RECENZJE

Lotus Plaza
Spooky Action At A Distance

2012, Kranky 7.0

W kolektywnej świadomości fanów współczesnego indie Deerhunter figuruje zbyt często jako postać charyzmatycznego ekscentryka Bradforda Coxa – paradującego w kieckach na scenie, coverującego "My Sharona" przez ponad godzinę tyczkowatego frontmana – i resztę. Niesprawiedliwe jest to przede wszystkim ze względu na niepozornego gitarzystę zespołu – Locketta Pundta, bo to właśnie on odpowiada za gros najlepszych utworów w katalogu zespołu. "Strange Lights", "Agoraphobia" czy "Desire Lines" wszystkie wyszły przecież spod pióra najlepszego przyjaciela Coxa. Tymczasem solo, pod pseudonimem Lotus Plaza, Pundt specjalizował się w wielowątkowych psychodelicznych jamach, muzyce dramatycznie innej od wpadających w ucho hitów sklejanych dla macierzystego składy. Do czasu.

Spooky Action At A Distance brzmi bowiem niczym pięćdziesięciominutowa wariacja na temat najbardziej melodyjnych fragmentów Deerhunterowego repertuaru Pundta; poza wrowadzającym "Untitled", które wyraźnie nawiązuje do ambientu debiutanckiego Floodlight Collective, tegoroczne kawałki stanową kwintesencję kategorii focused, eksponując chwytliwe tematy z każdej możliwej strony. Poruszając się wokół dream popu o indie-rockowym zacięciu z lat dziewięćdziesiątym (vide Swirlies czy, z drugiej strony oceanu, The Sundays), Pundt naznacza cały zestaw swoim rozpoznawalnym już songwriterskim stylem – mamy tu konsekwentną repetycję wyrazistych hooków i bardzo regularne, oparte na ósemkach gitarowe suity. Piosenkowe oblicze Lotus Plaza jest jak wojskowa parada, w której każdy z równo maszerujących żołnierzy ubrany jest w indywidualnie dobrany, wielobarwny mundur.

Najładniejsze wdzianko nosi na sobie bez wątpienia "Monoliths", który w grudniu namieszać może sporo na końcoworocznych listach singli. Utwór ten rozpoczyna się nośnym, beatlesowskim zwrotka-refren- zwrotka, lecz po dzielącym kawałek na pół przesterowanym solo w mostku college'owy pop ustępuje potężnej, permanentnie narastającej kodzie. "Monoliths" to monumentalizm, wyborne zmiany akordów i songwriting, który nie zatrzymuje się nad żadnym tematem niepotrzebnie długo – trochę jak jangle- popowy odpowiednik "Super Soaker" Wavves.

W brytyjsko-brzmiącym jangle'u pławi się także "Strangers", ilustrując kolejny ulubiony trik Pundta – zwięzła pierwsza połowa rozpływa się w zapętlony jam, niczym w "Desire Lines" z ostatniego krążka Deerhunter. Spooky Action… nie trzyma się jednak kurczowo ani tejże sztuczki, ani jednolitego brzmienia instrumentów. "White Galactic One" nawiązuje otwierającym gitarowym riffem do co bardziej agresywnych kompozycji Briana Eno z wczesnych siedemdziesiątych; numer ten jedzie także na jednym z najlepszych refrenów Lotus Plaza. "Jet Out of Tundra" to tymczasem mocna realizacja kawałka- lokomotywy, czyli utworu, który cały czas zmierza do przodu, nigdy nie dojeżdżając jednak do stacji końcowej.

Spooky Action At A Distance czerpie siłę z formatu swoich piosenek oraz doświadczeniu Floodlight Collective. Mimo, że zamiast mgiełek tamtego albumu mamy w tym momencie w pełni zarysowane popowe motywy, filozofia Floodlight… manifestuje się w sposobie ich podania. Lotus Plaza nie pokazuje słuchaczowi melodii i hooków na wyciągniętej ręce, tylko otula nimi niczym ciepłym kocem. Spooky Action… nie atakuje ani podbija, lecz delikatnie spowija receptory słuchowe, upamiętniając na nich swoje inicjały. Bez wątpienia pozostaną tam na długo.

Patryk Mrozek    
9 maja 2012
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja