RECENZJE

Lotto
Elite Feline

2016, Instant Classic 5.8

W przypadku nowego wydawnictwa polskiego superskładu Lotto, paradoksalnie, najwięcej nieoczekiwanych zwrotów akcji wydarzyło się poza rdzenną warstwą muzyczną tria. Przeprowadzka z Lado ABC do Instant Classic oraz nieśmiały krok w stronę elektronicznego brzmienia z klubowych peryferii pogodzonego z office-ambience soundem zmyślnie wplecionego w jazzowe kompozycje na etapie post-produkcji przez kolejną ważną na naszym muzycznym poletku, a przede wszystkim cholernie uzdolnioną, postać producenta Etama Etamskiego (1988, lepsza połowa duetu Syny), to prasowe anonse, o których zdecydowanie warto by pamiętać zabierając się za odsłuch Elite Feline.

Tym bardziej, mając na uwadze rzeczone innowacje, człowiekowi smutno, że w wykreowanym za pomocą dwóch dwudziestomianowych partii instrumentalnych świecie równie łatwo się bez reszty zatracić, jak i obrzydliwie wynudzić. Mieszanka kontrabasu, całej gamy przeszkadzajek, perkusji i gitary, potraktowana finalnie hardware'owym filtrem, brzmi zupełnie różnie od improwizowanego quasi-rockowego debiutu Ask The Dust - jest wyciszona, przemyślana i skupia się na bycie jednorodnym, zespole, a nie solowych popisach gromadki zasłużonych instrumentalistów, jak to w zdecydowanie większym stopniu miało miejsce kilka lat temu. Nie chcę tutaj perorować o "asekuracyjności" tegorocznego krążka Lotto, gdyż ten termin w sposób jednoznaczny kłóci się z minimalistyczną ideą dzieła skończonego, która przyświecała jego twórcom, ale w moim odczuciu, mimo oczywistej koncepcji tria Majkowski-Rychlicki-Szpura, zabrakło tutaj przeniesienia środka ciężkości z chordofonów na "dziksze" tango sekcji rytmicznej; re-reorganizacji najważniejszych w poszczególnych kompozycjach akcentów. W taki oto sposób przed premierą miałem szczerą nadzieję obcować z awangardowym polskim Supersilent bez pianina, a finalnie skończyło się na wielotorowych, biało-czerwonych The Necks uboższych o klawisze (a wszyscy wiemy ile w krautowym jazzie znaczy Chris Abrahams).

Niemniej wciąż należy pamiętać, że cały skład Lotto to w swojej kategorii muzycy świetni, których kolektywnego potencjału doświadczyć mogliśmy przede wszystkim na wspomnianym Ask The Dust i mając na uwadze wydawniczą płodność każdego z nich, z pewnością zaskoczą nas wszystkich jeszcze niejednym nieszablonowym nagraniem. Po prostu tym razem hipnotyzujący seans nie urzekł mnie tak niesamowicie, jak nutka nonszalancji, za którą w twórczości Pawła Szpury szaleję. Ale mazowieckiej supergrupie trzeba przyznać, że konwersatorium z rytmiki i samodyscypliny zaliczyli na mocne, akademickie "pięć" i obecność Elite Feline na tegorocznym OFF Festivalu nie była przypadkiem.

Witold Tyczka    
13 września 2016
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja