sam przyznaje, w komponowaniu przy ich pomocy jest na razie na etapie zbierania pierwszych szlifów i powolnego zdobywania pewności siebie, ale dwie rozchwiane, refleksyjne, przywołujące ciążenie "Diviny" balladki (tytułowy i "A Heart Like Hers") ani trochę nie odstają, a znam i takich, dla których nawet się wybijają.

Another One to nie tylko urzekająca skromność formy, wierność samemu sobie i apoteoza bezpretensjonalności, ale przede wszystkim album wypchany po brzegi muzycznym konkretem. Za dowód można podać chociażby refreny wspomnianego "The Way You’d Love Her" i mojego ulubionego "No Other Heart" albo sposób, w jaki bas igra z klawiszami w "Another One", ale można też porzucić analityczny punkt widzenia i po ludzku cieszyć się tą muzyką – dojdzie się dokładnie do tych samych wniosków. A wiecie czemu? Bo właściwie każdy track z tego minialbumu (z wyjątkiem "My House By The Water", będącego nagraniem szumu wody z Zatoki Nowojorskiej) po prostu rządzi, ani trochę nie ustępując poziomem kawałkom z Salad Days. Precyzja hooków i niebywały luz; tylko tyle i aż tyle. Macky, poproszę o jeszcze jeden.

Wojciech Chełmecki    
1 października 2015
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Indie
Car Seat HeadrestTwin Fantasy