RECENZJE

Lil Wayne
No Ceilings (Mixtape)

2009, Young Money 7.0

FK: Rozziew pomiędzy tym, co typ robi, a tym jak mówi, nigdy nie zostanie przeze mnie ogarnięty. Debil o timbre żaby, najpłodniejszy raper minionych dwóch sezonów, który dokonał rzadkiej sztuki autopostrzelenia (nie ma bata, żeby o tym nie wspomnieć!), przygotował mixtape ku pokrzepieniu serc ("there are no ceilings") i w ramach podziękowania za wsparcie ("thank you"). Nie byle jaki, bo wyprodukowany przez kilkanaście osób. Choć oparty na cholernie znajomych samplach, niszczy swoją mocą i przywołuje takie same wątpliwości sceptyków, co oficjalne nagrania. W skrócie: jeśli uważacie Wayne'a za bałaganiarską, irytującą pałę, to tak zostanie. Ja go lubię, ale czekam na rozwinięcie idei kolejnych regularnych płyt, a nie zabawy z kserokopiarką.

MJ: Kradzione bity i struny głosowe wywieszone na płocie w dzień po weselu wójta to wszystko czego ten psychotyczny kryminalista o pingwinim sercu potrzebował, by dołączyć do kontrowersyjnej w pewnych kręgach, elitarnej grupy gwiazdorów wypełniających swój słownik nagłówkami gazet, tworząc przy tym bardziej graficzne opisy obciągania w wielkim mieście niż wczesny Lil Jon. Tak u Clipse, teksty momentami kradną trudny do ogarnięcia w niektórych aspektach show: "I swear I be the sickest nigga / You can ask the nurse". "And I don't like to brag, so my bitches brag for me". "I leave her pussy micro-soft like Windows Vista". "I'm the harders shit / Go in your ass and search". "She love my style / But that's expected / She coming back to you? / The chance is anorexic". "You are local news / I'm 60 Minutes". "I still beat your ass like a fucking drumstick". "Life's a bitch / Now die for her". "I pop like lollies / You drop like olives". Bardzo pewne, bardzo szerokie i świadome opinie.

ŁK: Niech błogosławiona będzie idea mixtape'u. Płodny MC może dzielić się ze światem rymami jak często zechce. Lil Wayne co i rusz wypuszcza te pół-legale i wciąż nie daje pretekstu, żeby postulować zmniejszenie częstotliwości. Byłoby wręcz szkoda, gdyby nie podzielił się ze światem tymi ostatnimi rapami z No Ceilings. Masakra Hovy na bicie "D.O.A." to czysta rozkosz. Nie ma tu właściwie żadnych zmarnowanych momentów, nawet "I Got No Ceilings" na podkładzie "I Gotta Feeling" Black Eyed Peas jest niesamowicie zabawne. Carter przypomina też, że nie potrzebuje autotune'a, żeby brzmieć paradnie.

AG: Nieprzewidywalność Lil Wayne'a. Nie zdziwiłoby mnie ani trochę, gdyby się okazało, że wychodząc na ośkę zabiera ze sobą dla niepoznaki fluorescencyjny pistolet na wodę, ale naładowany nabojami z brylantów. Po ubiegłorocznym Tha Carter III, pełnym (nie ukrywajmy) boleśnie T-Painowych momentów, nikt chyba nie spodziewał się po Weezym tak cudownego, hedonistycznego mixtejpu. A tu proszę. Co prawda zdarzają się na No Ceilings chwile produkcyjnego brandzlowania (i cóż, że z kradzieży), podczas których napięcie jakby spada, ale przeważnie Lil Wayne rapuje do bitów, które są jak biżuteria z cukierków pudrowych: niezobowiązujące, dwu-trzyskładnikowe, a przede wszystkim wymiatają. Dla wgłębiających się w teksty przewidziano też różne atrakcje poznawcze – ja na przykład nigdy nie pamiętałam, żeby zasłaniać usta ziewając, ale na No Ceilings usłyszałam pogróżki tak sugestywne, że chyba zacznę.

Aleksandra Graczyk     Mateusz Jędras     Łukasz Konatowicz     Filip Kekusz    
8 grudnia 2009
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: R.I.P.
Rekapitulacja 2018: Azja