RECENZJE

Lone
Galaxy Garden

2012, R&S 7.8

Nie ma co udawać – od czasu premiery Galaxy Garden upłynęło już trochę czasu. Zabierając się za pisanie tej recenzji, czuję coś w rodzaju tremy porównywalnej chyba z tą, jaka towarzyszyć musi randce z piękną, lecz zblazowaną panną, która zdążyła już usłyszeć na swój temat całe różańce komplementów i patrzy na ciebie zza stołu znudzonym wzrokiem, od czasu do czasu przenosząc go tylko na odgrywający rolę zegarka wyświetlacz telefonu komórkowego. Trudno, co zrobić. Zerknęliście zresztą już zapewne na ocenę więc nie muszę chyba pozbawiać was w tym momencie złudzeń co do zawartości tego tekstu. Tak – przez następne kilka akapitów przy pomocy łokci będę się starał zrobić sobie miejsce w zbitym tłumie adoratorów.

Galaxy Garden zastaje Matta Cutlera konsekwentnie szlifującego rave'owe, hiperaktywne brzmienie przyjęte przez niego po dość dawnym już odrzuceniu przez niego drabiny złożonej z inspiracji BoC i hip-hopowym beatmakingiem, o której zresztą, nawiasem mówiąc, z każdym kolejnym releasem zdaje się on pamiętać coraz mniej, skoro rozmarzone pady znów musiały dokonać ustępstw na rzecz ostrych jak brzytwa stabów. Tym razem jednak na Cutlerze lista dramatis personarum się nie wyczerpuje, gdyż jako side-kick występuje dobrze nam znany Travis Stewart, dokładając swoje trzy grosze do "Cthulhu", a także – będącego jednym z najjaśniejszych punktów płyty – "As a Child"; pod koniec pojawia się też etatowa wokalistka modnych producentów – Anneka, asystując w zamykającym album "Spirals".

Jeśli w ogóle jest możliwe wyrobienie sobie w miarę precyzyjnego pojęcia o brzmieniu płyty bez jej słuchania, w przypadku czwartej płyty Lone najprostsza droga zdaje się wieść nie przez moją pisaninę, a przez zwyczajne przyjrzenie się okładce. To muzyka bardzo dobrze opisana przez swoje fluorescencyjne opakowanie – tłoczna, mieniąca się kolorami, okazjonalnie upodabniająca się do widocznych na drugim planie mgławic. Tak więc jeśli zdażył znudzić was ten tekst – zerkacie na zdjęcia i zapominamy o całej sprawie.

Cutlera można w zasadzie bez większej przesady nazwać w tym momencie producentem kompletnym. Zachwyca jego biegłość w układaniu oryginalnych, interesujących harmonii, ale kiedy trzeba także umiejętność posłużenia się rave'owo-detroitową kliszą – vide kaskady równoległych akordów mollowych w przyprawiającym o ciarki "Crystal Caverns 1991". Tymczasem to tylko jedna strona rzemiosła jakim dysponuje – prawdziwym highlightem "Galaxy Garden" są gęste, pędzące patterny bębnów, mimo skomplikowania zachowujące swój wybitnie parkietowy charakter – nie sposób nie kiwać głową do "Raindance" czy trzęsącego szybami "Dream Girl". Wytchnienie przynoszą "Dragon Blue Eyes" i "Stands Tidal Waves" – urocze, wypełnione dzwonkami i padami miniatury, urzekające głębokimi basami wyplywającymi co chwila na powierzchnię.

Nowy album Cutlera to rzecz broniąca się na wszystkich frontach – wręcz onieśmielająca solidnością swojego wykonania. Być może momentami trochę zbyt jednorodna, ale dzięki temu też wybitnie równa i płynna, nigdy nie schodząca poniżej bardzo wysokiego poziomu. "See what nature should look like" – komunikuje sampel na początku "As a Child", a ja myślę sobie że nie obraziłbym się gdyby tak właśnie brzmiała muzyka sfer. Jeśli jakimś cudem przespaliście tę premierę, lepiej nadrabiajcie zaległości.

Marcin Sonnenberg    
11 lipca 2012
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie