RECENZJE

Low
The Great Destroyer

2005, Sub Pop 4.4

Fenomen Low od zawsze polegał na umiejętności budowania niepowtarzalnego, mistycznego klimatu przy pomocy najprostszych środków wyrazu. Mniej zorientowanym przypomnę, iż zadebiutowali w 1994 roku prawdziwie ascetycznym arcydziełem I Could Live In Hope. Taki "Slide" na przykład oparty był jedynie na dwuakordowym, prościutkim (wręcz ogniskowym "z góry na dół" – heh) arpeggio, wzbogaconym tradycyjnie już oszczędnym basem i znakomicie dopasowaną partią wokalu Mimi Parker – tak powstał jeden ze slowcorowych utworów wszechczasów. Na The Great Destroyer niestety (szczerze mi przykro) mimo względnego bogactwa, to jest dodatkowych: partii gitar, keyboardów, czy wokali (w "Step" przykładowo wykorzystano głos kilkuletniej dziewczynki) nie odnalazłem nawet cząstki magii, która nieodłącznie towarzyszyła kolejnym wydawnictwom Low. Swoją drogą pamiętam, że już na poprzednich albumach zdarzały się nieliczne momenty, gdzie określenie smęt wydawało się całkiem adekwatnym. Jednak dopiero Great Destroyer z cała mocą potwierdziło obawy o poważnych brakach kwartetu z Minnesoty: z jednej strony inwencji twórczej niezbędnej do konstruowania dobrych kompozycji, a z drugiej szczególnej ochoty do muzycznych poszukiwań i zaskakiwania odbiorców nowym. Choć, żeby być sprawiedliwym, niezłe utwory na Great Destroyer też się zdarzają – konkretnie dwa: "Just Stand Back" i "On The Edge". Te jako jedyne mniej więcej dorównują poziomem wybranym fragmentom z Trust, czy Things We Lost In The Fire ("Dinosaur Act", anyone?). Tak naprawdę to poza nimi nie odnalazłem tutaj niczego godnego uwagi. Smutna to konkluzja w przypadku klasyków gatunku, ale co zrobić. Długo pianę by tu bić, a prawda jest taka, że zupełnie nie czuję, żeby ta płyta była mi do czegokolwiek potrzebna. Widocznie po przeszło jedenastu latach istnienia i sześciu albumach w końcu przyszedł dla grupy czas poważnego regresu. Miejmy nadzieję, że kiedyś jeszcze wrócą i pokażą... wiadomo co.

Paweł Greczyn    
8 czerwca 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja