RECENZJE

Liars
Sisterworld

2010, Mute 5.0

PM: Sisterworld, Liars' boldest and most exhilarating record to date, is a dense art-pop thrill from start to finish and features the single, "Scissor", described by the NME as "a feral thriller". Sisterworld is Liars' own space, completely devoid of influence, somewhere remote from the false promises and discarded dreams amassed in LA. In it Liars explore the underground support systems created to deal with loss of self to society.

The deluxe version comes with a second CD of remixes and reinterpretations of all 11 tracks on Sisterworld from artists including Thom Yorke, Tunde Adebimpe (TV On The Radio), Bradford Cox (Deerhunter / Atlas Sound), Melvins, Alan Vega (Suicide), Chris and Cosey (Throbbing Gristle) and Blonde Redhead.

Says Angus Andrew: "On this project we wanted to help develop and expand the role of the remix, particularly to engage artists less acknowledged for their work in the field. They were asked to "re-interpret" the song by any means necessary and the result is definitely the most exciting collaborative effort we've been involved in."

ŁK: "...particularly to engage artists less acknowledged for their work in the field"? A nie artystów, z których zżynamy na ostatniej płycie? Throbbing Gristle, Suicide? Ta płyta ocieka ich wpływem. TV On The Radio? To się zaczyna jak płyta TV On The Radio. Radiohead? Niby–plemienne śpiewy w "Proud Evolution" kradną z "The Gloaming". Z innych: "Here Comes All The People to "Blue Jay Way" Beatles na kleju; jeśli jakakolwiek płyta przypomina o jakiekolwiek innej to z pewnością Sisterworld o Chairs Missing Wire (w wersji z odessanym geniuszem). Ten album jest wszystkim, czego można się spodziewać po produkcji tego wcielenia Liars: zestawem avant-noise'owo-art-post-punkowych klisz. Jak na zespół z tak mocno określonym stylem to mało mają swojego stylu.

JB: Pomimo niskiej oceny jaką muszę wystawić, jestem pozytywnie zaskoczony. Zawsze uznawałem Liars za rasowych ściemniaczy, którzy ostro mieszają w tyglu, głównie po to, by tuszować słabość kompozycji – tutaj zaś miejscami się bronią. Utwory zawarte na Sisterworld błąkają się chaotycznie po strefie wolnocłowej, dzielącej współczesny indie-rock z aspiracjami od terytoriów powszechnie uznawanych za eksperymentalne. Pytanie czy nie nazbyt powszechnie.

W swojej woltyżerce stylami, tempami, (mniej) gatunkami piąty album Liars przypomina debiut Department Of Eagles, jednak podczas gdy Whitey On The Moon UK przemycała trochę własnego charakteru, Sisterworld prosi się o łatkę "antologia". Mamy tu więc zestaw składający się z rozleniwionych wokali w stylu wczesnego Animal Collective, neurotyczne chórki kontrastowane niezapowiedzianymi gitarowymi wybuchami (gorzej, gdy są "niezapowiedziane" po raz drugi czy trzeci) w klimacie Xiu Xiu, podniosły indie-rock wsparty na dętych rodem z ostatniego Tv On The Radio, rytmicznie przyspieszające intra z zakusami na "space", "trans" i katalog The Social Registry, mruganie w stronę Slowdive w closerze i w stronę Radiohead przez całość trwania albumu. Pomimo rzemieślniczej poprawności, ewidentnie brak tu jakiejś głębszej myśli, autorskiego sznytu, czy, po prostu, charakteru. Poszczególne kompozycje zaś, choć nie potrafią zmusić do uwagi przez całość trwania, to miejscami dostarczają intelektualnej satysfakcji, stąd zakończenie jest dyplomatyczne: na swoje Bonsai Superstar Liars musi jeszcze poczekać.

MZ: Jak mi doniósł Internet, Andrew od czterech lat nie jest już z Karen O (wiem, trochę nie na czasie z indie-plotami), co mogło go skrzywić jeszcze bardziej, w każdym razie mało który zespół wywodzący się z (art-)punku lasuje mózg tak gruntownie. W temacie nieposkromionego kręcenia gałami Liars wygrywają wyścig z innymi nowojorskimi przodownikami noise'u, Black Dice, a koledzy z TV On The Radio zostawieni z tyłu znikają za horyzontem jak bramki w Kapitanie Hawku. Sisterworld gnębi słuchacza niemiłosiernie, serwując obłędnie spowolnione majaczenia, schizofreniczne, zapętlone wyliczanki i brudne, tłuste no-wave'owe riffy. Do chorych antykołysanek "Drip" i "I Still Can See An Outside World" nie pasuje określenie samobójcze, bo to podpada raczej pod socjopatię. O inspiracjach Liars długo pianę by tu bić, moi poprzednicy już powymieniali. Throbbing Gristle i Swans to na mój gust najbliższe punkty odniesienia.

Jan Błaszczak     Łukasz Konatowicz     Patryk Mrozek     Michał Zagroba    
6 kwietnia 2010
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie