RECENZJE

Lisa Germano
Lullaby For Liquid Pig

2003, Ineffable 6.8

Mówi się, ze kobiety są bardziej wrażliwe od facetów. Patrząc, jak emocjonalnie podchodzą do codziennych problemów, jak intensywnie przeżywają nawet na wskroś niewinne wydarzenia, trudno się z taką opinią nie zgodzić. Dół z powodu tego, dół z powodu tamtego, dół bez powodu. O, przepraszam, nie "bez powodu", a dla powodu, którego inni nie rozumieją, bo nie są dość wrażliwi, a poza tym nie wiedzą wszystkiego.

Zdarzają się rzecz jasna mężczyźni (prawdopodobnie obdarzeni duszą niewiasty), którzy nie ustępują pod tym względem płci pięknej, ale przyjmijmy, że to zaledwie jednostki. Teraz tak. Ja powiem, że Lisa Germano to jedna z kilku najbardziej wrażliwych kobiet o jakich istnieniu dane mi było usłyszeć, a wy pomyślicie sobie, że: jak chłopak, który jej się podobał, wyznał jej koleżance, że "ta Lisa to taka przygruba zdeczka jak dla mnie", to płakała trzy dni, potem zmieniła uniwersytet (tak, to się wydarzyło gdy miała już okrągłe – okrągła rocznica – dwadzieścia jeden lat), popadła w anoreksję z której ledwo ją odratowano (kroplówka, klinika – te klimaty) i choć minęło wiele lat, po dziś dzień ma uraz do wszystkich Krzyśków. No i oczywiście mdleje na widok pająków i karaluchów. Dlaczego nie macie tak pomyśleć? W końcu arcywrażliwość arcywrażliwców, wedle słownikowej formułki, polega właśnie na arcyemocjonalnym reagowaniu na bodźce zewnętrzne.

Oczywiście chodzi mi o inny typ wrażliwości, który nie daje się już tak banalnie zdefiniować. Posługując się przykładem bliskim nam wszystkim, przypomnijmy sobie dzieje znanej grupy Islandczyków. Twierdzę zatem, że Nawias, bazując na dorobku zespołu, mogli nagrać do bólu przeciętni kolesie, jedynie odgrzewając stare triki, nie dając nic od siebie (nic nie dali, bo nic nie mieli, bo to zwykli kolesie byli). Tymczasem Agaetis Byrjun jest niewątpliwie dziełem natchnionych geniuszy, których wrażliwość umknęła wymiarom doczesnym przekraczając granice wyznaczone przez wyobraźnię. Sukces ten umożliwiła im właśnie ta druga wrażliwość, tak samo jak przyczyn porażki ( ) należy upatrywać w braku śladów wyżej wymienionej.

Wydany dziewięć lat temu Geek The Girl ciężko analizować w zwyczajowych kategoriach dobrej / złej muzyki. Jasne, można z miejsca powiedzieć, że to bogate we wzruszające motywy dzieło, którego nie wypada słuchać przed zmrokiem. Zapewne znajdziemy też dla niego miejsce wśród najważniejszych singer/songwritersich osiągnięć lat dziewięćdziesiątych. Gdy jednak przejdziemy do analizy przekazu, o jaki pokusiła się tu uduchowiona Lisa, przyjdzie nam przyklęknąć i zapłakać. Tytułowy "Geek The Girl", "Cry Wolf", "Sexy Little Girl Princess", "...Of Love And Colors", czy "Jaki Ze Mnie Bej, Że W Ogóle Wymieniam Jakieś Pojedyncze Kawałki Z Tej Mistycznej Całości", stanowią studium kruchości zagubionej w otaczającym nas bezdusznym bezsensie istnienia autorki. Świadomość niemożności zaspokojenia własnych żądz, szczególnie tych związanych z seksualnością, przy równoległych, bezskutecznych wysiłkach zapanowania nad nimi, prowadzi do nieustającego nienasycenia i rosnących frustracji. I dlatego mówię (mówię / mówię), że Lisa Germano jest tak wrażliwa! Pamiętacie Perfect From Now On BTS, don't ya? Tak jak tam Doug podzielił się z ludzkością swoimi refleksjami na temat wieczności, Boga, wizji ostatecznych etc., tak tu Lisa dokonała podobnie trudnego rozrachunku, kładąc jednak nacisk na sprawy doczesne.

Kolejne krążki wydawane przez artystkę, Excerpts From A Love Circus i Slide, w opinii krytyków nie potrafiły nawiązać do doskonałości z roku 1994, co zaowocowało wielkodusznym gestem 4AD w postaci nie przedłużenia kontraktu. Lata mijały, a nie najmłodsza już przecież Germano ogłosiła, że ma dosyć nagrywania. Bywa i tak (bywa / bywa). Na nasze szczęście coś spowodowało, że zmieniła koncepcję i dziś możemy cieszyć nasze uszy Lullaby For Liquid Pig. Dawno nie słyszany głos otwiera "Nobody's Playing", by już do ostatnich tchnień albumu przejąć kontrolę nad kolejnymi utworami, stając się nie tylko narratorem nasączonych gorzkim posmakiem niespełnienia historyjek tlących się w głowie sączącej czerwone wino kobiety po przejściach, ale także podstawowym budulcem kompozycji. Drugim elementem składowym okazują się być podkłady, częściej minimalistyczne wariacje na rozmaitych pogłosach i dźwiękowych pejzażach, niż tradycyjnie odgrywane partiami instrumentów, których jednak za sprawą pianina, akustyków, smyków czy basu też tu nie brakuje. Zwłaszcza partie klawiszy, gdzieniegdzie niemal w pojedynkę partnerujące zmęczonemu szeptowi naszej wieszczki, stają się znakiem rozpoznawczym tego wydawnictwa.

Charakterystyczny dźwięk przetworzonego fletu otwiera "Liquid Pig", ewokując wspomnienie GTG, podobnie zresztą jak przewrotnie wesoła melodia "It's Party Time" gdzie padają znamienne słowa "What I am / Is dreaming of dreams / Of what I was / I could be". Najbardziej żwawy tu "Candy" jedzie na uroczej harmonii akustyków, w refrenie oferując efektowną, kilkusekundową deklamację słówka "alcohol", wypowiadanego z czułością wskazującą na uwielbienie, co znajduje potwierdzenie także w innych fragmentach dzieła. Intrygująco modulowane, schizofreniczne odgłosy zakradającego się z ciemności szaleństwa straszą nas w "Liquid Pig", aż dochodzimy do kluczowego tu "From A Shell", w którym jesteśmy świadkami kontynuacji wątku rozpamiętywania dawnych wyborów, zagajonego przy okazji "It's Party Time". Dla tych wszystkich, którzy z niecierpliwością czekali na wieści z pola walki Lisy, dla tych którzy dawniej ze zrozumieniem wsłuchiwali się w historię jej codziennych prób przeciwstawiania się własnym lękom, dla tych którzy byli ciekawi czy w ciągu tych kilku lat milczenia coś zmieniło się w jej sposobie postrzegania rzeczywistości – właśnie do nich adresowana jest ta relacja, z której dowiadujemy się: "It's the buzz / It's the buzz / It's the buzz / I wish i was", a następnie "There is love / To be found / With the gods all gone and the souls making sound / In the worst way".

Porównując Lullaby For Liquid Pig do wspominanego Geek The Girl dostrzegamy oczywistą, powiedziałbym nawet nieporównywalną wyższość starszego dziecka artystki. W niczym nie zmienia to jednak faktu, że tegoroczne wydawnictwo skromnej skrzypaczki z Ohio zarówno pod względem czystego songwritingu, jak i (może nawet bardziej) za sprawą jak zwykle powalających szczerością przemyśleń, prezentuje absolutnie unikatową klasę, wskazującą po raz kolejny na geniusz autorki.

Jacek Kinowski    
29 października 2003
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie