RECENZJE

Lone
Echolocations (EP)

2011, R&S 7.1

O jak dobrze się stało, iż w ubiegłym roku Matt Cutler odnalazł wreszcie swoje miejsce na scenie odchodząc od repetowania patentów Boards Of Canada – nawet jeśli czynił to w sposób co najmniej nieodtwórczy. Przesycająca blogową atmosferę myśl hauntologiczna, mus odniesień do wczesnych najntisów, fetysz taśmy analogowej, polaroida, VHS-u i nintendo – przetrawiliśmy cały ten chillwave siedem razy. Jeśli ktoś ciągle traci głowę dla post-dillowskiej miękkości bitów z mgiełkową reminiscencją słodkich wspomnień spotęgowanych nadmiarem procentów w słońca zenicie, to znaczy... że wszystko z nim OK. Szczęśliwy ten, którego życie nie wymaga tak pojętego eskapizmu. Tym zwyczajnym, tym smutnym zaleca się wygrzebanie z marazmu nostalgicznych prób oszukania rzeczywistości, gdyż, jak podobno twierdził Kant, marzenia senne zanieczyszczają umysł. Po przebudzeniu należy natychmiast wstać. Potem był jeszcze papież, który powiedział: "Wstańcie, chodźmy". Matt Cutler mówi: "Wstańcie, tańczmy!"

Na Emerald Fantasy Tracks Lone nie odciął się definitywnie od interferencji ulatujących pod chmurkę melodii i rozwodnionych wielobarwnych plam. Wykorzystując jednak skrzynkę z narzędziami wczesnego Warpa zabawił się w brikolera, angażując ową spuściznę do niewymagających rozkminy bangerów, z którymi przemierza teraz wybrzeże na platformie belgijskiej R&S. Echolocations są bowiem prostą kontynuacją utrzymanej w szybkich tempach frajdy niedawnego longplaya. Całe trzydzieści minut tkania słonecznych hooków na kanwie rave'owych uderzeń wystrzeliwują świadomość na złote plaże ciepłych krajów, a biodra, kończyny, szyja i kto czym tam operuje – wszystko faluje.

Niezorientowanym w temacie może posłużyć losowo wybrany numer. "Explorers" intryguje gęstą zasysającą magmą przelewającą się pomiędzy trybami maszynerii werbli i hi-hatów. "Dolphins" to może najbardziej adekwatny przykład ubogaconej wariacji na temat Aphex Twina z Selected Ambient Works. Strukturalnie na tle Echolocations najbardziej wyróżnia się "Approaching Rainbow", pomimo konsekwentnie tanecznego tempa wnoszący już relaksacyjne wygaszanie imprezowej atmosfery. Tymczasem "Rapid Racer" jest z jednej strony, adekwatnie do tytułu, najszybszy w zestawie, z drugiej – epatuje wysuniętym na pierwszy plan rytmem, słabszym motywem przewodnim, gubiąc klimat i uświadamiając, że dobranie odpowiednich środków nie wystarczy. Wreszcie prawdziwe novum – w zamykającym całość "Blossom Quarter" Lone przemycił coś z muzyki chiptune'owej i raz jedyny kaskadowo śmigająca melodyjka, jakich pełno było na Emerald Fantasy Tracks i od których pęka w szwach niniejsza EP-ka, migocze barwami 8-bitu. Echolocations to nic innego jak rozhukana oldschoolowa impreza. I szkoda sensu na rozpamiętywanie, żale i tęsknotę. Kiedyś to było? Teraz jest. (W ogóle, ale zajebista wiosna za oknem, nie?)

Michał Hantke    
23 kwietnia 2011
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie