RECENZJE
Lido

Lido
I Love You (EP)

2014, Pelican Fly 7.2

Dużo dobra działo się w ostatnich miesiącach w obrębie nowej, modernistycznie ukierunkowanej muzyki. Od początku roku Mad Decent przejął nasze serca i playlisty serią podejrzanie wybornych nagrań, Night Slugs poszerzył swój katalog zadymionego future r&b o fenomenalny Your Charizmatic Self (EP) Bok Boka, a jest jeszcze nieogarnialna, internetowa wizja post-muzyki ze stajni PC Music. Wszystkie wymienione powyżej zjawiska to oczywiście rzeczy skrajnie różne, ale spina je jeden, zasadniczy detal – o żadnym z nich nie można powiedzieć, że już to słyszeliśmy. Do tego tygla można dorzucić jeszcze belgijski Pelican Fly, który umiejscowiłbym gdzieś w pół drogi między obezwładniającym maksymalizmem Mad Decent a skupioną, introwertyczną propozycją Night Slugs. Norweskiemu producentowi Lido akurat zdecydowanie bliżej do tych pierwszych, co by się zgadzało, biorąc pod uwagę jego udział w EP-ce Liz (produkcja "Y2K") oraz powszechne (i prawdopodobnie słuszne) utożsamianie go ze związanym z wytwórnią, enigmatycznym Trippy Turtle, autorem należycie hype'owanego gdzieniegdzie "Trippy’s Theme".

Zdezorientowanie towarzyszy odsłuchowi I Love You, jego debiutanckiej EP-ki. To co tutaj frapuje, to rozenergetyzowane progresje akordów, linie basowe, za którymi nawet nie warto próbować nadążyć i trapowe pętelki przy skrupulatnym, drwiącym z EDM-u poszanowaniu dla rytmu. W dodatku nigdy nie wiadomo, co za chwilę wyskoczy zza winkla, nie ma mowy o monotonii. Weźmy pierwszy z brzegu, zbudowany w dualny sposób utwór tytułowy, w którym ekstatyczny okrzyk miłosnego uniesienia na tle syntezatorowej nawałnicy przeplata się z wymianą poglądów między clangującym basikiem a zjazzowiałymi pyknięciami w klawisze. "I Love You, pt.2" startuje z kolei od ewokacji "Aerodynamic" Daft Punk, by po chwili przekształcić się w migoczący jam tysiąca jupiterów.

Miejscami brzmi to jakby Lido nasłuchał się "LAtrifying" Riddicka i stwierdził, że fajne, ale trzeba trochę zwulgaryzować, zintensyfikować i dorzucić kilka zmutowanych wokalnych sampli. Innym razem nie pozostaje nic innego jak rozłożyć ręce i parafrazując Tedego powiedzieć "a teraz sprawdź jaką mój człowiek Lido ma jazdę". Czy ktoś może mi na przykład wyjaśnić co się dzieje od 2:10 w bezapelacyjnie najbardziej chorym na EP-ce "Money"? Albo z resztą, co ja się będę rozdrabniać: co się w ogóle dzieje na przestrzeni tego kawałka? Że niby definicja słowa rozmach? Mało powiedziane. Raczej euforia w pigułce, wakacyjny emblemat dobrej zabawy i skutecznie punktująca stoikom między oczy, piąta bramka dla Niemców. W każdym razie dobry stuff.

Wojciech Chełmecki    
24 sierpnia 2014
BIEŻĄCE
Relacja: Tauron Nowa Muzyka 2019
SkeptaIgnorance Is Bliss