RECENZJE

Liz
Just Like You (EP)

2014, Mad Decent 7.5

Rozwój tak zwanego "niezal r&b" (czujna korekta poprawia na "niemal r&b" i niebezpiecznie mi się to podoba) to w ostatnich kilkunastu miesiącach jedno z nielicznych zjawisk, które we współczesnej muzyce jeszcze autentycznie mnie grzeją. Swoich ludzi mamy w okolicach tej "sceny" bez liku, ale jak wiadomo im więcej, tym lepiej. Liz pierwsze single wypuściła na początku 2013 – zaczęło się od "XTC", sympatycznej mimikry końcówki 90s w r&b. O jeszcze lepszym "Every Memory" mogę powiedzieć tylko tyle, że Mariah wiele by dała, żeby mieć dziś takie podkłady. Udane nagrania z 2013 roku pokazywały, że warto wiązać z Liz spore nadzieje, zatem tym bardziej cieszy mnie, że panna zanotowała w ostatnich miesiącach spory progres i z pomocą różnorodnego grona producentów zaczęła wymiatać także na dłuższych dystansach.

Siłą Just Like You (EP) jest właśnie magia popowego eklektyzmu. Choć głos Liz najłatwiej chyba porównać do Cassie, która była ( [*] ) mistrzynią w wyciskaniu maksimum ze zmysłowego, ale jednak ograniczonego timbre’u, to jednak w poszczególnych momentach tej EP-ki punktów odniesienia spokojnie można z powodzeniem szukać w innych miejscach. "Say U Would" to wykapana Ciara, "Do I Like You" urzeka bubblegumowym klimatem z okolic debiutu Aguilery, a i tak najlepszymi prawdopodobnie momentami tej EP-ki są chwile, kiedy podkłady obierają zdecydowany kurs na UK garage. W całym zestawie nie potrafię wskazać słabych punktów, za to nie brak tu elementów, które autentycznie mnie fascynują. Weźmy podane raczej nieprzypadkowo na końcu "Turn Around", do którego podkład dał stawiający pierwsze kroki w branży Weep. Tak kapitalnego glitch-popu nie pamiętam od dawna i aż strach pomyśleć, że tak dojrzały, przełamujący wszelkie granice gatunkowe utwór wypuściły w świat raczkujące na scenie postacie.

Elastyczność wokalna Liz to jeden z największych jej atutów. Ten fakt w połączeniu ze znakomitym wyczuciem trendów we współczesnej muzyce pozwala mieć nadzieję na to, że w kolejnych miesiącach będzie nawet jeszcze lepiej. Są ku temu pewne podstawy, bo nasza główna bohaterka podobno materiał na debiutanckiego longplaya ma przygotowany od dawna, a szuflady w jej pokoju uginają się od pomysłów na nowe piosenki. Jeśli po drodze się nie pogubi, to niedługo przestaniemy pamiętać nawet o wirtualnych zniczach dla Cassie.

Kacper Bartosiak    
24 marca 2014
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie