RECENZJE

M83
Before The Dawn Heals Us

2005, Gooom 6.5

Po niespodziewanym rozstaniu z kilkuletnim muzycznym partnerem Nicolas Fromageau, francuski eksperymentator Anthony Gonzalez bezzwłocznie podjął się iście karkołomnego zadania – sfollowupowania epickiej, shoegaze'owej idylli Dead Cities, Red Seas And Lost Ghosts. W kontekście następcy dzieła tak perfekcyjnie spełnionego, przygniatającego głębią harmonijnych, pastelowych warstw i naturalnym pięknem płynących melodii, Before The Dawn Heals Us wypada zaskakująco poprawnie. Można czepiać się wszechobecnego patosu, kiczowatości użytych synthów oraz częstego gubienia tropu w pokładach nudy, jednak ostatecznie przeważa spójna, mroczna koncepcja i jakże solidny songwriting Gonzaleza.

Poza specyficznym klimatem wielkomiejskiego niepokoju i nocnej melancholii, jaki charakteryzuje trzecie osiągnięcie Francuza, wspomniany patos jest niejako kluczem do rozpatrywania nagrania. Nawiązując do "On A White Lake, Near A Green Mountain", jednego z najbardziej majestatycznych tracków poprzednika, płyta utrzymana jest w podniosłym, niemal orkiestrowym tonie; egzaltowane, rozrzewnione wokale oraz 80sowe syntetyczności jedynie potęgują wrażenie patosu. Najczęściej jednak estetyka ta rozbrzmiewa niezwykle naturalnie i świeżo, a zgrabne wplecenie w instrumentalną ścianę wyrafinowanych, nowoczesnych loopów i sporej dawki agresywnych bitów daje naprawdę wyśmienity rezultat (pierwszy singiel – "Don't Save Us From Flames" oraz "Car Chase Terror" – wyraźne nawiązanie do "America" z poprzedniego albumu). Również momentalne zwroty w stronę eksperymentów jednolicie elektronicznych wypadają w pełni satysfakcjonująco, czego dobrym przykładem jest gwałtowny, pulsujący przerywnik "*".

Czasem jednak szala patosu przechyla się na niekorzyść kompozycji, irytując lub zwyczajnie przynudzając słuchacza. Słabiutki "Farewell / Goodbye" to ciężkostrawne, smętne i kiczowate pieśnidło, usypiające ogólną flegmą i denerwujące emocjonalną wokalizą. Również w drugiej połowie nagrania nierzadko występują momenty przydługie, nudne lub męczące swą egzaltacją. Na szczęście, wszystkie utwory świetnie pasują do obranej "urbanistycznej" koncepcji; stylistycznie i nastrojowo unitarne, decydują o interesującym, oryginalnym charakterze albumu, świadcząc także o wyjątkowej świadomości artystycznej Anthony Gonzaleza.

Patryk Mrozek    
10 maja 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie