RECENZJE

Lido & Canblaster
Superspeed (EP)

2015, Pelican Fly 7.1

W XXI wieku nikogo już nie dziwi współpraca artystów, których dawniej mogłyby dzielić sztuczne obecnie geograficzne bariery. Trudno jednak nie doceniać takich przedsięwzięć jak wspólna EP-ka czołowych przedstawicieli nowej elektroniki, do jakich z pewnością można zaliczyć Lido i Canblastera. Norweg i Francuz postanowili przedstawić za pomocą dźwięków kolejny z nieodłącznych elementów naszych czasów, czyli zawrotne tempo życia. Pierwszy z nich wie o nim szczególnie dużo, bowiem w krótkim okresie z utalentowanego, lecz znanego wyłącznie w rodzinnym kraju, muzyka stał się wykonawcą otwierającym koncerty Beyoncé i jednym z producentów płyty Ariany Grande. Udało mu się na szczęście znaleźć chwilę, by w lipcu 2014 roku pojechać do Paryża, gdzie w ciągu 48 godzin narodził się Superspeed (i nie tylko – Canblaster kilka dni temu wrzucił na swojego soundclouda pierwszą część dodatkowego materiału zarejestrowanego w studiu CBE; ponad 20 minut muzyki daje pewien wgląd w proces twórczy obydwu producentów, ale zawiera też fajny fragment inkorporujący "I Love Your Smile" Shanice).

Być może właśnie chęć realizacji wspomnianego wyżej konceptu sprawia, że całość sprawia wrażenie tworu bardziej poskromionego niż ostatnie EP-ki obu panów. Liczba brutalnych przełamań została ograniczona na rzecz płynniej rozwijających się utworów. Nie ma też co liczyć na rozpiętość stylistyczną obecną na Infinite. Nie oznacza to jednak bynajmniej, że efekt końcowy okazał się nudny. Otwierająca kompozycja zatytułowana "6:59 AM" mogłaby stanowić ścieżkę dźwiękową do filmu poklatkowego przedstawiającego poranek w wielkim mieście. Rozbuchane, pulsujące synthy mogą też ewokować falę upałów, która nawiedziła Paryż w czasie, kiedy nagrywano album. Po kilku minutach senna mgła zaczyna się rozrzedzać aż do momentu, gdy wyłania się z niej nieubłagany odgłos budzika. Klawiszowe akordy stopniowo przeprowadzają z niemrawego rozbudzenia do stanu kofeinowej euforii, w którą wprowadzają bębny, przeszywający bas i wokalne sample. To moment, w którym Losnegård i Steffens nareszcie odpływają w typowe dla siebie nasycone fonicznie odmęty szajby. W "Rush Hour" prowadzą główny motyw przez meandry trapu niczym motocyklista przedzierający się swoim pojazdem między samochodami stojącymi w korku, ale dopiero zestawienie frazy z lirycznymi dźwiękami pianina Lido w zakończeniu stanowi odpowiednią przeciwwagę decydującą o highlightowości kawałka. Drugim z moich ulubionych utworów jest niewątpliwie tytułowy. 2-stepowa petarda z mocarnym hookiem, w którym z jakiegoś powodu najbardziej cieszy mnie, gdy powtarzane "I’m going superspeed in my rari" zgrywa się z opadającą melodią kończącą temat (nie wiem, może wyobrażam sobie również zmierzający ku podłodze pedał gazu w pędzącej maszynie chłopaków). Rolę czynnika wzbogacającego piosenkę spełniają takie elementy jak np. wjeżdżający w 1:26 sampel osobliwie przetworzonej gitary.

Przedostatni "Hyperspeed" zamiast jeszcze bardziej przyspieszyć, rozczarowuje zachowawczością – wprowadza ładny hook, lecz oprócz tego nie charakteryzuje się zbyt intrygującym przebiegiem. Nadal prezentuje jednak walory, które są właściwe każdemu z tracków – bogatą, lecz przejrzystą produkcję, nad którą Lido i Canblaster nieprzerwanie zachowują pełną kontrolę. Superspeed zamyka urocza miniaturka, którą chętnie usłyszałbym w dłuższej wersji. Na razie wystarczy mi jednak przyjemność wynikająca z tego, iż wyraźna inspiracja pewną piosenką przypomina mi o jednym z ulubionych filmów.

Jak wynika z informacji umieszczonej na końcu wrzuconego przez wytwórnię Pelican Fly filmiku, po nagraniu EP-ki Lido zaszył się w swej tajnej posiadłości, gdzie pracuje nad pierwszym longplayem, a Canblaster razem ze swoim kolektywem Club Cheval nagrał materiał na album Discipline, który ukaże się jeszcze w tym roku (zapowiadającym go singlem jest obiecujący "From The Basement To The Roof"). Nie ryzykuję wiele, twierdząc, że na tym się nie skończy i o obu muzykach jeszcze nieraz usłyszymy.

Piotr Ejsmont    
1 czerwca 2015
BIEŻĄCE
Piotr KurekPolygome
Billie EilishWhen We All Fall Asleep, Where Do We Go?