RECENZJE

Liars
Liars

2007, Mute 3.7

Po sukcesie prasowym i komercyjnym swojego poprzedniego albumu, który jest bardzo drogi i nigdy go nie słyszałem, ale genialny i dziejowy, postanowili Liarsi pokazać wszystkim jacy to z nich nad-artschoolowcy. Jeszcze podczas siedzenia po ciemku, trzęsienia stołem i buczenia pod nosem pomyśleli: "och tak już wymiatamy, następna płyta będzie prymitywna i pod buta, och w chuj gitar stary to takie nieoczekiwane pokażemy im artyści i gitary FTW". Skończyło się na brzmieniu, za jakie Sugababes płacą miliony i piosenkach, które przestają mleć kogokolwiek po przeciętnie dwunastu sekundach, bowiem Liars skończyli się na Sheik Yerbouti. Ja chcę "The Garden Was Crowded And Outside", nie "Cycle Time". Więc słabe piosenki i zrandomizowane sonicznie pierdy do bujania: jak marna jest narracja w "Houseclouds" na przykład, mimo że miał to byc jakiś pop-defrag, czy pomóż-mi-dojść recyklujący "Freak Out", a przecież fallicznych manifestów nie lubimy, co więcej, nie znajdziemy tu wiele do słuchania. Nie jest to tak, że dramatu nie ma żadnego, bo na sztywnych patentach się tu jedzie jak Kanye, tylko mniej porywająco, bo to może i lepsza płyta niż wskazano, natomiast to jest kurwa śmiech na sali, że trzeba za to płacić. I nie śmieszy wcale, że już nie można odsłuchać całości na MySpace, a kiedyś było. Ulcerów na żołądzie nie generuje, ale czasu się natraci i ubiór roboczy już sprany mam.

Mateusz Jędras    
14 września 2007
BIEŻĄCE
Rekapitulacja 2018: Azja
Rekapitulacja 2018: Indie