RECENZJE

Libertines
Libertines

2004, Rough Trade 3.3

"That's what I love about these high school girls man / I get older, they stay the same age" wyznał w Dazed And Confused wyluzowany Wooderson, za co zasłużył na nominację do najbardziej esencjonalnej frazy stulecia. Jak się okazuje, nadającej się także do analiz muzycznych. W każdym razie rozpływając się nad licznymi walorami Up The Bracket należy pamiętać o kluczowym słówku "świeżość". Niby fakt, bądź co bądź, odgrzewania starych (czyli cudzych) pomysłów wprowadza w rozumowanie pewną sprzeczność, ale skoro Brytyjczycy z Libertines bezpretensjonalnie i oryginalnie wskrzesili ducha The Clash, to ocieranie się o oksymoron nie jest tu żadnym novum. I wszystko było fajnie, kto nie kochał się w "Up The Bracket" czy "The Boy Looked At Johnny"?

Tymczasem Libertines najwyraźniej zdziadzieli. Niby próbują zasłony dymnej w postaci energicznej rockerki w typie żwawszych "The Man Who Would Be King", " Narcissist", "Arbeit Macht Frei" czy "The Saga", ale to ściema. "Nie mają już nic z tej brawury", a serio to nie mają już songwritingu na poziomie po prostu – elementu który, obok wspomnianej świeżości, stanowił o ich wyjątkowości. Jakiś "Road To Ruin", co za gówniany kawałek. To już nasze szanty wypadają lepiej w batalii o palmę pierwszeństwa dla ogniskowego hitu. A słynne start/stopy, czy mega chwytliwe zejścia akordów? Sprawdźcie "Don't Be Shy". To już nie jest to, to nie to.

Ogółem na płycie są raptem dwa dobre kawałki. Otwierający "Can't Stand Me Now", mocny melodycznie, oferuje całkiem zgrabne harmonie, poparty dość łopatologiczną rytmiką, ale słucha się z przyjemnością. Drugi to "Music When The Lights Go Out", gratka dla emowców, zgrabna ballada z wyeksponowaną barwą Doherty'ego i miłym motywem gitarki. No dobra, może jeszcze "The Ha Ha Wall" jest spoko. Generalnie nuda.

Jacek Kinowski    
12 maja 2005
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie