RECENZJE

Lykke Li
Youth Novels

2008, LL 5.9

"You'll be the rhythm / And I'll be the beat". Tymi słowami wprowadza nas do swojego muzycznego świata młodziutka Lykke. W trakcie jednak "ja" zamienia się z "ty", a nieco przydługie intro wreszcie dochodzi do końca. Tak, słuchałem "Little Bit" przynajmniej kilkanaście razy i oczekiwałem zupełnie innego otwarcia – przebojowego, radosnego, a nie nudnawego nie wiadomo czego. Płyty pop powinny się zaczynać mocno i trzymać poziom, choć w przypadku większości zazwyczaj sprawdza się jedynie pierwsza część tego zdania. Ta przed "i". Na szczęście Lykke jedynie początek ma słaby, dalej jest już zdecydowanie lepiej, choć mimo wszystko parę wypełniaczy na Youth Novels można odnotować, a i moje wyobrażenie tej płyty okazało się niemal zupełnie błędne.

Ale może najpierw, zgodnie z zasadami dobrego menadżera, pochwalimy, a dopiero dalej zdradzimy co jest nie tak. Jak już słusznie zauważono w paru miejscach, Lykke lokuje się między Robyn a Feist, gdzieś dokładnie w połowie drogi. Na upartego można by tu było doszukiwać się podobieństw do Kylie czy innych pop pieśniarek, ale poprzestańmy na tych dwóch z poprzedniego zdania.

- Siemka Lykke.
- Witaj!
- O czym nam dzisiaj zaśpiewasz?
- O miłości oczywiście!

Jest tu parę przebojów, z których słuchania można wyciągnąć sporo przyjemności, choć generalnie to "Little Bit" jest tym momentem szczytowym, a reszta jedzie na równym poziomie, punkt czy dwa poniżej. Drugie na płycie "Dance Dance Dance" to radosna pioseneczka, nieco w klimacie "Mushaboom", której co prawda brakuje solidnego hooka, ale i tak się broni. Kolejne "I'm Good I'm Gone" cieszy chwytliwym refrenem, nawet pomimo nieco irytującego początku. Idąc dalej mamy "Let It Fall" i niestety jest to co najwyżej solidny razowy z niezrealizowanym potencjałem. Tuż przed największym popisem odrobinę pompatyczne i nie do końca udane "My Love", choć kto wie, może to tylko sposób na spotęgowanie wrażeń przed momentem kulminacyjnym?

"Słuchając tego krążka ma się nieustanne wrażenie, że ta płyta chce być ambitna. Widać, że targetem płyty nie są ludzie, którym dane było zachwycić się chwytliwością "Little Bit", lecz bardziej typowi czytelnicy Wideł, choć końcowy produkt nie jest w stanie zadowolić ani jednej, ani drugiej z tych grup."- generator recencji porcys.com

Idąc dalej track po tracku – takie "Hanging High" to dobry kawałek, ale nie ma tu ani wystarczającej dawki przebojowości, ani tego "czegoś" co decydowałoby o wyjątkowych walorach utworu. Dalej wskakuje "This Trumpet In My Head" i w gruncie rzeczy też nie ma na co narzekać, fajny przerywnik, ale gdy się przyjrzeć Youth Novels jako całości to pojawia się pytanie - po co?

Płycie brakuje klucza. Jest różnorodnie, lecz Lykke miota się pomiędzy rożnymi pomysłami i nie do końca wiadomo o co jej chodzi. Dziewiąte "Complaint Department" podoba się (nawet bardzo), ale niedługo potem jest "Time Flies", które raz, że razi banalnym tytułem, dwa, że głos młodziutkiej Szwedki brzmi tutaj straszliwie irytująco i nie za bardzo da się tego słuchać. Dużo tu pomysłów i nie powiem, całości słucha się dobrze, jednak ciągle czegoś brakuje, a sporo rzeczy mogłoby brzmieć lepiej. Ale koniec czepialstwa, niech was nie zmyli moja depresja – płytka jest w porządku.

Łukasz Halicki    
8 lutego 2008
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie