RECENZJE

Lindstrøm
It's A Feedelity Affair

2006, Smalltown Supersound 6.5

Po The Upper Cuts i Times Like These mamy kolejną świetną kompilację retrospektywną, która jak dla mnie powinna być blisko wejścia na listę płyt roku nie będąc płytą z tego roku, tylko zbiorem tego, co wyszło wcześniej – w tym przypadku utworów wydanych na winylach od roku 2003 do roku właśnie mijającego włącznie. I znowu jest to płyta nawiązująca do najlepszych tradycji disco, tym razem pokazująca, jak Hans-Peter Lindstrøm w latach poprzednich, a i obecnie (na płycie jest jeden kawałek z 2006 – "The Contemporary Fix") współtworzył jeden ze słusznie najmodniejszych elektronicznych nurtów także tego roku, czyli tak zwane space-disco.

It's A Feedelity Affair jest co prawda debiutancką długogrającą płytą norweskiego producenta, ale przecież, warto przypomnieć, już w poprzednim roku mieliśmy chwalone, 13-trackowe self-titled wydawnictwo Lindstrøm & Prins Thomas, będące wynikiem kolaboracji dwóch wymienionych w jego tytule panów. Mieliśmy też znany remix singla Lindstrøma "There's A Drink In My Bedroom And I Need A Hot Lady" zrobiony właśnie przez Prinsa Thomasa, bardzo dobrą, jedenastominutową przeróbkę przeboju "I Feel Space" w wykonaniu Freeform Five "Freeform Reform Parts 1 & 2", Todd Terje przerabiał "Another Stadion". A w tym roku ukazała się EP-ka Another Side Of Lindstrøm, też bardzo udana.

Można więc może przyczepić się, że taki zbiór typu "the best of" nie obejmuje klasycznych już remixów ani żadnego kawałka z zeszłorocznej płyty robionej z Prinsem Thomasem. Wyszły oczywiście pojedyncze winyle z tymi poszczególnymi trackami, ale chciałoby się mieć to wszystko na jakiejś podwójnej płytce, można na przykład pomarzyć sobie o czymś takim, co w tym roku wydał Kieran Hebden jako Four Tet, to znaczy właśnie na jednym "krążku" (słowo samo w sobie ładne, a w odniesieniu do CD nie. Ma ktoś słownik synonimów?) było to, co zremiksował Hebden, a na drugim to, co powstało po zremiksowaniu Hebdena, w rekapitulacji poprzedniej coś o tym pisałam. W ogóle takie wydawnictwa dobrze by zrobiły paru innym elektronicznym artystom i dodały im z pewnością gwiazdek w oczach tych recenzentów, którzy chwalą ich jako producentów i interpretatorów, a jako na samodzielnych artystów patrzą sceptycznie. Ale ponieważ chyba prawie nikt nie kwestionował tego, że Lindstrøm tak samo dobrze daje sobie radę sam, to na takiej płytce podwójnej zwiększyłaby się tylko ilość, a jakość pozostałaby ta sama.

Lindstrøm miesza żywe instrumenty z elektronicznymi, elektro z popem i przede wszystkim z klasycznym disco. Ma się wrażenie, że potrafi wyeksploatować dany motyw do końca nie przynudzając przy tym. Momentami pojawia się jakby urywek melodyjki beatlesowskiej ("Cane It For The Original Whities", "Music In My Mind" – zwróćcie uwagę na wokal, trudno nie zwrócić zresztą. Aż się Luomo przypomina, choć z drugiej strony tam jest jeszcze inny styl śpiewania), a potem jest to rozwijane w elektroniczny sposób. Słucha się tego jak soundtracka do jakiejś kreskówki science-fiction. A zresztą miałam wrażenie, że w "There's A Drink..." jest muzyczny motyw z jednej takiej starej kreskówki, postaci w niej przypominały te z Było Sobie Życie z wyglądu, Spartakus And The Sun Beneath The Sea, ktoś pamięta?

Zosia Dąbrowska    
11 grudnia 2006
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie